kwestionariusz: joanna ostrowska

1. Jak rozumiesz gatunek, jakim jest recenzja? Jakie cele sobie stawiasz przy pisaniu recenzji?

Recenzja jako gatunek ewoluuje ale nie tylko w wyniku „upływu czasu”. Coraz częściej recenzenci/krytycy starają się odejść od sztywnych zasad pisania na linii: ja-dzieło. Coraz więcej tekstów krytycznych „serwowanych” także szerokiemu odbiorcy jest wzbogacana o konteksty, odwołania spoza świata filmu. Celem prymarnym (w moim przypadku – mam możliwość wyboru recenzowanego dzieła) jest wskazanie jakiegoś filmu/książki jako tego/tej, na którą warto zwrócić uwagę w pozytywnym albo negatywnym sensie – coś zaskakuje, albo całkowicie kopiuje klisze i stereotypy. Kolejna rzecz to zastanowienie się przy pisaniu, z czego to wynika, jak to wpisuje się w poprzednią „działalność” twórcy i w ogólny „klimat”, w którym film powstał.

2. Jakie kryteria stosujesz przy ocenie recenzowanego dzieła?

Nie mam sztywnych kryteriów odnoszących się do wszystkich filmów, czy książek które recenzuje. Staram się mimo wszystko w momencie, kiedy piszę tekst „uprawiać” coś w rodzaju krytyki towarzyszącej. Rzadko zdarza mi się pisać stricte recenzje. Najczęściej piszę teksty „kontekstualne”, w których jest miejsce na potraktowanie danego filmu z kilku perspektyw, na zastanowienie się nad jego przesłaniem politycznym, ideologicznym, historycznym, społecznym itd. Staram się zwracać uwagę na formę, cytując jednego z polskich twórców – W Polsce nie ma kultury wizualnej/kultury formy filmowej – nie tylko wśród samych reżyserów ale także wśród odbiorców. Obserwuję kostium, lokacje; interesuję się wysokością budżetu itd. Pisząc dłuższy tekst krytyczny koncentruje się także na odwołaniach literackich, teatralnych, ogólnie kulturowych (jeśli takie są).

3. W jaki sposób zakładani czytelnicy recenzji wpływają na jej kształt? Czy wpływają?

W moim przypadku czytelnicy raczej nie wpływają w sposób bezpośredni na kształt tekstu. Natomiast mimo wszystko staram się pisać w sposób zrozumiały dla szerokiego grona odbiorców. Nie uważam, żeby taka perspektywa zubożała w jakikolwiek sposób sam tekst.

4. Czy zauważyłeś/aś, żeby w ostatnich latach zmieniły się zasady tego, co warto a czego nie warto recenzować?

Nie mam wrażenia, żeby zmieniały się jakieś ogólne zasady „tego co warto, a czego nie”. Drażni mnie maksymalnie, że często nie możemy pisać tekstów, recenzji na temat filmów, które nie wchodzą do polskiej dystrybucji, co zamyka polskiego widza do gustu „polskich dystrybutorów” – sytuacja kuriozalna – większość filmów i tak widzowie oglądają w sieci, co zresztą powoli wykształciło nowe kanały dystrybucji, których polscy dystrybutorzy/producenci i częściowo twórcy boją się jak ognia…

Na pewno zawsze recenzuje się wszystkie nowości polskiego kina, co z jednej strony pozwala bardzo szybko zauważyć pojawienie się „czegoś lepszego” ale z drugiej strony jest częstokroć szukaniem „ostatniej nadziei” i „samorodnego talentu” tam gdzie go nie ma.

5. Czy warto recenzować rzeczy „złe”? Dlaczego pojawiają się krytyczne recenzjemainstreamowych filmów, podczas gdy nie recenzuje się popularnych spektakli teatralnych?

 

Oczywiście, że warto recenzować „złe” rzeczy. Zresztą akurat w przypadku filmów odchodziłabym od podziału: złe=mainstreamowe, dobre=autorskie/artystyczne. Jeśli chodzi o polskie kino, w tym drugim przypadku bywa nawet gorzej… Warto recenzować jak najwięcej filmów, spektakli teatralnych – to zawsze daje potencjalnemu czytelnikowi większe pole wyboru. Jeśli chodzi o recenzje popularnych spektakli teatralnych to kompletnie nie mam wrażenia, żebym nie czytywała takich recenzji w mediach. Rzeczywiście jest ich mniej ale wynika to pewnie także z tego, że teatr jest w zupełnie innym miejscu, niż polskie współczesne kino, które od dobrych 10-15 lat przeżywa „zapaść” – nie jest w stanie (z drobnymi wyjątkami) w żaden sposób zareagować nie tylko na współczesność ale również np. na pamięć historyczną.

6. Czy tęsknisz za gwiazdkami? Do czego służą/służyły i jakie są ich dobre i złe strony?

Nie tęsknię za gwiazdkami, choć nie mam wrażenia żeby całkowicie zniknęły (szczególnie w internecie). Widzowi prawdopodobnie ułatwiały decyzję – były bardzo szybkim komunikatem o poziomie filmu. Mam mimo wszystko wrażenie, że w Polsce większość widzów jeśli wybiera się na film, podejmuje decyzję bez względu na „notki, gwiazdki” (robią to tak rzadko, że zastanawiają się przed). Jeśli do kin wchodzi „komedia romantyczna”, „lektura szkolna” – gwiazdki nie mają najmniejszego znaczenia. Jeśli mamy tzw. „hit” (casus Galerianek Rosłaniec) oceny punktowe przestają się liczyć – idzie się, bo przecież wszyscy idą! Co ciekawe w przypadku niektórych polskich recenzentów, którzy stawiali gwiazdki można było po jakimś czasie prześledzić jaki mają gust filmowy i wypracować sobie odmienny model: XX daje jedną gwiazdkę – to na pewno jest dobry film.

Joanna Ostrowska – doktorantka Katedry Judaistyki UJ, członkini „Krytyki Politycznej” i think tanku „Restart”, publikowała m.in. w „Krytyce Politycznej”, „Filmie”, „Czasie Kultury”, „Dwutygodniku”, współautorka książki „Kino Polskie 1989-2009. Historia krytyczna”.

 

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: