kwestionariusz: krzysztof kwiatkowski

1. Jak rozumiesz gatunek, jakim jest recenzja? Jakie cele sobie stawiasz przy pisaniu recenzji? 2. Jakie kryteria stosujesz przy ocenie recenzowanego dzieła?

Chciałbym, aby moje recenzje były interesujące dla czytelnika, a jednocześnie uczciwe wobec filmu. Pisząc do mainstreamowej prasy unikam długich streszczeń, a „profesjonalne” oceny rzemiosła staram się formułować w sposób jasny, zrozumiały dla osoby zainteresowanej kinem w niewielkim stopniu. Staram się umieścić film w szerszym kontekście – kulturowym, społecznym. Dostrzec, jak pokazuje współczesny świat i jego problemy, poszukać odpowiedzi, dlaczego pojawił się w tym, a nie innym momencie, jak koresponduje z resztą współczesnej produkcji. Język filmowy (oczywiście, jeśli nie mamy do czynienia z typowym eksperymentem formalnym) interesuje mnie głównie w kontekście treści – tego, jak służy przekazaniu sensu filmu. Czasem odwołuję się do własnych odczuć i skojarzeń. Wydaje mi się, że w czasach, gdy tak wiele recenzji przypomina zajawki opatrzone gwiazdkami i punktami, przynajmniej część czytelników oczekuje od recenzentów ich subiektywnego i bardziej oryginalnego spojrzenia. Czegoś w rodzaju rozmowy, a nie tylko suchego opisu „faktów ekranowych”.

 

3. W jaki sposób zakładani czytelnicy recenzji wpływają na jej kształt? Czy wpływają?

Wpływają, bo nie pisze się w próżnię. Stąd pewnie inne są recenzje w „FilmPro”, „Kinie” czy „Gazecie Wyborczej”. Kiedy piszę, staram się pamiętać, że odbiorca może nie znać nazwiska Apichatponga Weerasethakula. Z drugiej strony – wydaje mi się, że właśnie po to jeżdżę na festiwale, aby znaczenie tajskiego reżysera dla światowej kinematografii przystępnie czytelnikowi wytłumaczyć, by zauważać nowe zjawiska i nowe twarze w kinie.

 

4. Czy zauważyłeś/aś, żeby w ostatnich latach zmieniły się zasady tego, co warto a czego nie warto recenzować?

W pewnym stopniu, tak. W coraz większej liczbie tytułów szanse na obszerne omówienia i recenzje mają filmy popularne, najczęściej hollywoodzkie hity, mogące zająć wysoką pozycję w box office’ie czyli te pozycje, którymi „interesują się czytelnicy”. W przypadku bardziej ambitnego kina redaktorzy kierują się tematem i społeczną wagą filmu, czasem nazwiskiem reżysera. Sprzyjało to choćby świetnej obsłudze medialnej „The Social Network”, gdzie David Fincher opowiadał aktualną i atrakcyjną historię. Zaszkodziło wspaniałemu dziełu Mike’a Leigh „Kolejny rok” o zwykłym, codziennym życiu. Czasem także (niestety) decyduje przypadek – dobra praca specjalisty od PR-u czy data premiery. Zdarza się bowiem, że nie jestem w stanie opisać świetnego tytułu nieznanego twórcy, bo wchodzi tego samego dnia, co „nowy Woody Allen” czy Martin Scorsese. Paradoksalnie, nawet w ambitnej prasie niełatwo jest przebić się z kinem artystycznym, trudnym albo takim, za którym stoi twórca mało znany, czasem jeszcze mało znany. Ale w wielu tytułach („Gazeta Wyborcza”, „Rezczpospolita”, „Dziennik”, „Kino”, „Film”) autorzy piszą o niemal wszystkich premierach.

 

5. Czy warto recenzować rzeczy „złe”? Dlaczego pojawiają się krytyczne recenzje mainstreamowych filmów, podczas gdy nie recenzuje się popularnych spektakli teatralnych?

Często właśnie propozycje niespecjalnie ambitne zyskują największą widownię i dlatego nie można ich całkiem lekceważyć. Trzeba pisać o ich słabościach i głupocie, żeby nie kształtowały gustu masowego odbiorcy i aby widzowie nabierali w stosunku do nich krytycyzmu. Ale też, sądzę, że istnieje inny, socjologiczny aspekt tej kwestii. Zdarza się, że przeciętne, słabe i mało wyszukane filmy kryją prawdę o społeczeństwie i jego tęsknotach. Także dla tego warto im się czasem przyjrzeć.

 

6. Czy tęsknisz za gwiazdkami? Do czego służą/służyły i jakie są ich dobre i złe strony?

Nie tęsknie, w moim piśmie, „Newsweeku”, też przy krótkich recenzjach pojawiają się co tydzień kwadraciki. Często mnie to niepokoi – kiedy trzeba średniej komedii dać tę samą „ocenę”, co ambitnemu obrazowi artystycznemu, w którym w kilku scenach twórcy omsknęła się ręka. Co więcej, taka nota niepotrzebnie wyostrza subtelności recenzji. Tak jakby kino było zawodami konnymi. Ale jako czytelnik sam często w pędzie patrzę na gwiazdki, ciekawy czy komuś się film podobał. Bo pojawienie się gwiazdek, nawet jeśli nie sprzyja głębokiemu rozumieniu sztuki, jest odpowiedzią na tempo naszego życia…

 

Krzysztof Kwiatkowski – dziennikarz tygodnika Newsweek. Polska, stały współpracownik miesięcznika Kino. Absolwent socjologii na Uniwersytecie Warszawskim. Relacjonuje festiwale w Cannes, Berlinie, Wenecji, Karlowych Warach. Przeprowadził wiele wywiadów z ludźmi kina m.in. z Martinem Scorsese, Woody’m Allenem, Quentinem Tarantino, Pedro Almodóvarem, Leonardo DiCaprio, Meryl Streep. Publikował m.in. w Wysokich Obcasach, Gazecie Wyborczej, Dzienniku, Życiu Warszawy, Tygodniku Powszechnym, Perspektywach.

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: