aleksandra gołdys (ps2012): mistrzostwa zwolnione z wf-u

Uprzejmie proszę o zwolnienie mojego syna/mojej córki….

W 2009 roku Projekt Społeczny 2012 przeprowadził badanie, które nazwaliśmy badaniem Kapitału Sportowego (Raport „Kapitał sportowy” jest dostępny na stronie Projektu Społecznego 2012), w dziale Raporty. Rozmawialiśmy ze sportowcami amatorami i zawodowcami, trenerami, rodzinami, w których sport się uprawia i z takimi w którym jest ignorowany, z uczniami oraz nauczycielami WF-u. Chcieliśmy zrozumieć mechanizm jaki kreuje sytuacje sportu w Polsce. Wychodziliśmy z założenia, że warto tę wiedzę zbierać, bo kondycja sportowa społeczeństwa to cenny kapitał.

Obok wielu wniosków najbardziej uderzająca była skala zwolnień z lekcji wychowania fizycznego. Nauczyciele przyznają, że czasem (przed klasówką z „ważnego” przedmiotu) na lekcji ćwiczą trzy osoby, a reszta się uczy, za przyzwoleniem wszystkich. Rodzice, którzy kierują się logiką „ucz się, a mięśni budowanie zostaw głupszym kolegom”, wypłakiwali się potem badaczom, że „syna sprzed komputera nie może przegonić, ja to kiedyś z chłopakami na podwórku całe dnie spędzałem… trochę się boję, bo kolegów wcale nie ma” itd. I niestety już gdzieś w tym miejscu, w naszych domach, dziwnej, nieuświadomionej ambiwalencji między brakiem szacunku do sportu, a przeświadczeniem, że ruch jest czymś naturalnym i pożądanym, zaczyna się szereg zaniedbań, na których szczycie jest problem nieusuwalnych, wąsatych działaczy PZPN-u.

Gliniane nogi systemu

System sportowy jest fascynującym i złożonym zjawiskiem. Mało kto się na nim zna, nikt nie widzi społecznych konsekwencji jego wadliwego funkcjonowania, wszyscy są tylko zgodni, że jak na tak duży kraj, mamy zaskakująco mało sportowych sukcesów. Sytuacja piłkarzy jest oczywiście, z racji uprzywilejowanej pozycji tej dyscypliny, najbardziej boląca. Jednak problem istnieje w większości dyscyplin i nawet Ci sportowcy, którzy osiągnęli sukces, przyznają, że zrobili to jakby wbrew systemowi.

Tymczasem wiadomo, że wybranie drogi sportowej jest trudnym życiowym zobowiązaniem, które ma znikome szanse powodzenia bez skrupulatnego systemu wsparcia na każdym etapie. W rodzinie musimy być otoczeni ludźmi, którzy lubią sport i będą nas „podnosić/mobilizować” w momentach zwątpienia, w szkole powinniśmy trafić (i to jak najwcześniej!) na mądrego nauczyciela, który zauważy nasz talent i pokieruje do sprawnie zarządzanego klubu,

w którym zaopiekuje się nami wrażliwy i profesjonalny trener. Ważne, że ta droga powinna być otwarta dla jak największej liczby dzieci, które zatrzymywałyby się na tym etapie, który byłby dla nich najbardziej adekwatny, ale nie porzucały sportu. W ten sposób sprawnie zarządzając „dołem” sportowej piramidy zapewnialibyśmy stałą bazę uczestników amatorskiego życia sportowego, co ma kapitalne znaczenia dla budowania zdrowia, zdolności społecznych, zapewnia zaangażowanie rodziców, rozwoju klubów sportowych, wychowania kibiców i mądrych krytyków działań organizacji sportowych.

Ludzie skutecznie wychowani do sportu nie będą go opuszczać po skończeniu szkoły, ani nie będą masowo zwalniać swoich dzieci z lekcji WF-u. Jednocześnie powszechniejsze zaangażowanie w organizacje sportowe gwarantowałoby rotacje w tym środowisku i zapobiegałoby takim wynaturzeniom z jakimi mamy teraz do czynienia.

Sport, a więc i organizacje niezbędne do jego trwania nie są tak naprawdę organizacjami obywatelskimi tylko zamkniętymi bractwami o silnym powiązaniach z biznesem, które nie zastanawiają się nad uzdrowieniem dostępu do sportu powszechnego tylko do granic możliwości żyłują cudem wyhodowaną garstkę zawodników, których udało się nie zgubić czy wycieńczyć „po drodze”.

Dlaczego nie będziemy mieli zwycięskiej drużyny?!

Nikt już chyba nie pamięta, że EURO 2012 to wielkie święto sportu. A przecież mistrzostwa to zwieńczenie czteroletniej pracy piłkarskich kadr, a wcześniej klubów, szkółek, tysięcy lekcji WF-u. Popatrzmy na te kilkanaście dni jak na owoc tej pracy u podstaw wykonywanej organicznym wysiłkiem wielu aktorów instytucjonalnych i prywatnych. My w Polsce możemy tylko kpić, „że nasi nie ma ją szans nawet w grupie, w której byliby sami przedszkolacy”, ale nie wykorzystujemy okazji, żeby odpowiedzieć sobie na pytanie, dlaczego tej szansy nie mamy. A odpowiedź nie byłaby prosta. To nie jest po prostu wina selekcjonera, tych konkretnych zawodników, złego PZPN-u, Ministerstwa Sportu i Turystyki. Prawda leży głębiej. Jest trudniejsza do przyjęcia. Mamy małe szanse, bo nasz system się chwieje, nie ma w nim strategii, nie ma pracy u podstaw, nie ma zaangażowania. Oddaliśmy sport. Zostawiliśmy go ludziom, którzy świetnie żyją z tego niepatrzenia im na ręce, nie rozumienia, nie pytania. Trudno się dziwić, żeby ktoś kto zarabia 50 tysięcy złotych miesięcznie chciał zmian systemu. Bardzo proszę byśmy się dziecinnie tym nie bulwersowali.

Jedną z EURO lekcji, które mamy do odrobienia jest namysł nad tym jacy jesteśmy, jak się czujemy ze sobą, jakimi chcemy się pokazać, co w sobie promować. Sport bezbłędnie obnaża nasze słabe strony, bo wymaga wysiłku w obszarach, które szczególnie łatwo ignorujemy, a niestety sportowego wyniku na dłuższą metę nie da się oszukać (a wiemy wszyscy, jak wielkie mamy zasługi w testowaniu tej prawdy, nie udało nam się jednak jej „obejść”). Bez systematyczności, planu, konsekwencji, współpracy, długofalowej strategii, wieloaspektowego wsparcia nie ma wyników. Na łapu capu można wygrać raz, ale nie zbuduje się mocnej, światowej pozycji w jakiejś dyscyplinie, bo to ma miejsce nie wtedy, kiedy zdarzy nam się dwóch utalentowanych zawodników, ale wtedy, gdy cały mechanizm ich doprowadzenia do zawodowstwa będzie miał charakter systemowy.  W Projekcie Społecznym 2012 jesteśmy przekonani, ze dyskusję o tym jak to zrobić trzeba rozszerzyć o zagadnienia społeczne: rodzinę, szkołę, Orliki, małe kluby sportowe. Dopóki nie zrozumiemy zbawiennego wpływu dobrze prowadzonego sportu powszechnego, sukcesy w sporcie zawodowym będą nam się „zdarzać” jak przyjdzie szczęście czy los się nad nami zlituje.

A przecież pojawiają się coraz to nowe problemy, których rozwiązaniem mógłby być uspołeczniony sport: czas wolny dzieci, który ma kapitalne znaczenia dla ich wychowania, życie społeczności lokalnych (czy amatorskie zawody nie byłyby świetnym dla nich spoiwem?), problemy zdrowotne (tu nie trzeba pisać, że regularne uprawianie sportu pomaga), sensowne wykorzystanie powstałej i powstającej infrastruktury. Gdybyśmy mieli wyobraźnię, by połączyć te obszary i wytrwałość, by pracować nad ich usprawnieniem, okazałoby się pewnie, że w wyniku naszej pracy sytuacja w sporcie zawodowym mogłyby się poprawić. Jakby w konsekwencji uzdrowienia podstaw. I może za 8 lat, a może za 12 (i niech nas ta perspektywa nie paraliżuje) nasze szanse wyjścia z grupy nie były przedmiotem przykrych żartów.

Porozmawiajmy o nim

Dla Anglików czy Hiszpanów było rzeczą oczywistą, że skoro już mobilizujemy takie środki na organizacje wielkiego sportowego święta, to warto zastanowić się nad usprawnieniami własnego sportowego świata. Wszak sport przez te kilka chwil będzie przykuwał uwagę wszystkich. Piękno sportowego widowiska będzie tak naprawdę wielogodzinnym spotem reklamowym sportu w ogóle. Co pomyśleli zrobili. Hiszpanie nawet mogą poszczycić się niezłymi wskaźnikami sukcesu, ich uczestnictwo w sporcie rzeczywiście poszybowało w górę [patrz raport „Co pozostanie po EURO”]. Tymczasem my naszą przedziwną bylejakość objawiamy nie tylko w niefortunnych wpadkach infrastrukturalnych, ale i kompletnym ignorowaniu kwestii sportu przy okazji EURO. Zadziwia to o tyle, że myślenie i planowanie zmian naprawdę mało kosztuje, a też na dalszym etapach zobaczymy, że problemem polskiego sportu nie jest to, że nie ma w nim pieniędzy, a raczej to, że są rozdysponowywane bez logiki. Mamy więc szanse na działanie w obszarze, w którym wyjątkowo  nie musimy rozkładać rąk, że nic nie da się zrobić, bo nie ma za co. Warto to wykorzystać.

Autorka jest członkinią zespołu Projekt Społeczny 2012.

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: