lidia klein: stadiony zawiedzionych nadzei

Stadiony to architektura wyjątkowo kłopotliwa. Jest tak zwłaszcza w przypadku stadionów powstających w ścisłym związku z konkretnymi wielkimi imprezami sportowymi. Chociaż medialne życie takich obiektów zamyka się często w paru tygodniach trwania turnieju Euro czy Olimpiady, ich twórcy muszą brać pod uwagę późniejsze wykorzystania budynku, przewidując jego – także pozasportowe – funkcje.  Na tym nie koniec trudności. Podobnie jak lotniska czy dworce, a więc miejsca mające przede wszystkim zapewnić sprawną obsługę przepływających przez nie ogromnych mas ludzkich, stadiony są dobrymi przykładami tego, co w teorii architektury nazywane jest produktami przestrzennymi (spatial products) [Easterling]. Produkty przestrzenne to zestandaryzowana architektura, w której indywidualizm architekta ustępuje miejsca gotowym rozwiązaniom przestrzennym, kreowanym przez dane i statystykę. Kształt stadionu w bardzo dużym stopniu ograniczony jest parametrami bezpieczeństwa czy pojemności, stąd też ich formy są do siebie zasadniczo dosyć podobne. Do rzadkości należą tak awangardowe obiekty, jak wbudowany w kamieniołom Estádio Municipal de Braga Eduardo Souto de Moury w Portugalii, który na równi z Ibrahimowicem i Rooneyem był niewątpliwą gwiazdą EURO 2004. Tak wyróżniające się obiekty to raczej wyjątek na tle typowej większości. Z drugiej strony, biorąc pod uwagę ograniczenia formalne i stosując standardowe rozwiązania przestrzenne, architekci muszą odpowiedzieć na reprezentacyjne wymagania stawiane stadionom: mają  one być spektakularnymi architektonicznymi symbolami danej imprezy, a najchętniej także miasta czy kraju, w którym powstają. Tym samym stadion to jeden z typów bardzo silnie wpisanych w charakteryzującą współczesną kulturę architektoniczną potrzebę wznoszenia architektonicznych ikon, zdolnych powtórzyć (przeceniany zresztą) „efekt Bilbao”. Dodatkowo, w krajach takich jak Polska, wciąż walczących o miejsce w gronie pełnoprawnych członków zachodniego mainstreamu, prestiżowe, spektakularne realizacje architektoniczne zyskują szczególne znaczenie narzędzia budującego kosmopolityczny wizerunek. Oczekiwania wobec stadionów są więc duże i niełatwe do pogodzenia z narzuconymi z góry warunkami, grożącymi wytwarzaniem kolejnych kopii aktualnie obowiązującego wzorca.

Zanim jednak przyjrzymy się polskim realizacjom, warto poświęcic chwilę rozwojowi i obecnemu kształtowi stadionów. Stadiony piłkarskie budowane w początku dwudziestego wieku, a więc wtedy, kiedy powstaje FIFA (1904), a piłka nożna zostaje włączona w skład dyscyplin olimpijskich, to ogromne, w dużej mierze prowizoryczne obiekty o betonowych trybunach, czasem z niewielkim zadaszeniem dla najważniejszych gości. Ich charakter dobrze podsumowuje pochodzenie używanego na określenie kibiców FC Barcelony słowa – culés, wyprowadzone od katalońskiego cul (tyłek).  Na eksploatowanym do 1957 roku stadionie drużyny, Camp de Les Corts, nie było krzesełek, a jedynie drewniane trybuny z ławkami. Podczas meczu widok zza pleców kibiców, od strony ulicy, to po prostu rzędy ciasno upakowanych culés, i to dało początek popularnej dziś nazwie. Chaotyczne, przepełnione stadiony zmienia telewizja. W latach pięćdziesiątych, wraz z wprowadzeniem relacji sportowych, coraz więcej kibiców decyduje się na śledzenie rozgrywek w domu. Dlatego stadiony zaczynają walczyć o widzów, zwiększając ich wygodę poprzez wprowadzenie krzesełek, zadaszeń, większej ilości toalet czy punktów gastronomicznych. Dostosowują się także do wymogów transmisji telewizyjnych, na przykład wprowadzając miejsca dla komentatorów czy zapewniając dobre oświetlenie wieczornych rozgrywek. Kolejną zasadniczą zmianę w architekturze stadionów przynoszą lata osiemdziesiąte, kiedy coraz częściej podnoszona jest kwestia konieczności zaostrzenia wymogów bezpieczeństwa, akcentowana zwłaszcza w 1989 roku po tragicznych wydarzeniach na Sheffield Hillsborough Stadium, kiedy uciekający tłum stratował 96 osób. W roku 1990 pojawia się Taylor Report, wprowadzający nowe dyrektywy dotyczące bezpieczeństwa i likwidujący trybuny złożone z miejsc stojących (co ciekawe w niższych ligach angielskich wraca się dziś do tych trybun, popularnych do dziś w Niemczech). W dużym uproszczeniu: dokument ten przyczynił się do otwarcia stadionów na nowe grupy odwiedzających, promując piłkarskie areny jako miejsca bezpiecznej weekendowej rozrywki dla całej rodziny. Stadiony zaczęły coraz mocniej obrastać uzupełniającymi ich zasadnicze funkcje restauracjami, muzeami czy sklepami z pamiątkami, nierzadko zajmującymi kilka pięter. Ma to oczywiście szersze uzasadnienie – najbardziej liczące się kluby sportowe stały się przedsiębiorstwami o rozpoznawalnych markach, posiadających duży potencjał rynkowy. Jedną z najistotniejszych cech dzisiejszych stadionów jest ich elastyczność – mobilne elementy, takie jak przesuwane dachy, wysuwane nawierzchnie czy rozsuwane rzędy na trybunach, dzięki którym mogą swobodnie dopasowywać się do zmiennych czynników, jak rodzaj widowiska czy liczba użytkowników. W przypadku architektury stadionów – co wynika z natury samych praktyk oglądania widowisk sportowych –  nie sposób nie zauważyć zmian spowodowanych rozwojem mediów. Nie tylko telewizja, która w latach pięćdziesiątych była – przypomnijmy – bezpośrednią przyczyna rewolucji architektury stadionowej, ale też na przykład popularność gier komputerowych zmieniła nasze praktyki oglądania meczy i co za tym idzie wygląd stadionów. Widzowie ostatniego mundialu być może pamiętają charakterystyczny najazd kamery na murawę i stadion, którym zaczynały się transmisje meczów, przypominający kadry znane z gry FIFA. Nawet będąc na stadionie i oglądając mecz „na żywo” nie sposób wyobrazić sobie śledzenia rozgrywek bez patrzenia na jednocześnie wyświetlane na telebimach transmisje, pozwalające zobaczyć na przykład zbliżenia podań. Ta nierozdzielność widowisk sportowych i mediów, obserwowalna na wielu płaszczyznach, ale dająca się dostrzec już na poziomie stadionu musi być uwzględniana przez projektantów. Bardzo często łączą oni architekturę i media w jeszcze silniej, wprowadzając zmienne hiperpowierzchnie jako powłoki projektowanych budynków. Jednym z najbardziej spektakularnych przykładów takiej architektury jest oddany do użytku stadion Alianz Arena Bayernu Monachium, zaprojektowany przez Jacquesa Herzoga i Pierre’a de Meurona, którego fasada z różnym natężeniem podświetlana jest kolorami odpowiadającymi barwom gospodarzy. Silke Steets w książce Stadium Worlds opisuje rozwój architektury stadionowej cytując brytyjskiego architekta Roda Shearda, który wyróżnił Alianz Arenę jako „wysoce zmediatyzowany typ stadionu”, na którym transmitowane przez telewizję wydarzenie jest tylko pretekstem do ważniejszego procesu. Sheard porównuje monachijski stadion do „soczewki, przeskalowanego studio telewizyjnego skupiającego w sobie wielki biznes sportu (…) generując ogromne zyski”. Zmieniająca kolory inteligentna fasada ma według Shearda wymiar symboliczny i wyraża zmediatyzowany charakter współczesnego sportu i stadionowej architektury. Zjawisko to ulega według Shearda intensyfikacji i wkrótce doprowadzi do sytuacji, w której „podobnie jak w samolotach każde stadionowe krzesełko będzie wyposażone w telewizor”. Architekt postuluje przełamanie tej tendencji i tworzenie stadionów, łatwo dostępnych dla mieszkańców, zamiast dominujących dziś obiektów lokowanych na obrzeżach miast i w których „określenie « na zywo » [live]  będzie znów znaczyło „na miejscu” [Steets, 5-6].

Allianz Arena w Monachium, allianz-arena.de

Jak na tle tych analiz wypadają polskie stadiony zbudowane na EURO UEFA 2012? Sytuacja, w której znaleźli się projektanci była wyjątkowo wymagająca. Ostatnie dwadzieścia lat zdominowały narzekania architektów i kibiców na brak „porządnych” stadionów „z prawdziwego zdarzenia” i konieczność rozgrywania meczy na popeerelowskich obiektach. Wymownym symbolem sytuacji było to, że bodaj najbardziej znanym polskim stadionem był Stadion Dziesięciolecia, który swoją sławę zawdzięczał nie sportowym rozgrywkom, ale kwitnącemu tam handlowi. Wybór Polski na współgospodarza UEFA EURO 2012 obudził wielkie nadzieje, które skonfrontowane z realiami musiały przynieść rozczarowanie. Nie dziwi więc fala krytyki architektury stadionów wybudowanych na EURO, intensywnej zwłaszcza w przypadku Stadionu Narodowego, który zajął miejsce Stadionu Dziesięciolecia. Projekt tego obiektu opracowany został przez biuro JSK architekci i formą przypominać ma wiklinowy koszyk. Elewacja została wykonana z kilunastometrowych, biało-czerwonych stalowych prostokątów, przeplatanych jak pasma wikliny. W jednym z wywiadów wiceprezes firmy Mariusz Rutz opowiadał,o stadionie w następujących słowach:

 Szukaliśmy czegoś co będzie kojarzyło się z symboliką narodową, [co byłoby] było niepowtarzalne, a jednocześnie przypominało coś co jest wokół każdego z nas. Moim pierwszym skojarzeniem była polska wierzba, której rolę w polskim krajobrazie podkreślał w programach telewizyjnych niezapomniany prof. Zin. Stąd właśnie pomysł fasady w kształcie wiklinowego kosza. Nasi niemieccy koledzy w życiu nie wpadliby na tego typu nawiązanie. To właśnie dowód, że choć jesteśmy firmą międzynarodową, istotną rolę odgrywają w niej Polacy.

W ten sposób Rutz nie tylko tłumaczył przewodnią ideę projektu ale także odpowiadał na delikatne, ale jednak zaznaczane obiekcje dotyczące zasadności wyboru nie-polskiej spółki jako projektanta stadionu. Kolejnym, po „polskości” fasady, krytykowanej przez architektów i mieszkańców Warszawy za naiwność i toporne opracowanie, wątkiem pojawiającym się wokół stadionu Narodowego jest jego „ikoniczny” potencjał. Rutz, zapytany o to, „czy stadion zepchnie PKiN z roli głównego symbolu Warszawy”, odpowiedział:  „Mamy cichą nadzieję, że stanie się symbolem miasta. (…) Teraz żyjemy nową historią i chcemy obiektu, który nie tylko będzie pamiątką po Euro, ale i świadectwem naszej kultury materialnej”. W Stadionie Narodowym upatrywano kolejnej, po Muzeum Sztuki Nowoczesnej czy spektakularnych biurowcach, szansy na stworzenie nowego symbolu miasta, odpowiadającego warszawskim kosmopolitycznym ambicjom i „zachodniemu” wizerunkowi stolicy. I, jak to zwykle bywa w przypadku budynków, z którymi takie nadzieje wiążemy, rzeczywiście stał się ikoną, ale naszych nadziei, kompleksów i aspiracji.

Stadion Narodowy w Warszawie, stadionnarodowy.org.pl

Pozostałe wybudowane z myślą o EURO stadiony: Miejski we Wrocławiu (JSK architekci) oraz PGE Arena w Gdańsku (Rhode-Kellermann-Wawrowsky) dobrze wpasowują się w dominujący trend architektury stadionowej opisanej przez Shearda. Stadion zaprojektowany przez JSK przypominać ma lampion. Fasada pokryta siatką z włókna szklanego oraz system zewnętrznego oświetlenia umożliwia różnokolorowe podświetlenia nawiązujące do aktualnie rozgrywającego się wydarzenia (np. biało-czerwone w przypadku meczów reprezentacji Polski czy barwy klubowe podczas meczów Śląska Wrocław). Wrocławski obiekt jest dobrym przykładem szczególnej funkcji ornamentu we współczesnej architekturze stadionowej. Bardzo często wykracza on poza rolę czysto dekoracyjną, stając się dynamicznym elementem komunikującym określone treści dotyczące obiektu. W przypadku elewacji zewnętrznych tę rolę spełnia najczęściej system zmiennego, różnobarwnego oświetlenia, w podobny sposób można rozumieć także to, co dzieje się we wnętrzach stadionów i bez czego sportowe widowiska wydają się niepełne – oprawy stadionowe. Zbyt daleko posunięte byłoby chyba określanie stadionów jako współczesnych wersji osiemnastowiecznej architecture parlante – architektury mówiącej o swojej funkcji poprzez formę, wydaje się jednak że dostarczają one dobrego materiału do refleksji nad poza-dekoracyjną rolą, jaką może spełniać ornament.

Stadion we Wrocławiu, 2012.wroc.pl

Być może najciekawszym architektonicznie obiektem zaprojektowanym na EURO jest gdańska PGE Arena. Opływowa forma oraz fasady wykonane z poliwęglanowych płyt w różnych odcieniach żółci sprawiają, że bryła przypomina wypolerowany bursztyn. Ma być to bezpośrednie nawiązanie do tradycji miejsca, w którym stadion powstał. Dzięki temu, jak mówi jeden z projektantów Krzysztof Czarnecki, obiekt ma szansę na „stać się nowym symbolem Gdańska i dodatkowym powodem wizyt w tym pięknym mieście.

PGE Arena Gdańsk, euro.gdansk.pl

Polskie stadiony nie dają się raczej określić jako specjalnie oryginalne, co trudno uznać za zarzut zwłaszcza w przypadku tego typu architektonicznego. Nie zaskakuje też towarzysząca im dyskusja skupiająca się wokół względów funkcjonalnych (zwłaszcza bezpieczeństwa), wykorzystania stadionów po Euro2012 i wciąż żywej wiary w zbawczą moc architektury, mającej przyciągać turystów i budować nowy, pożądany wizerunek danego miejsca. Ten ostatni wątek, mimo większej ilości porażek i zawiedzionych nadziei niż rzeczywistych sukcesów architektury na tym polu, zadomowił się w polskich debatach architektonicznych na dobre. Producenci pocztówek mogą przed Euro spać spokojnie i nie muszą zmieniać standardowej miejskiej ikonografii zastępując stare symbole miast nowymi. A w przypadku Warszawy, dla wielu kibiców mistrzostwa upłyną dosłownie w cieniu Pałacu Kultury – Strefa Kibica zaplanowana jest przecież na Placu Defilad.

Plan Strefy Kibica na Placu Defilad w Warszawie

Źródła:

Keller Easterling, Enduring Innocence: Global Architecture and Its Political Masquerades, Cambridge Mass. 2005.

Silke Steets, Introduction, [w:] Stadium worlds: football, space and the built environment, red. Sybille Frand, Silke Steets, New York 2010.

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: