łukasz smolarow: Orliki2012 – raport z terenu

W ciągu ostatnich 3 miesięcy spędziłem kilkadziesiąt godzin na warszawskich Orlikach w związku z przygotowywaniem projektu programu sportowo-animacyjnego. W Warszawie działa 12 kompleksów sportowych stworzonych w ramach projektu „Moje boisko – Orlik 2012” zainicjowanego w 2007 roku. Kilka funkcjonuje pod Warszawą, w miasteczkach satelickich. Tak zwane Orliki zlokalizowane są w pobliżu (lub na terenie) szkół, klubów sportowych, przy ruchliwych skrzyżowaniach, pomiędzy blokami, a także pośród wolnostojących domów. Jeden Orlik został ulokowany tuż pod lasem (tak, ciągle mówimy o Warszawie). Jeden Orlik sąsiaduje z kościołem.

Nazwa projektu przywołuje społeczny kontekst funkcjonowania przestrzeni sportowej, „moje boisko” – odczytujemy jako przestrzeń, z której „mogę korzystać”. Widocznie uznano, że jako społeczeństwo nie byliśmy gotowi jeszcze na nazwę „nasze boisko”, bo co wspólne, to niczyje. „Moje” to jednak retoryka dziecięca, „to jest moje, nie twoje”. Ktoś tu, na samym początku, został odrzucony. „Założeniem Programu jest udostępnienie dzieciom i młodzieży nowoczesnej infrastruktury sportowej w celu aktywnego uprawiania sportu” – czytamy na stronie projektu (wyraźnie brakuje osób dorosłych). Można to tłumaczyć nazwą miejsca, „orlik” to przecież „mały orzeł”. Na mistrzostwa Europy  przygotowano więc w przestrzeni miejskiej nie tylko stadion będący narodową flagą, ale też mnóstwo małych godeł państwowych. Popularność Euro 2012 wykorzystuje się jako zachętę do uprawiania sportu przez młodych ludzi (jeśli nie teraz, to kiedy?), a przy okazji do prezentowania narodowych symboli. Orliki w 2012 zarówno przed mistrzostwami, w ich trakcie, jak i jesienią powinny przeżywać oblężenie. Właśnie nadchodzi apogeum (przynajmniej ostatnich i najbliższych 10 lat) zainteresowania piłką nożną, sportem czy aktywnym trybem życia.

Fot. Jan Mencwel

Przyjrzyjmy się zatem infrastrukturze. Wspomniałem o kompleksie sportowym, bo Orlik to najczęściej boisko ze sztuczną trawą do piłki nożnej, boisko tartanowe służące do gry w koszykówkę lub siatkówkę. Obok stoją kontenery mieszczące niewielką szatnię (często zbyt małej na drużynę z rezerwowymi), toaletę, pokój animatora. Są ławki, choć nie wszędzie i niewiele. Przecież w założeniu programu, którego fragment cytowałem, mowa jest o „aktywnym uprawianiu sportu”… Kompleks sportowy jest oświetlony, choć nie na wszystkich boiskach latarnie zainstalowane były od samego początku.

Tak w najogólniejszych zarysach wygląda obowiązująca wersja Orlika, ale w Warszawie (co prawda tylko w jednym miejscu) możemy też korzystać z minisiłowni, placu zabaw oraz wi-fi (jednak coś dla rodziców?, albo – po prostu – ludzi niezaliczanych do grupy dzieci i młodzieży?). Często też przy samym Orliku znajduje się pas zieleni, niewykorzystana wolna przestrzeń. Na jednym Orliku znajduje się kamienny stół z polem do gry w szachy (na wyposażeniu Orlika nie ma jednak figur do gry…). Zostało jeszcze wysokie ogrodzenie, chroniące siatki na bramkach przed wandalami (przecinania siatek na bramkach znamy doskonale z boisk szkolnych, gdzie nowa siatka potrafiła wytrzymać co najwyżej tydzień, obecnie nawet w – ogrodzonych – klubach sportowych z podobnych względów zakłada się i zdejmuje po treningu siatki, co jest zmorą szczególnie dzieci o wzroście do 160 cm.)

Mamy więc infrastrukturę. Możemy przyznać, że w porównaniu z tym, czym dysponują kluby, jest nowoczesna. Już sam kolor jasnego światła, wydaje się innowacyjny w porównaniu ze światłem latarń (niczym z ulic) święcących szarym przytłumionym światłem na większości obiektów sportowych (przy czym oczywiście dodajmy, że oświetlenie na boiskach piłkarskich w Warszawie nie jest standardem).

Przedsięwzięciu „Moje boisko – Orlik 2012” towarzyszy projekt „Animator – Moje boisko – Orlik 2012” – infrastruktura więc nie wystarcza, ktoś jeszcze musi czuwać nad tym, jak ta zorganizowana przestrzeń jest wykorzystywana. „Głównym założeniem projektu jest udział finansowy Ministerstwa Sportu i Turystyki w pokryciu kosztów zatrudnienia „animatorów” – osób organizujących i prowadzących zajęcia sportowe na wszystkich, oddanych do użytku obiektach „Moje Boisko – Orlik 2012”. Spędzając czas na boisku powinniśmy więc spotkać animatora, najczęściej mężczyznę, instruktora sportu lub trenera, opiekującego się uczestnikami (grającego wspólnie z nimi, spełniającego role „trenera”, „sędziego”, „kibica”), porządkującego grafik zajęć. Kim jest statystyczny animator? – można przeczytać na stronie www.orlik2012.pl. W Warszawie – zgodnie ze statystykami – najczęściej na Orlikach pracują mężczyźni przed trzydziestką, ale spotkamy także kobiety – animatorki. Niestety funkcjonuje też „wersja” Orlików bez animatorów (nie udało się spełnić postulatu „(animator) na wszystkich, oddanych do użytku obiektach(…)”), gdy Urząd Dzielnicy nie ma funduszy na opłacenie stanowiska. Wtedy, aby korzystać z Orlika należy udać się do Urzędu Dzielnicy i wpisać w grafik zajęć. Obiekty stoją otworem.

Animatora/Animatorkę spotkamy na boisku popołudniu, najczęściej po 16 lub po 17. Koniec jego/jej pracy przypada na godzinę 21 a w niektórych przypadkach nawet na 22. Animatorzy/Animatorki (2 lub 3 przypada na jeden obiekt) pracują przez 9 miesięcy w roku, nie są zatrudniani przez grudzień, styczeń i luty. Nie znaczy to jednak że Orlik jest zamknięty, wręcz przeciwnie. Lokalna społeczność potrafi się zorganizować, odśnieżyć boisko (często zgarniając też przy okazji czarne gumki umieszczone w zielonej nawierzchni, najogólniej rzecz biorąc umieszczone tam, by zapobiegać kontuzjom) i grać w mroźne dni. W Warszawie funkcjonuje jeden Orlik na którym animatorzy pracują cały rok – tzw. „Biały Orlik”, czy w tym roku pojawi się na nim lodowisko, czy będą inne atrakcje – jeszcze nie wiadomo.

Co dzieje się na Orlikach popołudniami i w weekendy? Treningi piłki nożnej prowadzą kluby sportowe (także Uczniowskie Kluby Sportowe) w sobotę i niedzielę odbywają się mecze. Warto przypomnieć o braku ławek do siedzenia, albo w ogóle braku miejsca skąd można by patrzeć. Rodzice przyklejają się więc do siatki odgradzającej boisko, często ekspresyjnie reagując na to, co dzieje się w meczu. Już wiadomo, po co te kraty. Przynajmniej, jeśli sędzia zawodów wyprosi rodziców poza teren boiska przed meczem (linię boiska od siatki dzieli mała odległość), ma problem z głowy. W odróżnieniu od boisk otwartych na których zdarza się, że trzeba przerywać mecz kilkukrotnie, żeby odsuwać rodziców od linii czy bramek (żeby wreszcie nie przeszkadzali grającym dzieciom)

Na trzech warszawskich Orlikach trenerzy prowadzą bezpłatne zajęcia z piłki nożnej w ramach „Akademii Orlika”. Na dwóch funkcjonuje autorski program „Przedszkole Orlika” oferujący rekreacyjne zajęcia z piłki nożnej. Zakładane są także „Kluby Orlika”. W grafik wpisują się mężczyźni (najczęściej) koło trzydziestki, spędzają na Orliku czas po pracy, grają w spontanicznie zorganizowanych turniejach.

Po zajęciach zorganizowanych przychodzi jednak czas, gdy na obiekt mogą wejść wszyscy i spędzać czas niczym jeszcze 10 -15 lat temu na podwórkach pod blokiem, ulicach, skwerach. Należałoby spojrzeć na to, co ma im do zaoferowania animator. Tak konkretnie: ma trzy piłki. Jedną do piłki nożnej, drugą do koszykówki, trzecią do siatkówki. Gdyby nie różnica rozmiarów, można by ich nie rozpoznać, bo pierwszą warstwę mają już od dawna zdartą… Piłkę można wypożyczyć zostawiając w zastaw legitymację szkolną (albo telefon, albo konsolę do gier). Dzieci oczywiście przynoszą na Orliki własne piłki. Ewidentnie brak jednak animatorom odpowiednich narzędzi, nie tylko piłek.

Bo narzędzia to też umiejętności i pomysły, i przekonanie do tego, że dobrze jest mieć – dla osób spędzających czas na Orliku, czy tych jeszcze nieprzekonanych do boiska – jakąś ofertę.  Może animatorom przydałyby są warsztaty np. nawiązywania kontaktów, relacji, współpracy ze społecznością lokalną czy zachęcania ludzi do przebywania na Orlikach, wychodzenie im naprzeciw i poznawania ich oczekiwań. Bo czy inicjatywa do działania leży po stronie animatora czy lokalnej społeczności? Często myśli się o animatorze jako osobie jedynie odpowiadającej na doraźne prośby ćwiczących (włączenie światła, wydanie piłki) Czasami zapomina się o jego możliwościach kreowania atmosfery wokół sportu, dużego wpływu na wydarzenia mające miejsce na Orliku.

Tu jednak czas na konkretne wskazanie, jak zachęcić dzieci, młodzież (ale dziewczynki i chłopców), ich rodziców, dziadków, babcie by „aktywnie” spędzali czas na Orlikach. W przypadku młodzieży wydaje się to najprostsze, niby można kupić jeszcze jedną (nową, atrakcyjną) piłkę, pokazywać jak się strzela, podaje, grać itp. Rozwiązanie banalne. Ale być może należałoby powrócić do wątku traktującego Orlika jako podwórko sprzed 10-15 lat, pełne różnych, często bardzo prostych, gier i zabaw. Czy na Orliku nie można skakać na skakance? Czy nie można skakać wspólnie na dwóch związanych skakankach (gdy dwie osoby obracają skakankami)? Można też szurać skakanką wokół siebie po ziemi, a kilku uczestników zabawy musi przeskakiwać. Kto skusi odpada. Zdaje się że mogą grać zarówno chłopcy jak i dziewczyny. Czy na Orliku nie przydałaby się skakanka? (Koszt mniej więcej 20 zł). Oczywiście zabawy często szybko się nudzą, trzeba je zmieniać. Może na Orlikach powinny być „zośki” (koszt mniej więcej 5 złotych), może frisbee? (koszt mniej więcej 30 zł). A ringo? A badminton? Poszukajmy jeszcze gier, które będą łączyły pokolenia. Może na Orliku dziadek mógłby uczyć grać w szachy wnuczka, gdyby stały tam szachy ogrodowe z dużymi figurami. Takie szachy w odróżnieniu od niewielkiego stołu umożliwiałyby przyglądanie się grze większej liczbie osób. Być może zawiązałaby się wspólnota grających? Może to wcale nie byliby dziadkowie z wnuczkami, może to byliby sami emeryci, a dzieci zostałyby jednak obok ganiając za piłką. Możliwe są nie tylko różne kombinacje osób, ale i różne sposoby wykorzystania sprzętu i przestrzeni (bardzo często osoby uprawiające nordic walking wybierają Orliki na miejsce zbiórek – to tu, w miejscu kojarzącym się ze sportowym trybem życia zaczynają marsze, choć teoretycznie punktem zbiórki mogłoby być każde inne miejsce w okolicy).

Niewykorzystaną grupą, niewłączoną do aktywności na boiskach są jednak przede wszystkim rodzice – przyprowadzający, przywożący dzieci na zajęcia i nudzący się często przez godzinę czy półtorej. (Nie nudzą się podczas meczów, o czym już wspominałem). Podczas treningów jednak często nie mają gdzie usiąść (czytają książki na stojąco), instruują dzieci, jak grać („każdy zna się na piłce nożnej”), rozmawiają, spacerują w tę i z powrotem. Być może i dla nich mogłaby być jakaś oferta na Orliku. Może tatowie/mamy mogliby w tym czasie grać w boule? (koszt 50 zł). Może mogliby w tym czasie robić coś dla siebie. A że są już na obiektach sportowych to czemu nie skorzystać. A może w ogóle spróbować zrobić turniej dla rodziców? A może rodzice kontra dzieci? A może drużyny mieszane? W piłkę? W boule?

Fot. Jan Mencwel

Wydaje się, że Orlik czy klub sportowy powinien mieć w swojej ofercie „zajęcia” (ale niekoniecznie cykliczne) nie tylko dla młodzieży. Zbyt często mówi się o sporcie młodzieży nie jako rekreacji ale sporcie „profesjonalnym” dla którego stratą by było poświęcenie treningu na rozegranie meczu dzieci kontra dorośli.

Szkółki piłkarskie klubów są odpowiedzią na zmiany spędzania wolnego czasu w miastach. Dzieci w wieku 7-10 lat nie biegają już same po ulicach (albo robią to rzadziej). Dzisiaj klub czy Orlik będzie spełniał rolę podwórka. Tak, kluby piłkarskie przede wszystkim organizują dzieciom zabawy, a nie szkolą na gwiazdy futbolu. Oczywiście główną zabawą jest gra w piłkę nożną, ale zdecydowanie nie powinna byc jedyną. A kluby zaczynają swą pracę wcześniej, bo kto słyszał 10 lat temu o zajęciach z piłki nożnej dla pięciolatków, obecnie już dosyć popularnych w Warszawie. Pamiętam, gdy jako młody sportowiec w latach 90-tych musiałem czekać na osiągnięcie wieku 10 lat by móc ćwiczyć w klubie.

Jeśli klub sportowy spełnia przede wszystkim rolę rekreacyjną, a nie wyczynową, to nacisk na rekreację na Orliku powinien być jeszcze większy. Należy dołożyć starań, by Orlik stał się dobrze funkcjonującą przestrzenią publiczną, w której odbywać się będą mogły zarówno zajęcia stricte piłkarskie dla chłopców i dla dziewczyn. Ale przede wszystkim przestrzenią otwartą, z której można swobodnie korzystać.

 
0 komentarzy do tekstu “łukasz smolarow: Orliki2012 – raport z terenu”
  1. „„Moje” to jednak retoryka dziecięca, „to jest moje, nie twoje”. Ktoś tu, na samym początku, został odrzucony.”

    Został odrzucony według retoryki dzięcięcej. Ci bardziej dojrzali wiedzą, że „moje” nie oznacza „nie twoje”, tak samo jak „nasze” nie oznacza „nie wasze”. Zarzut „od czapy”.

    „Właśnie nadchodzi apogeum (przynajmniej ostatnich i najbliższych 10 lat) zainteresowania piłką nożną, sportem czy aktywnym trybem życia.”

    Skąd wniosek, że to będzie apogeum, a nie początek (czy raczej kolejny impuls bo poczatek to chyba już był) co raz szerszego zainteresowania aktywnym trybem życia?

    „przecinania siatek na bramkach znamy doskonale z boisk szkolnych”

    Przecinania? W moich szkołach siatki były kradzione, nie przecinane. Poza tym wysokie ogrodzenia wokół orlików przede wszystkim chronią piłkę przed wylotem poza obszar boiska. Stąd też odgrodzenie od widzów. To nie ideologia, to pragmatyka.

    „koniec jego/jej pracy przypada na godzinę 21 a w niektórych przypadkach nawet na 22. Animatorzy/Animatorki (2 lub 3 przypada na jeden obiekt) pracują przez 9 miesięcy w roku, nie są zatrudniani przez grudzień, styczeń i luty.”

    To jak rozumiem zostało stwierdzone na podstawie tych paru boisk warszawskich? W mojej okolicy animatorzy pracują nawet dzisiaj (w godzinach 16-19, w cieplejsze pory roku: od 16 do 22).

    „Nie znaczy to jednak że Orlik jest zamknięty, wręcz przeciwnie. Lokalna społeczność potrafi się zorganizować, odśnieżyć boisko (często zgarniając też przy okazji czarne gumki umieszczone w zielonej nawierzchni, najogólniej rzecz biorąc umieszczone tam, by zapobiegać kontuzjom) i grać w mroźne dni.”

    Znów – na „moim” orliku animator nie wpuszcza nikogo gdy boisko przykryte jest śniegiem (strata gwarancji na nawierzchnię), a odśnieżać nie pozwala (ze względu na gumki właśnie).

    „W grafik wpisują się mężczyźni (najczęściej) koło trzydziestki, spędzają na Orliku czas po pracy, grają w spontanicznie zorganizowanych turniejach.”

    Czyli dorośli też mogą korzystać z boiska? Pytam retorycznie bo wiem z autopsji, że mogą. Zarzut, że orliki są wyłącznie dla dzieci i młodzieży jest zupełnym nieporozumieniem.

    „Po zajęciach zorganizowanych przychodzi jednak czas, gdy na obiekt mogą wejść wszyscy i spędzać czas niczym jeszcze 10 -15 lat temu na podwórkach pod blokiem, ulicach, skwerach”

    Nie, nie mogą. Tzn. mogą wejść i uprawiać sport. Natomiast boisko to nie może być substytutem podwórka, ulicy, skweru. Szerzej o tym za moment.

    „Bo czy inicjatywa do działania leży po stronie animatora czy lokalnej społeczności? Często myśli się o animatorze jako osobie jedynie odpowiadającej na doraźne prośby ćwiczących (włączenie światła, wydanie piłki)”

    Zależy co rozumieć pod pojęciem „działanie”. Prowadzenie zajęć dla użytkowników boiska to rola animatora, zorganizowanie takich zajęć (utworzenie grupy chętnych, wpisanie się w grafik, etc.) to zadanie dla lokalnej społeczności.

    „Ale być może należałoby powrócić do wątku traktującego Orlika jako podwórko sprzed 10-15 lat, pełne różnych, często bardzo prostych, gier i zabaw.”

    Jak wyglądały zanim stały się orlikami, zanim je oświetlono, ogrodzono, zanim dziurawy asfalt czy ziemię pokrytą źdzbłami/kępami trawy zamieniły się w tartat, a koślawe, pordzewiałe konstrukcie – w eleganckie prostokątne bramki przykryte siatką? Na tamtych boiskach sport zbyt często był w opozycji. W opozycji do wózków dziecięcych i znudzonych, spacerujących mam, psów i psich gówien, dymu papierosowego i petów, piwa i puszek po piwie, wina i potłuczonego szkła, zakrapianych wieczorów przy grillu, tymczasowego parkingu i muzyki z Radia Zet podawanej przez tubę basową. Sprowadzanie orlików z roli stricte sportowej do „podwórka” to degradacja, która wcześniej czy później skończy się na powrocie do osiedlowych koszmarów. Skakanki, ringo, itp.? Czemu nie. Ale zawsze jako ta druga, gorsza opcja za sportami drużynowymi angażującymi więcej uczestników. Szachy ogrodowe i tym podobne „statyczne” atrakcje: na podwórka, skwery, parki. Orliki jako substytut tychże to wypaczenie koncepcji ich (boisk) stworzenia.

    Pomijam fakt, że kompresja potrzeb całej lokalnej społeczności do orlikowych gabarytów to pomysł nie tyle nawet zły, co logistycznie niewykonalny. Może lepiej zamiast na upartego poprawiać to co dobre zastanowić się co się stało z tymi podwórkami i jak je zrewitalizować?

    1. Myślę że w kilku miejscach wyczytałaś z tego tekstu, to czego tam nie ma, a nie wyczytałeś tego co tam jest.

      Bardzo się cieszę że Twój Orlik działa dłużej i lepiej i nawet dzisiaj. Prawdopodobnie dzielnica, gmina, miasto w którym mieszkasz jest dosyć bogate i stać ich na utrzymanie animatora przez cały rok. Ja nie napisałem przecież że to nie jest możliwe, a podałem też przykład jednego Orlika w Warszawie który faktycznie jest czynny cały rok. Odnośnie zatrudnienia animatorów na czas 9 miesięcy polecam Ci ten link:

      http://www.szs.pl/index.php?option=com_content&view=article&id=339%3Aprojekt-pilotaowy-qanimator-moje-boisko-orlik-2012q-w-2011-roku&catid=50%3Aprogramy&Itemid=114

      Odnośnie dorosłych na Orlikach chodzi oczywiście o nieliczne oferty dla nich, a nie stwierdzenie że zawieszona jest tabliczka „dorośli nie mogą korzystać z boiska”. Chyba po raz drugi musiałbym tłumaczyć to czego nie napisałem, więc może to jednak pominę…
      Nie wiem czemu nie zgadzasz się na to żeby wokół Ciebie, gdy będziesz grał w gry zespołowe, na boisku tartanowym, czy pasie zieleni odbywały się te „gorsze” statyczne atrakcje. Tak, jestem zdania, że kluby sportowe i orliki powinny spełniać rolę podwórek, gdzie można przyjść, poskakać, pobiegać, pograć, ale też spotkać się, pogadać i pograć, i pośmiać się i pograć. Czyli robić to co kiedyś funkcjonowało na ulicach – spontanicznie (czy w sposób zorganizowany) uprawiać ruch. No ale przecież wraz z przeniesieniem dzieci i gier z podwórek na Orliki raczej nie będę postulował przeniesienia psich kup, petów, puszek po piwie. A znudzone mamy (z Twojego podwórka) chciałbym zastąpić mamami aktywnymi (uprawiającymi „statyczne atrakcje”). Co jest niewłaściwego w pełniejszym wykorzystaniu atrakcyjnych obiektów? Jako miejsca spotkań na przykład. Trochę nie doceniasz roli Orlika i możliwości które stwarza.

      Polecam też inny raport o Orlikach http://www.orlik2012.pl/uploads/dokumenty/raport_z_badan_uw/orlik_raport++.pdf

      Pozdrawiam
      łukasz smolarow

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: