marcin bogucki: Szymanowski i Mykietyn. Dwa oblicza programu kulturalnego polskiej prezydencji

1 stycznia Polska przekazała Danii przewodnictwo w Radzie Unii Europejskiej. Wydarzenie to przeszło raczej bez echa. W porównaniu z zainteresowaniem mediów rozpoczęciem polskiej prezydencji i związanymi z nią wydarzeniami kulturalnymi, grudniowego koncertu w Warszawie z okazji jej zakończenia także raczej nie fetowano. W lipcu chwalono się logo z kolorowymi, skierowanymi w górę strzałkami, w grudniu temat prezydencji przyćmił jednak szczyt Unii Europejskiej dotyczący kryzysu w strefie euro i kolejne informacje o śmierci ważnych osobistości.

Program kulturalny, za który odpowiedzialny był Instytut Adama Mickiewicza i Narodowy Instytut Audiowizualny, był jednym z elementów promocji Polski (Paweł Potoroczyn, dyrektor Instytutu Adama Mickiewicza, mówił wprost, że kultura to towar, dobry do eksportu jak każdy inny), na ile jednak strategia inwestowania w wydarzenia artystyczne – która miała za zadanie zbudować wizerunek społeczeństwa otwartego, nowoczesnego, kreatywnego i uśmiechniętego do świata, Polski jako „kulturalnej destynacji turystycznej” – się opłaciła? Sytuacja ekonomiczna i polityczna zweryfikuje te nadzieje – na razie pozostaje analiza sposobu podejścia do kultury i konstruowania programu kulturalnego prezydencji (o jednym z przedsięwzięć – Europejskim Kongresie Kultury na stronach „małej kultury współczesnej” pisali już Joanna Erbel, Magda Szcześniak i Łukasz Zaremba).

Wielokrotnie podkreślano wyjątkowość projektu (1400 wydarzeń, w tym 400 imprez kulturalnych za granicą!), jego staranne przygotowanie i realizację, a także dobry odbiór (wśród unijnych urzędników). Łukasz Bukowiecki w artykule Taki wspaniały sukces z „Res Publiki Novej” przygląda się programowi kulturalnemu, pytając jednak czy organizacja wydarzeń została poprzedzona analizą potrzeb docelowych grup odbiorców, oraz w jaki sposób zostaną one poddane ewaluacji. Czy bez tych elementów można mówić o przemyślanej strategii? W tekście znaleźć też można krytyczną opinię na temat początków prezydencji: „O ile lipcową przesadę w celebrowaniu przez Polskę rozpoczęcia prezydencji (cztery równoległe koncerty i gigantyczny pokaz sztucznych ogni w Warszawie) tłumaczono w zagranicznych mediach «wrodzonym optymizmem Polaków», o tyle dzisiaj ta pewnie nieco śmieszna dla Europy pierwszej prędkości nadgorliwość unijnego neofity powoli staje się już – być może – irytującym ekscesem nuworysza, który nie potrafi zachować się w towarzystwie, a kompleksy leczy szpanerskimi wydatkami. Chciałbym się mylić – i dlatego z niecierpliwością czekam na wyniki ewaluacji najbardziej w naszej najnowszej historii pracowitego półrocza polskiej dyplomacji kulturalnej i publicznej”. W podobnym tonie pisał Roman Pawłowski, wskazując na niewspółmierność kosztów do siły oddziaływania jednorazowej imprezy, o której następnego dnia mało kto pamiętał („Jak wydać 10 mln zł. w 24 godz.?”).

Wydarzenia, o których mowa to Król Roger Szymanowskiego w Teatrze Wielkim – Operze Narodowej, III symfonia Mykietyna w Filharmonii Narodowej, cykl imprez z muzyką alternatywną podzielony na „sceny” (eksperymentalną – TrzeciE Ucho w elektrociepłowni na Powiślu i w Centrum Nauki Kopernik, etno – EUharmonia na Rynku Nowego Miasta i dziecięcą – EUgeniusz na Mariensztacie) oraz koncert Tu Warszawa na Placu Defilad zakończony pokazem sztucznych ogni. Dla każdego, coś miłego. Chciałbym się zająć dwiema pierwszymi, najbardziej galowymi imprezami.

Szymanowski był – obok Lema i Miłosza – jedną z „ikon” programu prezydencji. Wykonania koncertowe Rogera zaprezentowano w La Monnaie w Brukseli i w Operze Kijowskiej, w Warszawie wystawiono spektakl Davida Pountneya. Kolejny raz potwierdzono status opery jako najbardziej prestiżowej rozrywki – w Teatrze Wielkim na  „Oficjalnej Inauguracji Prezydencji dla VIP” zjawili się m.in. prezydent Bronisław Komorowski, premier Donald Tusk, premier Węgier Viktor Orbán, przewodniczący Komisji Europejskiej José Manuel Barroso, szef Parlamentu Europejskiego Jerzy Buzek i szef Rady Europejskiej Herman Van Rompuy. Nie obyło się oczywiście bez oficjalnych przemówień, dodatkiem do tego był półtoragodzinne przedstawienie.

Spektakl Pountneya powstał w 2009 roku dla festiwalu w Bregencji, później zaś został przeniesiony do Teatre del Liceu w Barcelonie. Choć odbyły się tylko trzy pokazy, warszawską inscenizację nazywano uparcie premierą, chyba ze względu  na potrzebę dostosowania scenografii do wymiarów sceny teatru.

Waldemar Dąbrowski uzasadniał wybór Rogera na rozpoczęcie prezydencji, wskazując na jego aktualność: „Trudno o bardziej trafny znak – emblemat dla wyzwań, przed którymi stoi dzisiaj Unia Europejska i Polska”. Podkreślano nie tylko europejskość twórczości Szymanowskiego, ale także międzynarodowy skład produkcji (Polak Mikołaj Zalasiński jako Roger, polsko-ukraińska śpiewaczka Olga Pasiecznik jako Roksana, niemiecki baryton Will Hartman jako Pasterz, brytyjski reżyser, niemiecki scenograf Raimund Bauer, projektantka kostiumów pochodząca z Rumunii na stałe mieszkająca w Londynie Marie-Jeanne Lecca, kierownictwo muzyczne Jacka Kaspszyka dyrygującego orkiestrą i chórem warszawskiej opery).

W artykule Jak najdalej od polskości Temidę Stankiewicz-Podhorecką, recenzentkę „Naszego Dziennika”, niepokoił ten internacjonalizm – pomysł uczynienia przedstawienia Pountneya jako reprezentanta kraju uznała za szatański, same sam spektakl za „całkowicie odległy kulturowo od polskości” (jako jego wartość uznała jednak to, że „nie epatował klimatami homoseksualnymi”). Podhorecka nie poprzestała jednak na krytyce, typowała także inny spektakl, który bardziej pasowałby do jej koncepcji wizytówki kraju – balet Krzysztofa Pastora I przejdą deszcze…: „piękny poetycki spektakl nasycony polskością, z przesłaniem utrzymanym w duchu chrześcijańskim. A więc takim, w którym zakorzenione są kultura i cała cywilizacja europejska”.

Pountney w wywiadach odżegnywał się od kontekstu biograficznego, mówił, że interpretuje operę przez pryzmat uniwersalnego konfliktu dwóch religii. Po jednej stronie staje Roger, reprezentujący chrześcijaństwo, władzę i racjonalizm, po drugiej Pasterz przynoszący dionizyjski szał, element buntu przeciwko władzy, hedonizm, ale i fanatyczne zaślepienie. W interpretacji Pountneya – w osobie tytułowego bohatera – rozum zwycięża nad popędem.

Scenografia pozostaje niezmienna – tworzy ją biała, amfiteatralna konstrukcja przypominająca kształtem widownię teatru antycznego, jedynie jej kolor zmienia się dzięki podświetleniom. Realia Sycylii XII wieku zostały zamienione na czytelne nawiązanie do starożytnej Grecji i Bachantek, które były jedną z inspiracji dzieła (odnosi się to także do III aktu, który rozgrywa się w ruinach teatru antycznego). Abstrakcyjna przestrzeń została uzupełniona równie prostymi, jednolitymi kolorystycznie szatami chóru, rodzajowości dodają współczesne stroje trójki głównych protagonistów – garnitury Rogera i Pasterza, sukienka z odsłoniętymi ramionami Roksany. Na scenie wyróżniają się zdobne ornaty-stelaże Archiereiosa i Diakonissy, łysa głowa Roksany i pomalowana na złoto twarz Pasterza. Wykreowany świat jest zatem światem idei – na tej płaszczyźnie rozgrywa się konflikt. Historia trójkąta miłosnego zostaje zastąpiona binarnym podziałem na świat Rogera i świat Pasterza, Roksana pełni w tej rywalizacji funkcję służebną.

Nie jest to jednak konflikt całkowicie oderwany od rzeczywistości i cielesności – w II akcie Pasterz pojawia się w pałacu Rogera ubrany w czerwoną suknię, taką samą, jaką nosi Roksana, w III akcie pojawia się zaś cały ozłocony na ruinach teatru antycznego wraz ze świtą swoich wyznawców odzianych w łachmany i umazanych we krwi. Całość kończy się konwulsjami (mającymi przypominać bachiczny szał), podczas których Pasterz składa w ofierze Roksanę, Roger otrząsa się i u szczytu schodów wznosi hymn do słońca.

Pountney w swojej interpretacji zrównał ze sobą trzy akty o podobnej strukturze dramatycznej (przyjście Pasterza, konfrontacja, odejście), odmiennych jednak pod względem muzyki. Mogłoby się wydawać, że dzięki temu opera nabierze statyczności i zbliży się do formy oratorium (pierwotnie dzieło określane było przez Szymanowskiego jako misterium), jednak na scenie dominuje raczej bezładny ruch – śpiewacy przemieszczają się po wysokich stopniach amfiteatru, co w efekcie daje efekt groteskowy. Akt pierwszy „bizantyjski” rozpoczyna się od chórów, stylizowanych na prawosławne. Problem polega na tym, że ich siły nie można odczuć, gdyż zespół śpiewa zza sceny, głos zatem jest raczej przygaszony. Akt drugi, „orientalny”, operuje tymi samymi środkami – zmienia się jedynie prosta symbolika kolorów. O ile wcześniej dominowała biel i czerń, teraz binarność łamią inne kolory, ostatni akt jest zaś skąpany w czerwieni. Muzycznie jest on najbardziej „monochromatyczny” – pozbawiony stylizacji, eksperymentujący z harmonią, jednak przejrzysty w fakturze. Kontrastem do muzyki są paroksyzmy tancerzy na scenie.

Zastanawia też odczytanie zakończenia. Wydaje się, że reżyser idzie podobnym tropem, co Karol Berger w swoich interpretacjach, nazywając końcowy monolog Rogera – w kontraście do monologu Izoldy – Liebesleben (u Szymanowskiego pojawia się w tym miejscu nawiązanie do Tristana). Roger nie przyłącza się do orszaku Dionizosa, lecz oddaje cześć bezimiennemu bogu (słońcu-Apollinowi). Roger byłby zatem artystycznym wyrazem Nietzscheańskiej filozofii zawartej w Narodzinach tragedii, podobnie jak Tristan Wagnera – w interpretacji Bergera – był ilustracją myśli Schopenhauera. Pojawia się jednak wątpliwość, gdyż końcowe C-dur wyłania się nagle i bez przygotowania – jeśli nie jest to nieprzekonujące, to co najmniej zagadkowe. Ponutney wydaje się jednak nie być świadomy ciężaru i oryginalności problematyki całego projektu filozoficznego Szymanowskiego i Iwaszkiewicza – w bardzo uproszczony sposób pokazuje przemianę Rogera wynikającą z otrząśnięcia się po wyjątkowo przykrej orgii, w trakcie której, dosłownie, zarżnięta zostaje Roksana.

Do tego zaś należy dodać, że niezbyt satysfakcjonująco wypadła strona muzyczna dzieła – mało subtelny baryton Mikołaja Zalasińskiego, któremu brakowało także scenicznej charyzmy, niezbyt nośny sopran kontuzjowanej Olgi Pasiecznik, która śpiewała z proscenium (w działaniach aktorskich zastąpiła ją asystentka reżysera Geertje Boeden) oraz pozbawiony liryzmu tenor Willa Hartmana, który wypadł także nieprzekonująco w zadaniach aktorskich (jako obiekt fascynacji i uwodziciel). Jacek Kaspszyk, doskonale znający utwór, chciał pokazać go od innej strony, jego interpretację można jednak nazwać udziwnioną (nadawanie szybkich temp, zachwianie proporcji brzmienia między poszczególnymi grupami instrumentów).

Pojawia się pytanie o sens przedsięwzięcia. Intencja, która przyświecała pomysłodawcom – popularyzacja utworu – jest szlachetna, Roger też z pewnością na to zasługuje, jednak dlaczego należy sprowadzać w tym celu przedstawienie z zagranicy na trzy gościnne występy, inwestując dodatkowo w zmianę scenografii, przywożąc spektakl, o którym warto chyba jak najszybciej zapomnieć. I czy opowieść o rozumie zwyciężającym ograniczenia indywidualne (popędy) i zbiorowe (fanatyzm) odnosić dosłownie do idei polskiej prezydencji, czy chodzi po prostu o stworzenie czego w rodzaju polskiej marki rozpoznawalnej dla europejskiego świata kultury.

Wieczór w filharmonii był mniej zobowiązujący, także ze względu na charakter samego programu koncertu.

 III symfonia została zamówiona u Pawła Mykietyna przez Narodowy Instytut Audiowizualny. W ostatnim czasie Mykietyn stał się ulubionym „oficjalnym” kompozytorem – świadczą o tym jego ostatnie utwory pisane na różne okazje. Niemniej, w każdym z nich starał się nie poddawać presji zamówienia: VIVO XXX na trzydziestą rocznicę wydarzeń sierpnia 1980 (2010) to monumentalna symfonia z chórem operująca patosem na granicy parodii, zaś tekst w Dwóch wierszach Miłosza (2011), utworze napisanym w roku upamiętniającym stulecie urodzin poety, nie został opracowany muzycznie. Kiedy chrześcijanin patrzy na getto i Uczciwe opisanie samego siebie nad szklanką whisky na lotnisku, dajmy na to w Minneapolis – odległe od siebie pod wieloma względami utwory recytowane są przez dwójkę aktorów, muzyka zaś stanowi dla nich jedynie wątłe tło.

Wolność twórcza zapewniona sobie przez kompozytora widoczna jest także w doborze tekstu i środków muzycznych w III symfonii na alt i orkiestrę symfoniczną, która została napisana do sms-ów Mateusza Kościukiewicza. Ulotność krótkich wierszy została zderzona z masą brzmienia orkiestrowego (Orkiestra Symfoniczna Filharmonii Narodowej, dyr. Reinbert de Leeuw) i konwencją śpiewu klasycznego (Jadwiga Rappé). Tekst Kościukiewicza ma w sobie swobodę slamu, w zainteresowaniu właściwościami brzmieniowymi słów przypomina poezję neolingwistyczną. Jego celem jest próba uchwycenia doświadczenia miejskiej codzienności, stąd użycie zrytmizowanej i zrymowanej mowy potocznej („jak mniemam, nie mam”, „otwieram jajko z niespodzianką i nie ma niespodzianki”).

Utwór trwa około czterdzieści minut, składa się z pięciu części – każda następna jest krótsza od poprzedniej. Symfonia zaczyna się od melorecytowanego solo altu, dopiero po jakimś czasie wchodzi orkiestra. Początkowo na przemian występują fragmenty, w których orkiestra imituje w wersji unplugged elektroniczne sample i ustępy o rozrzedzonej, ażurowej fakturze. Wyraźne są elementy ilustracyjne – smyczki imitują niekiedy odgłos zaciętej płyty albo skreczowanie. Część pierwsza kończy się pochodami gamowymi całej orkiestry w górę i w dół, nie zostaje jednak domknięta – zamyka je solo altu a cappella. W drugiej, czysto instrumentalnej, wyraźnie słyszalne są ponownie nawiązania do punktualizmu – o ile poprzednio dominowało myślenie grupami instrumentów (smyczki przeciwstawione dętym), teraz traktowane są solowo. Te dwa fragmenty wprowadzają większość materiału muzycznego, motywy i pomysły instrumentacyjne powracają w kolejnych częściach (w czwartej dochodzą do tego mikrotony). Rappé na tle orkiestry nie tylko śpiewa – równie ważne są wokalizy, melorecytacje i rapowania.

Mykietyn z premedytacją użył konwencji śpiewu klasycznego, nie wynikało to ze strachu przed muzyką popularną – gitary elektryczne pojawiły się u niego Pasji, tam jednak rockowe brzmienie charakteryzujące Piłata (wokalistka Katarzyna Moś) zostało przeciwstawione łagodności partii Jezusa (mezzosopran Urszula Kryger), tutaj Mykietyn próbował połączyć dwa idiomy muzyczne. Środkami „klasycznymi” starał się zobrazować efekty muzyki rozrywkowej, jednak utwór nie jest całkowicie wywiedziony z tej estetyki. Jego celem było pokazanie, że tych dwóch światów nie dzieli przepaść, stąd też wybór poezji Kościukiewicza, utworów literackich, jednak pozostających blisko życia. Z pewnością jest to także kpina z pompatyczności kulturalnego eventu  – w ostatniej części utworu partytura przewiduje otwarcie butelki szampana.

Wydaje się jednak, że III symfonia wyważa otwarte drzwi, gdy przypomnieć choćby twórczość Louisa Andriessena i inne eksperymenty z muzyką popularną twórców XX wieku. Założenie Mykietyna przywodzi także na myśl projekt Acid Brass. Jego twórcą był artysta Jeremy Deller, który wpadł na pomysł zrobienia coverów z hitów acid houseʼu na „tradycyjny” brytyjski zespół instrumentów dętych. Koncerty Williams Fairey Brass Band z tym repertuarem odbywały się w galeriach sztuki (Luwr, Tate Modern), wykonywano go także na wielu plenerowych imprezach z muzyką popularną, gdzie dzięki połączeniu energetycznej muzyki z żywiołowością wykonania na żywo, był entuzjastycznie przyjmowany. W przypadku utworu Mykietyna, jego naturalnym otoczeniem jest jednak sala koncertowa, mimo wszystkich „krytycznych” elementów. Fanów Mykietyna, który stał się postacią popularną i znaną nie tylko wąskiemu gronu melomanów, raczej nie bulwersował, jednak próby nieudolnego rapowania lub zgrzyty wynikające z groteskowego efektu nieprzystawania tekstu do środków wyrazowych („o shit, świt” wypowiedziane w deklamacyjnym stylu, postawionym głosem), mogły razić. Pytanie, czy melomani sal koncertowych dzięki utworowi Mykietyna przychylniejszym okiem spojrzą – na przykład – na klasyczne techno z Detroit. Chyba raczej zapiszą III symfonię jako ciekawostkę i wybryk niesfornego kompozytora.

Dwa wydarzenia otwierające program kulturalny polskiej prezydencji pokazują dwie strony proteuszowego oblicza strategii promocji – jednym jest próba wytworzenia polskiej marki rozpoznawalnej na Zachodzie dzięki propagowaniu i popularyzacji kilku nazwisk i wspieraniu produkcji zagranicznych (ich przyjazd do kraju jest zaś lekiem na kompleks niższości), drugim zaś stymulowanie twórczości krajowej – twórców uznanych, wykorzystując okazję do zamówienia dzieła o większych rozmiarach.

Nie wyczerpuje to oczywiście analizy całości programu, wydaje mi się jednak, że takie cząstkowe rozważania będą w stanie w lepszy sposób podsumować wydarzenia kulturalne ostatniego półrocza niż pełne liczb ogólne podsumowania.

Źródła:

  1. Karol Berger, King Roger’s Liebesleben, w: Karol Szymanowski in seiner Zeit, red. Michał Bristiger, Roger Scruton, and Petra Weber-Bockholdt, Wilhelm Fink Verlag, München 1984.
  2. Bukowiecki Łukasz, Taki wspaniały sukces, „Res Pulica Nova”, http://publica.pl/teksty/taki-wspanialy-sukces, 6.01.2012.
  3. Mykietyn Paweł, UWAGA NA KULTURĘ!: III symfonia, rozm. Tomasz Cyz, „Dwutygodnik. Strona Kultury” 2011, nr 59, http://www.dwutygodnik.com/artykul/2335-uwaga-na-kulture-iii-symfonia-mykietyna.html, 6.01.2012.
  4. Ostrowski Marek, Między wzniosłością a miernotą, „Polityka”, http://www.polityka.pl/kraj/opinie/1517406,1,inauguracja-polskiej-prezydencji-w-ue.read, 6.01.2012.
  5. Pountney David, Król Roger i amorlany pasterz, rozm. Anna S. Dębowska, „Gazeta Wyborcza” 2011 z 4 lipca, http://wyborcza.pl/1,75475,9885928,Krol_Roger_i_amoralny_pasterz.html, 6.01.2012.
  6. Pawłowski Roman, Kulturalna prezydencja. Pierwsza taka ofensywa, „Gazeta Wyborcza” 2012 z 2 stycznia, http://wyborcza.pl/1,76842,10900292,Kulturalna_prezydencja__Pierwsza_taka_ofensywa.html, 6.01.2012.
  7. Potoroczyn Paweł, Chcą sprzedać polską kulturę, rozm. Jerzy Kisielewski, http://www.polskieradio.pl/8/402/Artykul/339108,Chca-sprzedac-polska-kulture, 6.01.2012.
  8. Paweł Potoroczyn, Promocja polskiej kultury za granicą, http://pl2011.eu/content/promocja-polskiej-kultury-za-granica, 6.01.2012 .
  9. Strategiczne założenia programu kulturalnego polskiej prezydencji w II połowie 2012, http://www.mrr.gov.pl/rozwoj_regionalny/Prezydencja/Dokumenty_linki/Documents/Strategiczne_zalozenia_programu_kulturalnego_polskiej_Prezydencji_w_II_polowie_2011.pdf, 6.01.2012.
  10. Stankiewicz-Podhorecka Temida, Jak najdalej od polskości, „Nasz Dziennik” 2011 z 15 lipca, http://www.naszdziennik.pl/index.php?dat=20110715&typ=my&id=my07.txt, 6.01.2012.
 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: