jerzy stachowicz: szalony profesor i odważny lotnik – pogranicza i początki superbohaterstwa

fff

Amerykańska wizja superbohatera w ciągu ostatnich siedemdziesięciu lat zdominowała masową wyobraźnię.  Postać superbohatera kojarzy się przede wszystkim z wysokobudżetowym kinem amerykańskim oraz, mimo wszystko, z ambitnymi albumami komiksowymi będącymi świadectwem odrodzenia samego źródła superbohaterswa (Alan Moore itp.).

 Jednak, zanim pojawiły się w pełni ukształtowane postaci Supermana, Batmana, Spidermana i wielu innych, wizerunek superherosa formował się powoli w pierwszych trzydziestu latach XX wieku. Ówczesne postaci obdarzone niezwykłymi zdolnościami to nie tylko bohaterowie komiksów, ubrani  w obcisłe, kolorowe kostiumy, lecz również bohaterowie powieści sensacyjnej i fantastycznej. Tam właśnie można szukać superbohaterskich korzeni. Oczywiście mam na myśli bezpośrednich poprzedników – z pewnego punktu widzenia można by przecież szukać odniesień nawet w mitologii greckiej itp.

 Współcześni superbohaterowie funkcjonują jako twór czysto amerykański, lecz dużo zawdzięczają nie tylko popularnym wówczas w USA magazynom z opowiadaniami fantastycznymi, lecz również literaturze europejskiej, a nawet europejskiemu kinu. Wizualne atrybuty superbohatera pojawiły się przecież na naszym kontynencie w niemych filmach. W czasach, gdy Ameryka nie słyszała jeszcze Supermanie, we Francji Louis Feuillade przenosił na ekran przygody Fantomasa (w roku 1913). Cesarz zbrodni w wersji filmowej wprowadził do powszechnego obiegu strój-symbol –  przylegający do skóry trykot z kapturem zakrywającym włosy. Będzie on noszony zarówno przez czarne charaktery, jak i superbohaterów (elementem różnicującym stanie kolor). Feuillade, zachęcony sukcesem, stworzył serię Judex (1914-1918). Tytułowy bohater, w przeciwieństwie do Fantomasa, był bohaterem pozytywnym, posiadającym wszelkie atrybuty superherosa: walczył z przestępcami, miał tajną siedzibę, ukrywał swą tożsamość, nosił charakterystyczny strój, używał zaawansowanej techniki.

Judex, reż. Louis Feuillade, 1916.

Do Judexa nawiązał amerykański The Shadow wykreowany Waltera Browna Gibsona na początku lat 30-tych. Shadow był bohaterem opowiadań, audycji radiowych, filmów i komiksów.

Początki komiksowych (a więc dla wielu kanonicznych) opowieści o superbohaterach wiązane są jednak z Supermanem. Postać późniejszego komiksowego Supermana  pojawiła się w opowiadaniu fantastycznym Jerry’ego Siegela i Johna Shustera The Reign of the Superman z 1933 roku opublikowanym w „Science Fiction: The Advance Guard of Future Civilization” (pod pseudonimem Herbert S. Fine).  Następnie po wielu przeróbkach opowieść z rysunkami Shustera zadebiutowała w roku 1938 jako komiks.  W tym przypadku także istotne były wpływy europejskie. Twórcy przyznawali się do inspiracji, w sferze wizualnej kinem niemieckim – obaj mieli być wielbicielami filmu Fritza Langa Metropolis.

Herbert S. Fine, „The Reign of the Superman”, 1933.

Bohater opowiadania, profesor Smalley nie miał jeszcze wiele wspólnego z Clarkiem Kentem, a przypominał raczej typowego arcyłotra wzorowanego na – wówczas dużo bardziej popularnych – Fantomasie czy Doktorze Mabuse. Był szalonym naukowcem, który próbował stworzyć nadczłowieka dysponującego telepatyczną mocą. Superbohatera bardziej przypominała ofiara jego eksperymentów, Bill Dunn – jednak i on zdobywszy supermoc stał się złym.

 Opowiadanie The Reign of the Superman  zostało zapamiętane, ponieważstworzyli je twórcy pierwszego „prawdziwego” komiksowego superbohatera. Jednak pod względem fabularnym nie wyróżniało się na tle innych tekstów publikowanych w magazynach fantastycznych, takich jak „Weird Tales”, „Amazing Stories”, „Astounding Science Fiction” i wielu mniejszych (wśród których był „Science Fiction: The Advance Guard of Future Civilization ”). Superman był więc tylko jednym z wielu nadludzi pojawiających się w opowiadaniach na przełomie lat 20-tych i 30-tych.  Opowiadania te powielały zazwyczaj schemat zaczerpnięty z klasycznych powieści fantastycznych Verne’a, Stevensona czy Wellsa. Pojawiał się w nich więc szalony naukowiec, który przy pomocy promieni, eliksiru lub zaawansowanego technicznie urządzenia próbował udoskonalić ludzką rasę, zaczynając od eksperymentu na wybranej jednostce. Zwykle  eksperyment kończył się katastrofą. Na przykład w opowiadaniu Edmonda Hamiltona Evolution Island („Weird Tales” 1928) profesor Walton odkrywa promienie ewolucji, jego asystent Brilling zostaje poddany ich działaniu i zmienia się w nadczłowieka o niesamowitych zdolnościach psychicznych. Oczywiście natychmiast postanawia podbić świat.

Przekształcenie historii Supermana z typowego opowiadania w superbohaterski komiks pokazuje, że dwudziestolecie międzywojenne to okres stopniowego konstytuowania się tego nowego typu bohatera kultury masowej. Superbohater dopiero nabywał cech charakterystycznych, a opowieści o nim nabywały cech gatunkowych. To, czym jest superbohaterstwo i kim jest superbohater, pozostawało początkowo nieokreślone.

Superman z opowiadania Siegela i Shustera jest nadczłowiekiem, jego niezwykła psychiczna moc powstaje w wyniku uwolnienia mocy drzemiących w każdym z ludzi. Dunn jest bowiem przeciętnym obywatelem amerykańskim odnalezionym przez profesora w kolejce po darmowy posiłek rozdawany przez jedną z organizacji charytatywnych (bread line) – jest wręcz upozowany na jedną z ofiar wielkiego kryzysu. A jednak za sprawą eksperymentu naukowego przekracza swoją przeciętność. Przemiana, zgodnie z logiką tego typu literatury, musi skutkować przejściem na stronę zła.

 Nie należy zapominać, że tak jak postać Supermana wyewoluowała z opiwadania o szalonym naukowcu, tak superbohaterowie w pewnym sensie wyewoluowali z superłotrów, którym jako pierwszym przyznawano (np. w klasycznym już opracowaniu Umberto Eco) tytuł nadludzi. Superman, z 1933 roku to właśnie już nadczłowiek, lecz jeszcze nie superbohater. Autorzy podkreślali zresztą, że tytuł i pomysł na tekst został zainspirowany koncepcją nietzscheańskiego nadczłowieka.

Koncepcję nadczłowieka jako bohatera kultury masowej zaczęto silnie eksploatować już na przełomie  XIX i XX wieku. Był to jednak zazwyczaj bohater pozbawiony amerykańskiej, komiksowej dobroduszności, często niezdolny do jednoznacznego opowiedzenia się po stronie dobra i społeczeństwa. Pod tym względem amerykańskich superbohaterów przypomina bardziej nasz swojski Pan Samochodzik, który ukrywa swoje powołanie i zaawansowaną technikę oraz powołanie zupełnie niczym Batman.

Nadludzie początku wieku XX stali poza dobrem i złem, będąc jednocześnie arcyłotrami i postaciami przyciągającymi, oferującym przyjemność płynącą z identyfikacji z mroczną stroną człowieczeństwa. Najpierw masową popularność zdobył król zbrodni Fantomas, a dopiero potem – jako odpowiedź – pojawił się Judex.

Fantomas, 1911.

Można powiedzieć, że zdecydowanie pozytywni superbohaterowie pojawiają się po 1933 roku, kiedy rozchodzą się drogi Übermenscha i Supermana. Ten pierwszy zaczyna kojarzyć się przede wszystkim z ideologią nazistowską, podczas gdy stworzony przez dwóch amerykańskich Żydów bohater kultury masowej staje po stronie „amerykańskich” wartości, takich jak wolność i demokracja. Superman staje się wrogiem samego siebie, a moment jego ukonstytuowania jest momentem ideologicznej subwersji. Choć superbohater porzuca egoizm nadczłowieka w imię poświęcenia dla innych, swoim wrogom będzie zawsze jawił się jako ktoś ulepiony z tej samej gliny, co oni. Jednak superbohaterowie nie są reprezentowani jedynie przez osobników posiadających nadludzką moc, lecz bywają również tacy, jak Batman – swoją niezwykłość zyskują dzięki użyciu zaawansowanej technologii, która jednak nie zmienia ich (zbytnio) cieleśnie.

Można więc roboczo podzielić superbohaterów na dwa typy: pierwszy, oparty na supermocy – wewnętrznej sile psycho-fizycznej postaci (Superman), oraz drugi, cyborgiczny reprezentowany przez Batmana – zwykłego człowieka, który nadczłowiekiem staje się dzięki wsparciu technologii.  Chodzi oczywiście o szeroką definicję cyborga, jako organizmu pozostającego w swoistej symbiozie z techniką, nie będącego jednak z nią nierozerwalnie zespolonym. Batman jest cyborgiem w tym znaczeniu, że użycie technicznych gadżetów staje się zazwyczaj warunkiem sine qua non jego superbohaterstwa. Bez techniki jest tylko Brucem Waynem. Połączenie ludzkiego ciała, kostiumu i gadżetów tworzy nową jakość.

Detective Comics, 1939

Protoplastów takich cyborgicznych superbohaterów można szukać w historiach wydawałoby się niebohaterskich – w (o)powieściach lotniczych. Oczywiście z dzisiejszego punktu widzenia, zawód lotnika nie jest niczym niezwykłym, ale w latach 20-tych (nie mówiąc już o samym początku wieku XX) ludzie zajmujący się lataniem byli postrzegani mniej więcej tak, jak dziś kosmonauci. Relacje prasowe z wyczynów polskich pilotów przypominały pokazywały ich jako nieomal nadludzi. „Przegląd sportowy” tak relacjonował powrót z Tokio słynnego pilota Bolesława Orlińskiego:

Polski orzeł wrócił do rodzinnego gniazda. Po 25 dniach tytanicznego zmagania się z przestrzenią, rzucany wichrem i huraganami, smagany deszczem, oślepiany mgłą, przedarł się przez bezkresne przestrzenie nadazjatyckie, aby ogrzać się w cieple serc tych, co przez miesiąc cały śledzili losy jego gigantycznego lotu.

Pilot i powietrzny statek są w tej relacji utożsamieni, tworzą jedność o nadzwyczajnej nadludzkiej sile.

Lotnik siłą rzeczy był więc częstym bohaterem powieści przygodowej i fantastycznej. W tej drugiej wersji zasługiwał właśnie na miano kandydata na superbohatera. Bohaterowie powieści i opowiadań nie dysponowali, co prawda, nadludzkimi mocami, ale można ich zaliczyć do protoplastów superbohaterów cyborgicznych. Maszyna latająca zastępowała bohaterowi powieści lotniczej supermoc tak, jak liczne techniczne wynalazki zastępują ją (zwłaszcza filmowemu) Batmanowi.

Jednak nie sama maszyna latająca czyni kandydatem na suerbohatera. Równie ważne jest to, czego jej pilot chce dokonać i w jaki sposób i w jakim kontekście posługuje się techniką. Dzięki tej technicznej ekstensji mógł dokonywać czynów niebywałych i bohaterskich. Taką maszyną był helikopter „Polonia” Jana Żarskiego, bohatera powieści Jak być mogło Stefana Barszczewskiego (1926). Akcja powieści toczy się podczas I wojny światowej: Żarski konstruuje elektryczny helikopter, dzięki któremu może niemal bezszelestnie poruszać się w przestrzeni powietrznej całej Europy i walczyć ze znienawidzonymi Niemcami.

Stefan Barszczewski, „Jak być mogło”, 1926.

Innym prawie-superbohaterem jest Jelski z Władcy przestworzy Edmunda Jezierskiego (pseudonim Edmunda Krügera) z 1930 roku. To pilot dysponujący nowoczesnym aeroplanem o nadzwyczajnym uzbrojeniu: „Zobaczcie te pociski jego ze skroplonem powietrzem, zdolne w mgnieniu oka zamrozić armję całą i uczynić ją niezdolną do walki. Zobaczcie te wszystkie inne przybory wojenne, wytrącające nam broń z ręki”. Lotniczy bohaterowie realizują poprzez maszyny misję pomocy uciśnionym i walki o powszechną sprawiedliwość.

Oba wyróżnione typy superbohaterów są mocno zakorzenione w fantastyce naukowej: cudowna moc nie pojawia się w wyniku czarów, lecz w wyniku eksperymentów naukowych, kontaktu z obcymi, promieniowania lub po prostu odmienności rasowej (gatunkowej) superbohatera.

Można powiedzieć, że opowieść o superbohaterze jest kolejną wariacją na temat XIX-wiecznego fantastyczno-naukowego motywu cudownego wynalazku. Nawet bohater, którego ciało lub umysł obdarzone są supermocą, odsyła czytelnika do modnego wówczas nie tylko wśród pisarzy badania zjawisk parapsychologicznych oraz wiary w cudowną moc nieodkrytych jeszcze rodzajów promieniowania. W czasie tak zwanego „radowego szaleństwa”, które wybuchło po odkryciach małżeństwa Curie (i trwało prawie do II wojny światowej) promieniowanie postrzegane było jako niewidzialna supermoc, ale należąca do świata nauki, racjonalnie wytłumaczalna, choć zaprzeczająca dotychczasowej wiedzy. Na podobnej zasadzie działały moce, którymi obdarzeni byli superbohaterowie. Opowiadania poprzedzające okres superbohaterski kryją w sobie również obawy przed popularnymi aż do II wojny światowej koncepcjami eugenicznymi.

Superbohater pojawia się w momencie kryzysu cywilizacji technicznej, opartej na oświeceniowej wierze w rozum. Jest więc tyleż Nietzscheański, co Spenglerowski. Jest przedstawicielem faustycznej cywilizacji w jej okresie schyłkowym, najbardziej doskonałym pod względem technicznym.

W jego świecie dominuje przestrzeń miasta: sztuczny świat, pełen gwałtownych procesów. Często jest wynalazcą, eksperymentatorem. Protoplaści superbohaterów marzyli o zapanowaniu nad światem dzięki wynalazkom.  Dla Spenglera wynalazca był drapieżnikiem walczącym z przyrodą. Wynalazczość była „ekspresją osobowości” i „triumfem indywidualizmu” i w końcu doprowadzała do zniszczenia przyrody, a konsekwencji również człowieka.  Niezależnie od tego czy dysponuje supermocą, czy nadzwyczajnymi wynalazkami byłby więc superbohater wrogiem demokracji, egoistą,  innym, którego „super-„ byłoby nie do zaakceptowania, gdyby nie jego bohaterswo – służba tym, którzy są od niego gorsi.

 Czyżby więc idealnym superbohaterem naszych czasów odsłaniającym i ponownie łączącym zbrodniczego nadczłowieka z broniącym ludzkości bohaterem był Hellboy Mike’a Mignoli: demon, owoc nazistowskich eksperymentów z militarnym wykorzystaniem okultyzmu zatrudniony przez Amerykanów do ochrony świata przed podobnymi sobie?

Źródła:

Everett  F. Bleirer Science Fiction Early Years Kent State University Press, 1990.

Richard Reynolds Super Heroes: A Modern Mythology niv. Press of Mississippi, 1992.

Niewiadomski, A. Smuszkiewicz, Leksykon polskiej literatury fantastycznonaukowej, Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1990

Smuszkiewicz Antoni Zaczarowana gra. Zarys dziejów polskiej fantastyki naukowej Wydawnictwo Poznańskie, Poznań 1982.

***

Jerzy Stachowicz – doktor kulturoznawstwa, publicysta „Nowej Fantastyki”, entuzjasta literatury i kina „z lamusa”, badacz i praktyk nowych mediów.

 
0 komentarzy do tekstu “jerzy stachowicz: szalony profesor i odważny lotnik – pogranicza i początki superbohaterstwa”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: