magda i łukasz: intro – wyczerpani superbohaterowie

Tired-Superman

Po co jeszcze raz wyciągać z szafy zakurzone kostiumy? Po co zakładać maski i peleryny? Po co zbroić się po zęby?

                               

Można to zrobić, jak Alan Moore i Dave Gibbons w słynnych Watchmenach z lat osiemdziesiątych, prezentujących ponury komentarz do rzeczywistości Stanów Zjednoczonych (tej prawdziwej, nie tylko tej alternatywnej, w której superbohaterowie pomogli wygrać Amerykanom wojnę w Wietnamie), ale także do samej schizofrenicznej i queerowej (świadomie?/nieświadomie?), dziwacznej idei superbohaterstwa.


Można, jak Sly, zaprosić kolegów do nostalgicznej zabawy i wspólnego wspominania estetyki kina lat osiemdziesiątych i pierwszej połowy dziewięćdziesiątych, do pozornego grania z figurą niezniszczalnego twardziela, którego celem jest przecież jednak podratowanie jego odartej skóry (tej na kurtce) tak pod względem ideologicznym jak i finansowym.

Superbohaterowie wciąż powracają, mszczą się, rozgrywają ostateczne pojedynki. Sporo tu dziś fajtłap i dla odmiany dzienna fajtłapowatość przenosi się coraz częściej na nocne działania ludzi w maskach w myśl mylnego – rzecz jasna – przekonania niektórych współczesnych twórców, że każdy może być superbohaterem, albo że superbohaterowie są jak my. Nic z tego – nie jesteśmy super.

Superzłoczyńcy wciąż z rzadka naprawdę okazują się groźni (bardziej pociągający), a superbohaterowie wciąż zmagają się z problemem podwójnego życia, niepozwalającymi im spać po nocach.

Jeśli superbohaterstwo jest jeszcze istotnym medium – jak sugerowaliśmy w cfp – to wydaje się, że jest to medium wyczerpane, powtarzające do znudzenia te same treści, maski i kostiumy (choć może to my się zestarzeliśmy). Nieczęsto natykamy się dziś na postaci równie trudne, co Rorschach – superbohaterowie nie testują naszej krytyczności (oglądu i ostrości widzenia) ani nie namawiają do złego (może poza Jokerem).

Podczas gdy komiks osiągnął należny mu status (co prawda jako „powieść graficzna“) i często stanowi dziś ważny język wypowiedzi społecznej, artystycznej i politycznej, sami komiksowi superbohaterowie z rzadka zajmują dziś głos w poważnych debatach (tak po prawej jak i lewej stronie).

Być może ich kostiumy zostały skradzione.

                             

Czy istnieją i kim są dziś Scarecrow, Joker, Bane? Kto dziś posługuje się ich metodami?

                                                           

W najnowszej odsłonie mkw nasi autorzy starają się przyjrzeć tym wyjątkowym aktualnym przypadkom, gdy superbohaterstwo nie jest jedynie kostiumem, lecz pozycją społeczną, miejscem w strukturach, hierarchiach i relacjach (lub poza nimi), redefiniowanym przez zakładających kostium – wyjątkowych – superbohaterów i superbohaterki.

Jerzy Stachowicz śledzi więc początki i źródła superbohaterstwa, przypominając o pierwszych cyborgach XX wieku – lotnikach, a także o genialnych złoczyńcach (a przy okazji o tym, że super nie musi znaczyć dobry). Ewa Drygalska pisze o figurze czarnego superbohatera, który przekształca i rozciąga znaczenia „super“. Autorka wychodzi od współczesnych dyskusji o „białości“ tradycyjnych superbohaterów i przytacza przykłady alternatywnych wobec Clarka Kenta (kosmity, ale jakże białego) schematów i modeli supermężczyzn i superkobiet. Russell Sbriglia powraca jeszcze raz do ostatniego Batmana (i Bane’a) Christophera Nolana, pytając, czy rzeczywiście jest to tak anty-rewolucyjne, konserwatywne dzieło, jak się się uważa. Agata Sierbińska krytycznie czyta i ogląda (o)polskiego superbohatera wilqa, najbardziej „kwaśnego“ bohatera polskich ulic i kart komiksów.

Czy jednak możecie sobie wyobrazić starcie Wilqa z Białym Orłem?

                                                                        

Zapraszamy do czytania, komentowania, dyskusji, odpowiedzi i nadsyłania tekstów.

 
0 komentarzy do tekstu “magda i łukasz: intro – wyczerpani superbohaterowie”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: