marta bacewicz: emocje polskiego biznesmena

Osoba pana dyrektora rozdaje nam naklejki z logo Hamburger Banku. – Co macie w swoim sercu? Bo ja mam Hamburger Bank, a wy co macie? Też Hamburger Bank? Tylko nie mówcie, że nie, bo się wkurwię. Czyli że tak, co? To teraz naklejcie, proszę, naklejkę z logo Hamburger Banku  na pierś po tej stronie, gdzie serce. 

Zwał, Sławomir Shuty

Powieści Nic Dawida Bieńkowskiego, Zwał Sławomira Shutego czy Czwarte niebo Mariusza Sieniewicza opisują zaawansowany etap przemian gospodarczych w Polsce po roku 1989. Swojski kapitalizm bazarowy stopniowo wypierają wielkie korporacje i filie zachodnich przedsiębiorstw. Kluczowym aspektem powyższej literatury nie jest jednak opis samego przebiegu tych gospodarczych przeobrażeń, ale emocje związane z wpadaniem polskiego przedsiębiorcy, a później i menedżera, w tryby nowego systemu. Autorzy zarysowują sytuację człowieka interesów nowych czasów za pomocą języka oddającego emocjonalne koszty pracy w kapitalizmie.

Kapitalizm w kategoriach emocji ujmowali już wielcy socjologowie czasów minionych. W słynnej Etyce protestanckiej i duchu kapitalizmu Maxa Webera odnaleźć można tezę o roli uczuć w działaniu ekonomicznym. Jak zauważa Eva Illouz [Illouz 2010: 5]: „gorączkową aktywnością kapitalistycznego przedsiębiorcy kieruje lęk przed nieprzeniknioną boską istotą”. Przez pryzmat emocji można patrzeć także na dzieła innych klasyków. Wspomniana Illouz właśnie w ten sposób pisze między innymi o marksistowskiej koncepcji alienacji, simmlowskiej blasé czy pojęciu solidarności u Émile’a Durkheima. Należy w tym kontekście przypomnieć także o pionierskich badaniach zespołu jungowskiego psychoanalityka, Eltona Mayo, przeprowadzonych w latach 1933 – 1935, w Western Electric Company. Mayo jako pierwszy wykazał, że wydajność pracy wzrasta, gdy stosunki między pracownikami nacechowane są troską o wzajemne uczucia. Dzięki jego dokonaniom pracownik przestał być postrzegany wyłącznie jako homo economicus, który nakierowany jest w pracy jedynie na realizację celów ekonomicznych. Na jaw wyszło całe spectrum emocjonalnych aspektów pracy – związanych z relacjami z innymi ludźmi, pozycją w środowisku pracy czy akceptacją i szacunkiem współpracowników. Okazało się, iż jakkolwiek ludzie pracują przede wszystkim ze względów ekonomicznych, to nie jest to ani jedyna, ani też wystarczająca motywacja.

Jednak kluczowe dla analizy wskazanych powieści będą naukowe dokonania Arlie Hochschild oraz Evy Illouz. Zjawiska, z jakimi mamy bowiem do czynienia w badanej przeze mnie prozie, przedstawić można w kontekście transmutacji uczuć. Widoczna jest także rola „kobiecego” stylu zarządzania jako obowiązującego wzoru.

 „Sugeracja” a transmutacja. Praca emocjonalna polskiego pracownika

Jean-Jacques Rousseau, pisząc, że osobowość zaczęła przybierać formę kapitału, odnosił się rzecz jasna do osiemnastowiecznego Paryża [Hochschild 2009: 195]. Myśl tę jednak w swoich pracach rozwijają zarówno Hochschild, jak i Illouz.

Stłumiony gniew, zazdrość czy sztucznie wywołany uśmiech, długo zarezerwowane były przede wszystkim dla najbliższych, choć same akty zarządzania uczuciami nie mają charakteru prywatnego – wykorzystuje się je w różnego typu wymianach społecznych, przebiegających według odpowiednich reguł. Wzbudzanie bądź tłumienie uczuć w celu utrzymania określonego wyrazu twarzy, który wytwarza odpowiedni stan umysłu, Hochschild określa mianem pracy emocjonalnej. W Zarządzaniu emocjami pisze ona o tym, co dzieje się, gdy reguły odczuwania wyznaczane są przez pracodawcę. Gdy w odróżnieniu od życia prywatnego jednostki, nie ulegają one wygaśnięciu, ani zmianie, ale „zostają zamrożone w rytuale i niemal niemożliwe do ominięcia” [Hochschild 2009: 21]. Na przykładzie relacji stewardessa-pasażer i windykator-dłużnik socjolożka opisuje sytuację, kiedy uczucia, jakie jedna osoba powinna okazać drugiej, odzwierciedlają określoną nierówność wpisaną w daną relację. Skuteczną sprzedaż samych uczuć, jak i praw do zarządzania nimi, Hochschild ujmuje za pomocą terminu „transmutacja systemu emocjonalnego”. Wskazuje równocześnie na jej koszty: „kiedy zdołamy użyczyć swoich uczuć pracującym dla wielkich organizacji inżynierom relacji pracownik-klient, możemy utracić zdolność dostrzegania własnych uczuć i odbierania sygnałów (prawdziwych lub nie) na temat naszego wnętrza” [Hochschild 2009: 23].

Z ilustracją transmutacji prywatnych uczuć mamy do czynienia w przypadku bohaterów powieści Nic Dawida Bieńkowskiego. Zarówno dyrektor personalny Krzysztof Lenart, jak i ekspedientka Anna, padają ofiarami instrumentalnej postawy wobec ludzkich uczuć, jaką reprezentuje administracja francuskiej sieci fast-food – o nieprzypadkowej nazwie „Positive”.

Krzysztof i Anna prezentują przeciwne bieguny pracy emocjonalnej. Odpowiadający za funkcjonowanie polskiej filii sieci „Positive” Lenart zarządza siecią kierowników regionalnych, a także pośrednio kontrolowanymi przez nich ajentami. Studentka Anna jest ekspedientką, pracującą w jednym z francuskich barów fast-food. W miarę rozwoju firmy Lenart zostaje zmuszony przez francuskich zwierzchników do zwolnienia części ajentów – bowiem bary są stopniowo przejmowane pod zarząd firmy. Bohatera łączy z pracownikami ukształtowane przez lata wspólnej pracy wzajemne poczucie lojalności oraz przywiązanie. Rolę, jaką pełni Lenart można poniekąd przyrównać do opisanej przez Hochschild roli windykatora. Wyjaśniając decyzję o rezygnacji z dalszej współpracy z rodziną Murawców, do której jest szczególnie przywiązany, obniża status jej członków i daje im do zrozumienia, że są leniwi i nieudolni w prowadzeniu baru. Wewnętrzny sprzeciw wobec działań zarządu ujawnia się w Krzysztofie Lenarcie jedynie poprzez pojedyncze sygnały: napady bólu, płytki oddech, nagły powrót do nikotynowego nałogu. Nie jest on już jednak w stanie samodzielnie ich zinterpretować. Wysokie stanowisko, jakie w firmie piastuje Lenart, w niewielkim stopniu wpływa na zwiększenie marginesu swobody w kontekście reguł odczuwania i wyrażania emocji. Dyrektor personalny i właściciele nadmorskiego baru uwierzyli w „rodzinę Positive’a”, która prędzej czy później, okazać się musiała pustym frazesem. Zarówno sami ajenci, jak i zatrudniani przez nich pracownicy pouczani są, iż powinni zachowywać się w pracy tak, jakby była ich domem, w którym – warto przypomnieć – nie pracują. Same relacje panujące w zhierarchizowanej strukturze firmy „Positive” z prawdziwą rodzinnością nie mają jednak wiele wspólnego.

Kontrola i zarządzanie emocjami. Przypadek Euzebiusza Drutta

 Prześledzenie poczynań kierownika regionalnego Euzebiusza Drutta wobec ajentów sieci „Positive” uwidacznia fakt, iż praca emocjonalna nie należy już do sfery prywatnej, a staje się aktem publicznym. Euzebiusz w bezwzględny sposób selekcjonuje, szkoli i nadzoruje zarówno ajentów barów, jak i pracujących tam ekspedientów.

 I jeszcze uśmiech, zachęcający, naturalny uśmiech. Tak ci mówi i tego wymaga twój kierownik regionalny i twój szef pan Marek… Bo jest target, mała, i pani Bożenka każdemu założyła tabelkę. W ciągu zmiany musisz namówić na dwadzieścia panierowanych piersi w zestawie, na piętnaście w ziołach prowansalskich i podpisać dziesięć kart promocyjnych Obiad. [Bieńkowski 2005: 269]

Przyjeżdża [Euzebiusz Drutt – M.B.] i jak ktoś z uszkodzonym mózgiem powtarza: sugeracja, sugeracja, sugeracja… I potem jak jakiś zakonspirowany zboczeniec staje przy kasach, wodzi wzrokiem po ścianach i suficie, żeby tylko na nas nie spojrzeć i wsłuchuje się w każde słowo… I musi być swobodna sugeracja. Bo sztuczna robi złe wrażenie na klientach, a Euzebiusz Drutt tylko sobie wiadomymi sposobami ocenia czy było swobodnie czy nie było.” [Bieńkowski 2005: 267]

Nieustannie obserwowani i kontrolowani pracownicy barów „Positive” szkolą się w „sugeracji” – sztuce wywierania nacisku na klientach, by kupili więcej, niż tak naprawdę potrzebują. Emocje zaprzęgane są do działania instrumentalnego. „Sugeracji” towarzyszy nie znikający z twarzy ekspedientów uśmiech. Warto zwrócić uwagę na ukazany w powyższych cytatach nacisk na jego naturalność. „Sugeracja” nie opiera się na udawaniu, ona musi być swobodna, musi być prawdziwa. Ekspedienci nie mogą ani decydować o regułach odczuwania, ani samodzielnie negocjować ich z przychodzącymi do baru klientami. Reguły wyjaśniane są na forum publicznym przez kierownika regionalnego, Euzebiusza. Pojawia się także kwestia braku jasności kryteriów, według których oceniana jest praca emocjonalna ekspedientów.

Skuteczna transmutacja uczuć 

Konsekwencje przymuszania pracowników do „sugeracji” doskonale obrazuje postać Anny – jednej z szeregowych pracownic obsługujących przy kasie klientów „Positive’a”. Zarabiająca w barze na czesne studentka z zaangażowaniem stara się spełnić wytyczne swoich zwierzchników. Pracuje nad „uśmiechem Positive’a”, próbuje wyrobić dzienną normę sprzedaży panierowanych elementów kurczaka. Podejmuje starania, by wzbudzić w sobie uczucia, które pozwolą jej doświadczyć i uzewnętrznić oczekiwane emocje. Z czasem zaczynają nękać ją nocne koszmary, które ukazują, że „sugeracja” narusza głęboką część jej własnego ja. W swoim śnie Anna wizualizuje sobie akt perfekcyjnej „sugeracji” – oparty równocześnie na rozpaczy, upokorzeniu i determinacji:

(…) – Błagam pana, ja pana błagam – mówię z płaczem. Drutt notuje coś w karcie oceny. Klient patrzy na mnie z mieszaniną obrzydzenia i politowania – Ja pana błagam – powtarzam i wybiegam zza kasy, w rozpaczy chwytam go za rękę. Niech pan nie odchodzi… – szepczę, łkając. (…) Osuwam się na kolana. – Zrobię wszystko, czego pan zażąda… Wszystko… Od tego zależy moje życie. – Szlocham autentycznie, z wielkim przejęciem. Drutt nie przestaje notować. Klient próbuje mnie kopnąć, ale jestem szybsza i obejmuję jego stopy. Rozpuszczam włosy i wycieram nimi jego stopy. (…) Drutt cały się rozpromienia. [Bieńkowski 2005: 271]

W powieści Nic odnaleźć można zresztą wyobrażenie tego, jak w rzeczywistości powinny wyglądać prawidłowe relacje klient-sprzedawca. Najistotniejsze okazują się tutaj szczerość i naturalność, rzeczywiste działanie na korzyść klienta:

 To cud, że pani Bożenka robiła często zakupy u nas i po prostu byłam dla niej normalna, jak to do klientki. Zawsze dzień dobry, tych pomidorów to niech pani nie bierze, a wędlinę ukroję pani ze środka, co tam u pani i tak dalej. Jak mi ten fiut powiedział, że od pierwszego mam nie przychodzić, to po całym mieście chodziłam i jak przyszłam do Positive’a, to prawie płacząc. A pani Bożenka od razu mnie poznała i mówi, ze dla tak doświadczonego w handlu pracownika praca zawsze znajdzie się miejsce i żebym się nie martwiła” [Bieńkowski 2005: 283].

Zwróćmy uwagę, że w powyższym cytacie pojawia się wątek solidarności, potrzeby wzajemności w obrębie lokalnej społeczności. W prozie obrazujące kulturalno-gospodarcze przemiany po roku 1989 uwidacznia się silny lęk przed wyparciem idei aksjologicznej przez pragmatyczną. Niezwykle wyrazisty jest nacisk na społeczną wrażliwość biznesmenów – nawet gdy wyklucza ona kapitalistyczną logikę działania. Polski przedsiębiorca winien troszczyć się o interesy innych i być gotów podjąć działania na ich rzecz, także gdy narusza to jego własne interesy.

Nieskuteczna transmutacja uczuć

Zjawisko „sugeracji”, choć nie zostało tak nigdy nazwane, występuje również w powieści Sławomira Shutego Zwał. Tym razem pracownicy „Hamburger Banku” za pomocą tych samych, co w sieci fast-food środków muszą przekonywać klientów do zakładania lokat długoterminowych i kont osobistych. Ponownie kluczem do wyrobienia założonego „targetu” staje się umiejętność stworzenia domowej atmosfery w miejscu pracy oraz uśmiech. W trakcie szkolenia pracownicy uczą się naturalnej otwartości, ale też i samej potrzeby słuchania oraz rozumienia innych. Celem każdego z nich jest zbudowanie wieloletniej więzi opartej na zaufaniu klienta do pracownika. Tak, jak w przypadku zatrudnionych w sieci „Positive”, uczucia stają się istotnym aspektem zachowań ekonomicznych. Warto przy okazji wspomnieć, iż Eva Illouz nie jest przeciwniczką rozdzielania gospodarki i emocji. Zauważa jednak ambiwalencję występującą w modelu komunikacji w sferze pracy. Obok nacisku na nawiązywanie dialogu z innymi, równolegle funkcjonuje język prawa oraz język ekonomicznej wydajności, które wydają się nie do pogodzenia z tworzeniem emocjonalnych stosunków międzyludzkich [Illouz 2010: 57]. W poniższym cytacie ujawnia się rzeczywisty motyw emocjonalnej inżynierii stosowanej w „Hamburger Banku” – wypracowanie zysku firmy kosztem emocji swoich pracowników.

– Mirek, dlaczego ty się w ogóle nie uśmiechasz? – pyta Basia. – Siedzisz i się nie uśmiechasz. – Ja się nie uśmiecham? Przecież ja się uśmiecham – odpowiadam. (…) Co mi będziesz bzdury opowiadał. Co ty myślisz, że ja stąd nie widzę? Ja stąd mam doskonały ogląd całej sali. Jak wchodzi klient, to ty, zamiast uśmiechnąć się, zrobić jakiś uprzejmy gest w stronę klienta, siedzisz sztywno jak kukła i bełkoczesz coś niewyraźnie. Tak cię uczyli na szkoleniu? – Nie, ale przecież podnoszę się z krzesła, przecież mówię… (…) Uczyli cię tak, że jak wchodzi klient, masz wyraźnie powiedzieć: „Dzień dobry, w czym mogę pomóc?” I powiedzieć to w taki sposób, żeby klient poczuł się w naszym oddziale jak u siebie w domu, żeby nabrał ochoty podejść, zapytać, żeby usiadł. [Shuty 2006: 217]

W powieściach Bieńkowskiego i Shutego dostrzec można scenariusz, w ramach którego uprzejme próby wywierania nacisku na klientów w domowej atmosferze najczęściej kończą się dezorientacją i zażenowaniem obydwu stron. „Sugeracja” odbierana jest przez klientów jako forma zawoalowanej, acz nieuzasadnionej agresji.

– Czy próbował pan naszej piersi w ziołach prowansalskich. Czy poznał pan ten niepowtarzalny smak południa Francji? – Nie mam czasu, spieszę się. – Puka nerwowo w tacę. – Chociaż proszę zgodzić się na przystąpienie do programu promocyjnego „Obiad”. – Dziewczyno kochana, przyszedłem tu zjeść coś na szybko, a nie wysłuchiwać tych bredni. [Bieńkowski 2005: 271]

 – Dzień dobry – rzuca na odczep się pan. – Dzień dobry. W czym możemy pomóc? – Podnoszę się z krzesła, by zaproponować klientowi mieszczącą się w standardach europejskich, profesjonalną i miłą obsługę. – Nie, dziękuję, ja tylko chciałem zobaczyć tutaj… – Pan zupełnie nie zwraca na mnie uwagi. – Interesują pana lokaty terminowe? – pytam uprzejmie, przysuwając panu ofertę, jakby to była miska z zupą. – Ja sobie poczytam, dziękuję… – Pan kręci głową. – Powiem tylko, że najkorzystniej ulokować kwotę na lokacie krótkoterminowej, miesięcznej, a następnie kapitalizować odsetki co miesiąc, co wyjdzie, proszę tu zobaczyć, więcej, niż gdyby pan te pieniądze wpłacił na pół roku… Wyciągam asa z rękawa, a pan patrzy na mnie z zaciekawieniem w oczach. – Mirek, zaproś pana do pokoju rozmów – mówi Basia, wychylając się zza monitora z promiennym uśmiechem. (…) – Nie mówiłeś mu, że mamy promocje na konta osobiste? – pyta Basia spokojnie. – Mówiłem, ale nie chciał, ma konto osobiste w jednym banku, drugie w innym banku, ale z żadnego nie korzysta – odpowiadam jej, nerwowo przesuwając na biurku stempel kasjerski, aż na pulpicie od tego przesuwania powstają rysy. [Shuty 2006: 10]

Przy skutecznej transmutacji uczuć pracownik nie ma poczucia fałszu – czuje się wręcz usatysfakcjonowany poziomem „osobistości” jaki osiąga obsługując klienta. W przypadku bohaterów powieści Zwał transmutacja kończy się jednak fiaskiem. Jakkolwiek pracownicy „Hamburger Banku” starają się ukryć nieskuteczność transmutacji, to widoczna jest powierzchowność tych zabiegów:

– Ale tu u państwa miło, obsługa przyjemna – mówi miła starsza pani. – Ależ to nasz obowiązek – odpowiada jej Basia. (…) – Panuje tu taka rodzinna atmosfera – starsza pani patrzy z uśmiechem w naszą stronę, a my odwzajemniamy miły uśmiech. – Bardzo nas to cieszy, że pani się podoba! (…) Przyjdzie taka kurwa i zawraca głowę – dopiero na zapleczu po końskiej dawce etopiryny Gocha staje się sobą. [Shuty 2006: 42]

„Kobiecy” styl zarządzania.

Szczególnie interesującym aspektem powieści Zwał jest ukazany w niej styl zarządzania obowiązujący w „Hamburger Banku”. Eva Illouz pisze o panującym w kapitalizmie etosie komunikacyjnym ukształtowanym wokół tradycyjnie rozumianej kobiecej osobowości. Ściślej, etos ów niweluje kulturowe granice płci, zachęcając zarówno mężczyzn, jak i kobiety do kontrolowania negatywnych emocji, do przyjaznych postaw, a także empatii oraz patrzenia na siebie oczami innych. Wynika to z faktu, iż kapitalizm wnosi „afekt w samo sedno swoich transakcji, powoduje zatem również restrukturyzację samej kulturowej tożsamości płci, do ustalenia której sam się w pierwszym rzędzie przyczynił” [Illouz 2010: 37]. „Kobiecy” styl zarządzania uwidacznia się w wypowiedziach pracownika Mirka – głównego bohatera powieści Sławomira Shutego:

 – Przedstaw panu naszą ofertę – mówi uśmiechnięta Basia, wychylając się znad monitora. – Właśnie mam zamiar to zrobić. Proszę bardzo, zapraszam pana do pokoju rozmów. Usiądziemy sobie wygodnie, zgoda? Gibając się w ukłonach niczym gumowy klaun przed niewybredną publiką, tradycyjnie przeprowadzam do pokoju rozmów. [Shuty 2006: 26]

 – Co dobrego u pana? – pytam przyjacielsko. – Dziękuję, ja chciałem zapytać czy renta już przyszła – pan uśmiecha się w moją stronę. – Już sprawdzam, jeszcze nie, niestety – wypowiadam te słowa tonem, który ma zasugerować panu moje zmartwienie tym faktem. [Shuty 2006: 44]

 (…) na pytania klientów musimy odpowiadać z nabytą ogładą i uprzejmością: – Z pewnością za chwilę, tak, naturalnie, zapewne, rzecz jasna, oczywiście, prosimy się nie niepokoić, wszystko będzie w porządku, wszystko się niebawem wyjaśni, koleżanka już dzwoni do oddziału macierzystego. [Shuty 2006: 24]

Z przytoczonych powyżej wypowiedzi Mirka wyłania się język przepojony szacunkiem i uległością wobec klienta, nie pozbawiany nawet opiekuńczego i matczynego tonu. Pojawiają się także infantylizujące tony („przelewik”). Język, jakim posługują się pracownicy „Hamburger Banku” nakierowany jest na zapewnienie komfortu i dobrego samopoczucia klientom banku. Warto zauważyć, że wszystkie te zabiegi dotyczą wyłącznie relacji pracownik-klient. Współpraca między samymi pracownikami opiera się na ścisłej hierarchii, braku empatii (stosunek kierowniczki Basi do Gochy, której m.in. każe zostać dłużej w pracy, uniemożliwiając jej w ten sposób odebranie wyników badań chorego dziecka) i poszanowania dla drugiego pracownika (nieuprzejme ponaglanie, podważanie kompetencji Mirka przez przełożoną Basię). Eva Illouz pisze o wsłuchiwaniu się, rozwijaniu zdolności do odzwierciedlania czyichś intencji jako kluczowych dla umiejętności zapobiegania konfliktom i tworzeniu atmosfery współpracy. Zarówno w relacjach między pracownikami, jak i w relacjach pracownik-klient trudno mówić o rzeczywistym wsłuchiwaniu się w cudze intencje, bowiem w obu przypadkach, jeśli działanie to w ogóle występuje, jest ono powierzchowne i nieszczere.

Sfera publiczna i sfera prywatna

Wiktoriańska kultura emocjonalna przydzieliła mężczyzn i kobiety do dwóch oddzielnych sfer: publicznej i prywatnej. Nawiązując do klasycznych już badań Helen i Roberta Lyndów nad średniej wielkości amerykańskim miastem o fikcyjnej nazwie Middletown, Maria Ossowska wskazuje, iż rodzina stanowi dla amerykańskiego przedsiębiorcy tamtych czasów rzecz świętą [Ossowska 1985: 98]. Głównym zadaniem kobiety jest stworzenie ciepłego, zadbanego domu dla męża i dzieci. Kobieta nie może być nazbyt inteligentna, agresywna bądź niezależna. Nie powinna także orientować się w sprawach publicznych – to czyni ją czystszą, a przez to lepszą od mężczyzny. W ten sposób ówczesny człowiek interesu łagodził konsekwencje rozdarcia między chrześcijańskim wychowaniem a bezwzględną potrzebą osiągnięcia społecznego awansu. Rozwiązaniem staje się życie w dwóch odrębnych systemach moralnych. Hierarchia społeczna wytworzona przez podział płciowy zawiera ukryte podziały emocjonalne. Peter L. Berger pisze o „zimnym” świecie kapitalizmu, w którym międzyludzkie relacje oparte są na świadomości ich chwilowości, racjonalnym rachunku, powierzchowności i „ciepłym” świecie rodziny, przyjaciół, Kościoła i dobrowolnych stowarzyszeń [Berger 1995: 198]. Illouz zaznacza jednak, że jeśli wnikliwie przyjrzeć się przeobrażeniom kapitalizmu, jego powiązaniom ze światem emocji, zauważyć można zacieranie się konwencjonalnego podziału na wyzutą z jakichkolwiek emocji, „męską” sferę publiczną i emocjonalną, przeniknioną współczuciem i delikatnością, „kobiecą” sferę prywatną. Autorka „Emocji w dobie kapitalizmu” podkreśla: „nigdy prywatne ja nie było tak publicznie przedstawiane i wprzęgane do dyskursów i ocen sfer ekonomicznych i publicznych” [Illouz 2010: 10]. Arlie Hochschild twierdzi wręcz, że kapitalizm zdołał przywłaszczyć ludzkie emocje i nie istnieje już przestrzeń dla sentymentów, nastrojów czy reakcji, które nie byłyby ukształtowane przez „komercjalizację sfery prywatnej” [Bolton 2005].

W badanej przeze mnie prozie skuteczne oddzielenie sfery prywatnej od publicznej najczęściej kończy się niepowodzeniem. Wzorcowy przykład stanowi w tym przypadku postać Krzysztofa Lenarta. Jakkolwiek w trakcie pracy w firmie „Positive” uświadamia on sobie, że wartości dobre w pracy nie stanowią wartości człowieka o dobrym charakterze, zaś jego zaangażowanie w pracę i związane z nią koszty emocjonalne doprowadzają do zdrady, i w efekcie, rozpadu jego małżeństwa. Zabieg ten udaje się jedynie kierownikowi regionalnemu tej samej firmy – Euzebiuszowi Druttowi. Umiejętne odseparowanie tych dwóch sfer oraz cyniczne podejście do wykorzystywania prywatnych zasobów emocji, przesądza także o nieskutecznej transmutacji jego uczuć.

Nieszczęście polskiego biznesmena

Autorzy analizowanych powieści zdają się wskazywać tylko jedną drogę prowadzącą do odzyskania prawa do swoich emocji, własnej podmiotowości i godności. Dwaj koledzy Zygmunta w powieści Czwarte niebo Mariusza Sieniewicza wysadzają w powietrze fabrykę Belzekom. W finale powieści Zwał Sławomira Shutego, upokarzany i sfrustrowany bohater terroryzuje i zabija przełożoną „Hamburger Banku” (w myślach bądź faktycznie). W jednej z ostatnich scen powieści Dawida Bieńkowskiego Nic zrozpaczony ajent Andrzej Murawiec zabija dyrektora personalnego francuskiej sieci „Positive” Krzysztofa Lenarta. Zabija go omyłkowo – celował bowiem w kierownika regionalnego Euzebiusza Drutta. Rozwiązania te nie dość, że radykalne, są w dodatku nieskuteczne. Kapitalista Edward Bel-Belowski wyjeżdża do innego miasta inwestować w kolejne przedsiębiorstwo. Zabicie przełożonej filii banku bądź dyrektora personalnego polskiego oddziału firmy fast-food, nie zdoła naruszyć struktury obu wielkich przedsiębiorstw.

W książce Konserwatywna utopia kapitalizmu Marta Bucholc przytacza cytat z powieści Johanna Wolfganga Goethego Lata nauki Wilhelma Meistra zauważając, iż jednym z głównych przesłań przytoczonego fragmentu jest wizja szczęścia, które stanowić ma ukoronowanie lat ciężkiej pracy kupca:

 Nie wiem czy jest ktoś czyj umysł obejmowałby szersze horyzonty, niż umysł prawdziwego handlowca. (…) Gdy zobaczysz taką masę ludzi pracujących, gdy spostrzeżesz, jak towary przybywają, jak się je wysyła, poczujesz chęć czynnego udziału w tym ruchu. Zrozumiesz związek nawet najdrobniejszego towaru z całym handlem, przekonasz się, że nie ma w ogóle rzeczy zbyt drobnej i mało znaczącej, ponieważ każda taka rzecz pomnaża cyrkulację, z której życie twoje czepie pożywienie. Wiem, że masz serce tak bardzo czułe na wszelkie sprawy ludzkie; jakież to piękne będzie dla ciebie widowisko, gdy przed oczyma twemi rozwiną się pełne błogosławieństwa skutki szczęścia, towarzyszącego odważnym przedsięwzięciom! (…) Zysk, mój przyjacielu, nie cyframi jedynie nam się objawia; bóstwem ludzi jest szczęście i aby łaskę tego bóstwa istotnie odczuć, trzeba żyć i widzieć ludzi, którzy się naprawdę trudzą i naprawdę gorąco radują owocami swych trudów. [cyt. za Bucholc 2012: 89]

W kapitalizmie opisanym w powyższych powieściach osiągnięcie szczęścia wydaje się właściwie niemożliwe. Jedyne co pozostaje, to akt bezsilnej agresji. Istnieje jednak trop, którym można podążyć w poszukiwaniu szczęśliwego polskiego kapitalisty. Pojawia się on w retrospektywnych ujęciach początku przemian gospodarczych po roku 1989. Reliktem minionych, lepszych czasów okazuje się ponownie bazar.

Bibliografia:

1. Peter L. Berger, Rewolucja kapitalistyczna. Pięćdziesiąt tez o dobrobycie, równości i wolności, przeł. Zygmunt Simbierowicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 1995.

2. Dawid Bieńkowski, Nic, Wydawnictwo W.A.B., Warszawa 2005.

3. Sharon C. Bolton, Emotion Management in the Workplace, Palgrave Macmillan, New York 2005.

4. Marta Bucholc, Konserwatywna utopia kapitalizmu, Wydawnictwo PWN, Warszawa 2012.

5. Arlie Russell Hochschild, Zarządzanie emocjami. Komercjalizacja ludzkich uczuć, przeł. Jacek Konieczny, Wydawnictwo Naukowe PWN, Warszawa 2009.

6. Eva Illouz, Uczucia w dobie kapitalizmu, przeł. Zygmunt Simbierowicz, Oficyna Naukowa, Warszawa 2010.

7. Sławomir Shuty, Zwał, Wydawnictwo „„W.A.B.””, Warszawa 2004.

8. Mariusz Sieniewicz, Czwarte niebo, Wydawnictwo „„W.A.B.””, Warszawa 2003.

9. Max Weber, Etyka protestancka i duch kapitalizmu, przeł. Dorota Lachowska, Wydawnictwa Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa  2011.

 ***

Marta Bacewicz – socjolożka, absolwentka Międzywydziałowych Indywidualnych Studiów Humanistycznych UW. Interesuje się zagadnieniami socjologii literatury. Pod kierunkiem dr Marty Bucholc napisała pracę magisterską o etosie przedsiębiorcy w literaturze polskiej po 1989 roku. Pracuje w Teatrze Ochoty.

Fotografie – Tomasz Dubiel

 
0 komentarzy do tekstu “marta bacewicz: emocje polskiego biznesmena”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: