ewa majdecka: znowu to samo? o pozornej oczywistości słowa „partycypacja”

„Wszystko już było” – o partycypacji można powiedzieć podobnie. Liczba publikacji, badań, konferencji, wykładów, artykułów oraz wywiadów wciąż rośnie i poczucie wszechogarniającej oczywistości tego terminu może męczyć. Niby każdy wie, na czym partycypacja polega i jak ją realizować w praktyce. A jednak nieustannie okazuje się, że warto wracać do podstaw.

Dzień ogłoszenia call for papers do tego wydania „małej kultury współczesnej” zbiegł się w czasie z zakończonymi w Warszawie dwiema konferencjami o partycypacji [Zarząd Samorządu Studentów Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych EUROREG Uniwersytetu Warszawskiego, m.st. Warszawa, firma Laboratorium EE, Stowarzyszenie Kulturotwórcze Miastodwa, Koło Naukowe reArchitektury Politechniki Warszawskiej, Uczelniana Organizacja Studenci.Lokalnie! Uniwersytetu Warszawskiego 2013; Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii, Ośrodek Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich 2013]. Pomimo, że podobne spotkania raczej nie bywają odkrywcze, to te rzeczywiście przyniosły kilka refleksji na  temat partycypacji – udowadniając, że jesteśmy jej bardzo początkującymi użytkownikami.

Partycypacja? Czyli co?

Mówiąc o partycypacji intuicyjnie porozumiewamy się po względnie podobnym polu znaczeniowym i uznajemy ją za działania włączające obywateli w podejmowanie publicznych decyzji. Czasem jednak różnice definicyjne lub kładziony akcent wydają się wykluczać dyskutantów z wymiany poglądów o tym samym, choć kryjącym się pod jedną nazwą, pojęciu. Ten problem stał się również istotny podczas dwóch wymienionych już konferencji. Pytanie o definicję partycypacji odnosi bowiem do pytania o sens i motywację do działań partycypacyjnych.

Podczas debaty Warszawa Obywatelska [Państwomiasto, Instytut Obywatelski 2013] mogliśmy usłyszeć od dyrektora Centrum Komunikacji Społecznej, że konsultacje społeczne są organem doradczym i to do urzędnika należy później obowiązek podjęcia ostatecznej decyzji w sprawie, w której może, ale nie musi brać pod uwagę opinię mieszkańców. Reakcją na te słowa był zdecydowany sprzeciw zgromadzonej publiczności, wynikający z poczucia wykorzystania oraz nieuczciwości. Skoro przecież mieszkańcy wystąpili z wnioskiem o przeprowadzenie konsultacji, to też wymagają realizacji ich wyników. Sherry R. Arnstein celnie opisuje konsultacje jako jedne z działań pozornych – na opracowanej przez siebie drabinie partycypacji umieszcza je w połowie drogi do najwyższego stopnia, czyli kontroli społecznej [Arnstein 2012: 16]. Przykładem słabej kondycji konsultacji mogą być te, które poprzedziły rewitalizację Ogrodu Krasińskich – mieszkańcy odnieśli się do niej negatywnie (przede wszystkim do wycinki drzew oraz zbudowania ogrodzenia), jednak urzędnicy, zgodnie z tezą Arnstein, podjęli przeciwną decyzję. Mieszkańcy poczuli się oszukani i zmanipulowani. Taka sytuacja poskutkowała licznymi protestami i aktami na granicy przemocy, gdy dwukrotnie przewrócono płot wokół  remontowanego Ogrodu. Poziom frustracji okolicznych mieszkańców można było dostrzec między innymi podczas jednej z konsultacji regulaminu mającego obowiązywać w Ogrodzie. Uczestnicy postanowili wykorzystać spotkanie do podzielenia się swoimi refleksjami dotyczącymi całego procesu rewaloryzacji. Jako uczestniczka opisywanych warsztatów, zaobserwowałam ogromny brak zaufania obywateli do władz miasta przeprowadzających konsultacje – warsztaty przerodziły się w gorącą wymianę myśli między uczestnikami na temat źle zastosowanych konsultacji. W efekcie warsztat o regulaminie Ogrodu odbył się jedynie częściowo.

źródło: http://www.srodmiescie.it.pl/cms/prt/view/o-krasinskich-drzewa.html
źródło: http://www.srodmiescie.it.pl/cms/prt/view/o-krasinskich-drzewa.html

Emocje towarzyszące tej dyskusji można odnaleźć również w liście do Ambasadora Królestwa Norwegii, który – tuż przed spotkaniem podsumowującym cały proces konsultacji w sprawie Ogrodu – wystosowały organizacje pozarządowe oraz działacze społeczni. Wybór adresata listu wynika z faktu, że Norwegia za pomocą tak zwanych funduszy norweskich dotowała realizację konsultacji społecznych między innymi w Warszawie. Działacze wymieniają liczne uchybienia, które miały miejsce w trakcie procesu konsultacyjnego, nazwanego przez nich fasadowym, na które Ambasador jako przedstawiciel swojego kraju będącego grantodawcą działań powinien zwrócić uwagę (List do Ambasadora Królestwa Norwegii w sprawie konsultacji społecznych o Ogrodzie Krasińskich 2013). List był jednak działaniem na swój sposób symbolicznym – polegał na odwołaniu się do instytucji, która nie ma prawnego wpływu na Warszawę, a akurat opisywane konsultacje nie zostały sfinansowane ze środków Norweskiego Mechanizmu Finansowego. To działanie można więc zinterpretować jako odwołanie się do innego niż miasto reprezentanta władzy, szukanie możliwości nacisku na instytucję, do której część obywateli nie ma zaufania.

Uczestnicy tych i wielu innych konsultacji nie rozumieją, dlaczego podjęto odmienne niż wybrane przez nich rozwiązanie, a partycypację mogą przez to traktować jak zaproszenie na miłe i uroczyste spotkanie przy jednym stole, z którego zostają nagle, niespodziewanie i bez wyjaśnienia wyproszeni. Nie powrócono do nich z wynikami konsultacji i nie wytłumaczono swoich decyzji. Taka sytuacja może powodować efekt odwrotny do zamierzonego.

Jeszcze innym sposobem rozumienia partycypacji i formułowania swoich opinii, jest niefortunne i zadziwiające nawiązanie burmistrza Dzielnicy Śródmieście m.st. Warszawy Wojciecha Bartelskiego do Pierre’a Bourdieu podczas debaty „Miasto. Partycypacja. Zarządzanie” [Fundacja Batorego, Res Publika Nowa 2013]. Przytoczył on definicję „przemocy symbolicznej, która polega na tym, że klasy dominujące debatę publiczną, stosują przemoc niefizyczną, nie wojskiem, nawet nie ekonomiczną, tylko przemoc językiem, przemoc ukierunkowaną na sposób myślenia. I moim (Bartelskiego) zdaniem (Bourdieu) ten argument a contrario zastosował. To, co w jego ustach jest złe, ja (Bartelski) bym obrócił jako narzędzie konieczne” [Fundacja Batorego, Res Publika Nowa 2013: 19min 40s-20min 5s]. Te słowa wywołały żywą dyskusję wśród badaczy i działaczy społecznych, doczekały się nawet własnego mema:

autor nieznany / źródło: https://scontent-a-vie.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/1441248_182939401897790_1830290585_n.png
autor nieznany / źródło: https://scontent-a-vie.xx.fbcdn.net/hphotos-ash3/1441248_182939401897790_1830290585_n.png

Incydent ten niebezpiecznie przypomina fragment amerykańskiego serialu komediowego Parks and recreation, który przedstawia pracę jednego z wydziałów urzędu miasta. W jednym z odcinków poznajemy kulisy wizyty przedstawicieli partnerskiego miasta z Wenezueli. Amerykanie pokazują wszystko to, czym w ich przekonaniu mogą się pochwalić, czyli przede wszystkim świetnie działającą demokrację. Wenezuelczycy są jednak zdziwieni, że właśnie takie przejawy demokracji, jak choćby konsultacje społeczne, są powodem do dumy Amerykanów. Wizytujący Pawnee goście reprezentują dyktatorskie państwo Hugo Chaveza (emisja w 2009 roku) – gdyby mieli organizować konsultacje, traktowaliby je najprawdopodobniej jako przykry obowiązek, bo bez względu na wynik realizowaliby założenia zgodne z jedynie słuszną perspektywą władzy centralnej, według której to obywatel służy realizacji celów władzy i jest jej narzędziem.

Banalny, wydawałoby się, problem (czy tylko jeden?) definicyjny, wymaga więc natychmiastowego wręcz wyjaśnienia.

Moda, moda, moda

Popularność partycypacji (a czasem również ustawowy obowiązek wykorzystywania różnych jej form, głównie konsultacji społecznych [Zychowicz 2011:11-19]) sprawia, że zbyt rzadko zadajemy sobie pytanie o jej sens i cel. Jednym z najlepszych przykładów, którego miałam okazję być świadkiem, stały się warsztaty podczas konferencji „O mieście z mieszkańcami” [Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii, Ośrodek Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich 2013] organizowane we współpracy z Narodową Galerią Sztuki Zachęta, Urzędem m.st. Warszawy i partnerami społecznymi. Chętni uczestnicy konferencji zostali zaproszeni do wypracowania pomysłów dla rewitalizowanego w najbliższym czasie placu Małachowskiego oraz odnalezienia potencjalnych partnerów zainteresowanych włączeniem się w „gospodarowanie” tym terenem. Spotkanie zaczęło się od prezentacji przygotowanej przez pracowniczkę Galerii, która przedstawiała wstępne pomysły wypracowane samodzielnie przez zespół Zachęty. Sposób przedstawiania tych planów – mało entuzjastyczny, nużący – które miały inspirować nas, uczestników warsztatu, do twórczej pracy wokół ważnego przecież tematu, wzbudził nasze wątpliwości. Jedno z pierwszych pytań zadanych przedstawicielce Zachęty dotyczyło motywacji do „wyjścia” Galerii na plac Małachowskiego i chęci włączenia mieszkańców Warszawy w działalność Zachęty. Odpowiedź, która padła była enigmatyczna i pogłębiła poczucie rozczarowania sytuacją – oczekiwaliśmy słów, które sprawią, że plac Małachowskiego stanie się dla nas ważny, słów, które zachęcą do działań, pobudzą wyobraźnię, zaszczepią energię do pracy w grupach, a spotkaliśmy się z niepewnością i znudzeniem pracowniczki Galerii, która swoją wypowiedzią udowodniła, że zespół instytucji prawdopodobnie nie zadał sobie tego pytania wcześniej lub nie potrafi podzielić się swoją wizją. Dalszą pracę odnoszono już głównie do tych wypowiedzi i wciąż podkreślano poczucie bezsensowności wspólnej burzy mózgów. Bowiem jeżeli nie wiemy, dlaczego sięgamy po narzędzia partycypacji, to czy możemy do niej skutecznie zachęcać?

Podczas tej samej konferencji jedna z francuskich uczestniczek powiedziała, że zajmuje się „praktyką” i w codziennej pracy nie używa takich „metakategorii” jak przyczyna i cel partycypacji [Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii, Ośrodek Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich 2013]. Takie słowa wypowiedziane podczas konferencji poświęconej partycypacji budzą pewne wątpliwości, ponieważ pojawia się pytanie, czy nie gubi się przy tym sens takich „bezrefleksyjnych” działań oraz czy brak czasu na chwilę namysłu nad ich celem jest wystarczającym usprawiedliwieniem. Czy w natłoku podręczników dobrych praktyk nadal pamiętamy, w jakim celu po nie sięgamy? Odpowiedź przywodzi na myśl doświadczenie z warsztatów w Zachęcie – niemożliwe jest robienie czegoś dobrze, skoro nie wiemy (lub wciąż nie przypominamy sobie), po co to robimy.

Moda na partycypację nie zlikwiduje innego poważnego i chyba podstawowego problemu, który uniemożliwia swobodne korzystanie z jej narzędzi. Brak zaufania do siebie nawzajem i do władzy publicznej zamyka drogę do prawdziwego partnerstwa w podejmowaniu decyzji. Brak zaufania, czyli brak symetrii w układzie obywatel-przedstawiciel władzy tworzy sytuację, w której to obywatel jest ewentualnie zapraszany do rozmowy, a nie odwrotnie. Mimo, że prawo do niepartycypacji jest równie ważne jak prawo pozytywne [Think tank „Niepartycypacja” 2012:97-98], to u podstaw tego pojęcia musi stać wybór. By wykluczona z życia społecznego grupa mogła świadomie nie uczestniczyć, powinna najpierw zostać włączona do równych sobie obywateli.

Partycypacja dla wybranych?

Partycypacja to włączanie – radość z każdej osoby, która bierze w niej udział. Czy oprócz dumy ze statystyk pozostaje chwila na zastanowienie się nad tym, kto uczestniczy, a kto nie?

Efekt pogłębiających się różnic w poziomie dochodów w Polsce [Gdula 2011: 247] da się dostrzec również w partycypacji obywatelskiej. Leszek Porębski podczas konferencji „O mieście z mieszkańcami” [Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii, Ośrodek Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich 2013] mówiąc o partycypacji sieciowej wskazał dwie hipotezy: mobilizację, czyli efekt uaktywnienia dzięki Internetowi grup, które wcześniej nie włączyły się w podobne procesy oraz stabilizację wzorców, inaczej mówiąc „nawracanie nawróconych” – Internet umożliwił większą aktywność osobom, które i tak wcześniej działały, włączały się w partycypację niewirtualną. Jednocześnie Porębski zwrócił uwagę, że osoby aktywnie używające Internetu jako narzędzia partycypacji charakteryzowały się stosunkowo wysokim dochodem oraz wykształceniem. Te czynniki sprawiają, że dostęp do sieci jest dla tych osób ułatwiony, a co za tym idzie grupa zaangażowanych jest grupą uprzywilejowanych – partycypacja przestaje być włączaniem, a staje się raczej wykluczaniem, co pogłębia wcześniej istniejące problemy.

Podobną kwestię uwypukla Przemysław Sadura w artykule „Za obywatelskie zaangażowanie trzeba płacić” [Sadura 2012: 40-50]. Trudno oczekiwać zaangażowania się w procesy partycypacyjne od osób, które nie mają zapewnionych podstawowych potrzeb życiowych – wpływ na zaangażowanie mają dochody, długi, zmianowy czas pracy czy opieka nad dzieckiem.

Warunki umożliwiające udział wszystkich osób potencjalnie zainteresowanych daną kwestią są podstawą, od której właściwa partycypacja się rozpoczyna. Przeszkodą nie powinien być uzyskiwany dochód czy brak obywatelstwa danego państwa. Wiedza, którą mogą wnieść osoby partycypujące, nie zależy od tych czynników. Na takim przekonaniu opiera się Benjamin Barber, który w wywiadzie dla Gazety Wyborczej zaznacza, że „państwa umierają, miasta nas zbawią” [Barber 2013]. Istotniejsze staje się miejsce zamieszkania, z czego zdają sobie sprawę władze Toronto, gdzie osoby nieposiadające kanadyjskiego paszportu mogą korzystać z usług komunalnych.

Kwestie, nad którymi chętnie debatować będą mieszkańcy czy projekty, które z zapałem postanowią współtworzyć, to te dla nich najbliższe. Taką ciekawość można spróbować wywołać, co próbowałam przedstawić na nieudanym przykładzie Zachęty, ale może ona także w sposób naturalny dotyczyć tego, co doświadczane na co dzień. Zatem miasto, dzielnica, osiedle, ulica, okoliczny dom kultury, szkoła czy przychodnia to właśnie obszary, które mogłyby wywoływać zainteresowanie. Dlaczego jednak te potencjalnie interesujące tematy nie zawsze wywołują chęć do uczestnictwa?

Być może dlatego, że nie wszyscy czują się zaproszeni – aby partycypacja miała sens konieczne jest dopuszczenie do współdecydowania wszystkich zainteresowanych daną kwestią grup tak, aby osiągnięte rozwiązanie odpowiadało na możliwie wiele potrzeb.

***

  1. Centrum Deliberacji w Instytucie Socjologii Uniwersytetu Warszawskiego, Ośrodek Kultury Francuskiej i Studiów Frankofońskich, O mieście z mieszkańcami, Uniwersytet Warszawski, 23-24.10.2013, http://www.miasto-ville.uw.edu.pl/index.php, dostęp 20.11.2013.
  2. Fundacja Batorego, Res Publika Nowa, Miasto. Partycypacja. Zarządzanie, Fundacja Batorego 20.11.2013, http://www.transmisjeonline.pl/batory, dostęp 22.11.2013.
  3. 3.      Lech Mergler, Kacper Pobłocki, Nic o nas bez nas. Polityka skali a demokracja miejska, Respublika Nowa 2010, nr 201/202, https://www.academia.edu/3109226/nic_o_nas_bez_nas_mergler, dostęp 22.11.2013.
  4. List do Ambasadora Królestwa Norwegii w sprawie konsultacji społecznych o Ogrodzie Krasińskich, http://www.zieloni2004.pl/art-5133.htm, dostęp 05.12.2013.
  5. Maciej Gdula, Transformacja i system klasowy w Polsce, w: Polska po 20 latach wolności, red. M. Bucholc, S. Mandes, T. Szawiel, J. Wawrzyniak, Wydawnictwo Uniwersytetu Warszawskiego, Warszawa 2011.
  6. Państwomiasto, Instytut Obywatelski, Warszawa obywatelska, Państwomiasto 01.10.2013, https://www.facebook.com/events/390920904373852/, dostęp 19.11.2013.
  7. Przemysław Sadura, Za obywatelskie zaangażowanie trzeba płacić, w: Partycypacja. Przewodnik Krytyki Politycznej, red. J. Erbel, P. Sadura, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
  8. Sherry R. Arstein, Drabina partycypacji, w: Partycypacja. Przewodnik Krytyki Politycznej, red. J. Erbel, P. Sadura, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
  9. Think tank „Niepartycypacja”, Manifest nieuczestnictwa, w: Partycypacja. Przewodnik Krytyki Politycznej, red. J. Erbel, P. Sadura, Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2012.
  10. Zarząd Samorządu Studentów Centrum Europejskich Studiów Regionalnych i Lokalnych EUROREG Uniwersytetu Warszawskiego, m.st. Warszawa, firma Laboratorium EE, Stowarzyszenie Kulturotwórcze Miastodwa, Koło Naukowe reArchitektury Politechniki Warszawskiej, Uczelniana Organizacja Studenci.Lokalnie! Uniwersytetu Warszawskiego, CITY PARTNERSHIPS – o współpracy międzysektorowej w kontekście nowej Perspektywy Finansowej UE 2014-2020, Biblioteka Uniwersytetu Warszawskiego 17-18.10.2013, http://citypartnerships.org/, dostęp 20.11.2013.
  11. Zbigniew Zychowicz, Przeprowadzanie konsultacji społecznych w samorządzie, Instytut Rozwoju Regionalnego, Szczecin 2011, http://www.szczecin.pl/UMSzczecinSwiat/files/AD4F41AB6CB94E78993C199743E0FB84/Podr%C4%99cznik%20przeprowadzania%20konsultacji%20spo%C5%82ecznych%20w%20samorz%C4%85dzie.pdf, dostęp 20.11.2013.

***

ewa majdecka – socjolożka kończąca studia w Instytucie Stosowanych Nauk Społecznych Uniwersytetu Warszawskiego oraz animatorka kultury. Obszary zainteresowań badawczych: nowe trendy społeczne (ostatnio trend do niekupowania oraz ceremonie humanistyczne), innowacyjne instytucje kultury, partycypacja obywatelska, socjologia młodzieży. /ewa.majdecka@gmail.com/

 
0 komentarzy do tekstu “ewa majdecka: znowu to samo? o pozornej oczywistości słowa „partycypacja””

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: