piotr kubkowski, kornel stanisławski: ulica potoki

kasia i aparat

Warszawa – choć nie jako jedyna w Polsce – zmaga się z opinią, że nie przypomina miasta, że w gruncie rzeczy to wieś czy wiocha. Że jej mieszkańcy to nie mieszczanie, a wieśniacy, „słoiki” ze ściany wschodniej lub przypadkowa kompozycja cwaniaków, którzy wojnę przeżyli i co sprytniejszych, którzy zjawili się tu, by żerować na ruinach (oraz ich potomków). Że jako stolica pasożytuje na całym kraju, drenując prowincję z ludzi utalentowanych i pracowitych. Że to wiocha nie tylko pod względem demograficznym czy cywilizacyjnym, ale też urbanistycznym i architektonicznym. Że jej planistyczna forma to antystruktura, a architektoniczne wypełnienie to dziadostwo.

 

kasia i aparat

Podobnie jak w niewielu polskich wsiach rozpoznać można zasiedleńczy „niemiecki” porządek właściwy wsiom Europy Zachodniej (a niejedna z nich była lokowana na takim prawie), tak też w niewielu miastach odnaleźć można magdeburską matrycę – cóż, „taką mamy historię” i nie miejsce tu, aby się nad tym szerzej rozwodzić czy powielać utyskiwania krytycznych estetów. Można za to, parafrazując ks. Chmielowskiego, odpowiedzieć „Miasto, jakie jest, każdy widzi” – zwłaszcza w naszej części Europy. Wykombinowane, zszyte z mniejszych miasteczek, rozwijające się skokowo, najczęściej bezładnie, sklecone zgodnie z fantazją (lub po prostu bez namysłu) przez architektów poszczególnych osiedli, deweloperów czy urzędników podmiejskich gmin wydających pozwolenia na budowę. Ale nawet pogodziwszy się z gatunkowym zmieszaniem stolicy jako miasta, nie musimy rezygnować z pytań, co z tego zmieszania wynika dla jego mieszkańców, jak przestrzeń rzutuje na ich codzienne praktyki, relacje i komunikację. W istocie są to inaczej postawione pytania o wieś w mieście.

kasia i aparat

Wieś Potok w mieście Warszawie znalazła się jeszcze za czasów II Rzeczypospolitej. Po wojnie cofnięto pozwolenia na budowę nowych domów (choć jak mówi jeden z mieszkańców, borykający się z nakazem rozbiórki nielegalnie rozbudowanego w ostatnich latach budynku, wystarczyło wówczas „posmarować”) i planowano wytyczenie parku i zorganizowanie terenów rekreacyjnych – plan ten zresztą znów wydaje się aktualny. Zabudowę dawnej wsi chronią zapisy regulujące utrzymanie stanu całej skarpy wiślanej, trudno jednak powiedzieć czy obronią ją przed zakusami deweloperów, których inwestycje coraz szczelniej oblegają osadę. Z perspektywy jezdni alei Wilanowskiej (ani z żadnej innej ruchliwszej ulicy) nie dostrzeżemy zabudowań dawnej wsi. Zwrócimy za to uwagę na znaczący w tym kontekście budynek Żółtej Karczmy, siedzibę Muzeum Historii Polskiego Ruchu Ludowego. Historia willi sama w sobie wiele mówi: uprzednio znajdowało się tu muzeum spółdzielców, a jeszcze wcześniej w latach międzywojennych – hodowla psów myśliwskich, a więc sanktuarium praktyki par excellence szlacheckiej. Jak na ironię ten wciśnięty między apartamentowce neorenesansowy budynek, mieszczący placówkę dokumentującą życie wsi, zasłania przed oczami warszawiaków wiejskie oblicze ich miasta.

kasia i aparat

 

Raport fotograficzny jako esej wizualny powinien bronić się sam, a zarazem odczuwamy opór, aby pozostawić te zdjęcia bez dopowiedzenia. Fotografie zrobiliśmy w dorzeczu (to Tyrmandowe określenie szczególnie tu pasuje) ulicy Potoki, przy Bocheńskiej i Jaśminowej, a więc w okolicy zbiegu ulicy Bukowińskiej i alei Wilanowskiej – gdzieś tu, pod skarpą wiślaną przebiega administracyjna granica między częściami Mokotowa: Ksawerowem a Stegnami. Wszyscy mieszkańcy domostw, z którymi rozmawialiśmy, to ludzie żyjący tam od dekad, nieraz od urodzenia. Niektóre domy już mieszkańców nie mają, inne, te dopiero budowane, jeszcze nie. Część jest zadbana „po nowemu”, z klinkierem, kanarkowym tynkiem, keramzytową opaską wokół budynku i tujami książkowymi w szpalerze, inne w stylu najntisowym pokryte sajdingiem z dekoracją z pieńka, opony i fantazyjnie wygiętego kija. Jeszcze inne w stanie ruiny lub po bricoleur’sku sklecone, wyglądają jak wycinek faweli czy bidonville, nie inaczej niż egzemplifikacje „kultury ubóstwa” badanej przez Tomasza Rakowskiego [Rakowski 2009: 7 i n.], choć my (przecież z aparatem) czuliśmy się tyleż jak antropolodzy-wizytatorzy nędzy, co jak uczestnicy – parafrazując Jakuba Majmurka -– „klasowego foto-safari” [Majmurek 2014]. Mieszkańcy narzekają na „gminę”: że drogi ubitej nie ma, że na przebudowę nie chce wydać zgody, że brak kanalizacji i trzeba korzystać z szamba, na pobliskie budowy: że jeżdżą ciężkim sprzętem i uszkodzili studnię; ale chwalą sobie spokój i powietrze. Psiarze z okolic Bukowińskiej marzą, aby miasto zrobiło tu park (na wsi bowiem miejsca na parki nie ma), ale narzekają na śmiecie i nieporządek. Mieszkańców nowych, budowanych osiedli jeszcze nie ma, na ich ustawione w szeregu bloczki i kilku niemrawo pracujących robotników patrzy wiejski kundel. Fotograficzna relacja pozwala wyobrazić sobie towarzyszące obrazom zapachy: mokrej ziemi, wiosny, spalin samochodów stojących w korku do Miasteczka Wilanów i dźwięków: szczekającego psa (przepraszamy za banał), gdaczących kur, pobliskiej budowy i ruchu ulicznego.

kasia i aparat

Kontrastowych zestawień ani w opisie, ani w fotografii tego miejsca nie potrafiliśmy i nie chcieliśmy uniknąć, dlatego w jednym kadrze z rolniczym gospodarstwem mieszczą się kominy Siekierek, nowe osiedle bądź wieże z Bukowińskiej. Trochę nasuwa to na myśl kadry z Paciorków jednego różańca Kazimierza Kutza, w których jednorodzinne domy osiedla-ogrodu Giszowca burzone są pod budowę przykopalnianego osiedla wielkopłytowych molochów. A nawet jeśli nowoczesnej architektury na niektórych zdjęciach nie widać, to pamiętamy, że w pobliżu jest Dworzec Południowy i kolejka podziemna („blisko stacji metra – poniżej kilometra” jak rymem zachwala baner inwestora), fitness cluby, supermarkety i wiemy, że według planu stolicy naprawdę znajdujemy się niemal w jej środku.

Zdjęcia działek, ogrodów i wnętrz w miarę możliwości robione były za zgodą obecnych właścicieli. Wszystkie zdjęcia: Piotr Kubkowski i Kornel Stanisławski

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

 

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

kasia i aparat

Bibliografia:

Tomasz Rakowski, Łowcy, zbieracze, praktyki niemocy. Etnografia człowieka zdegradowanego, słowo/obraz terytoria. Gdańsk 2009.
Jakub Majmurek, Mały film o rozmijaniu, http://www.krytykapolityczna.pl/artykuly/film/20140906/majmurek-maly-film-o-rozmijaniu, dostęp 12 grudnia 2014.
Kazimierz Kutz, Paciorki jednego różańca, 1979 r.

 

***

kornel stanisławski – amerykanista i luzytanista, nauczyciel języków i kultur obcych w Instytucie Studiów Iberyjskich i Iberoamerykańskich UW, twórca projektu muzycznego Jest Wielka Dziwna Grupa 568 oraz gitarzysta Calculators i Czuwir
 
piotr kubkowski – kulturoznawca i historyk, w Instytucie Kultury Polskiej UW przygotowuje pracę doktorską o Warszawskim Towarzystwie Cyklistów, interesuje się sportem, męskością, miastem i architekturą
 
1 komentarz do tekstu “piotr kubkowski, kornel stanisławski: ulica potoki”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: