natalia skoczylas: twarze bezdomności

Tents_along_the_Canal_St_Martin_by_aleske_in_Paris

Przyglądanie się bezdomności staje się znacznie ciekawsze, kiedy własne pojęcie „posiadania domu” przestaje przystawać do norm społecznych. Doświadczyłam tego sama, wybierając życie nomadyczne, w którym priorytetowe stały się międzykulturowe doświadczenia i najróżniejsze zajęcia, zaspokajające moje kluczowe potrzeby przeżywania i uczenia się nowych rzeczy w odmiennych środowiskach. Zmusiłam się do przemyślenia kwestii bez-domności. Mieszanka nieustannego reisefieber i niepewności co do zastanych warunków i zarobków sprawiają, że zagadnienie to staje się dużo bardziej skomplikowane. Nomadyczna osoba naraża się na stres za każdym razem, gdy zmienia miejsce, nie wiedząc, co zastanie u celu. Nomadyzm jest zgodą na nieposiadanie domu rozumianego w tradycyjnym sensie; jest krokiem w kierunku przeformułowania konwencjonalnej idei domu jako miejsca, w którym spędzamy większość swojego życia.

Z drugiej strony – jak bardzo jest to sytuacja różna od tej, którą na co dzień przeżywa całkiem spora część obecnych studentów, absolwentów, uczniów szkół technicznych, pracowników, słowem: prekariatu? Poczucie zagrożenia i niepewności, związane z możliwością nagłej utraty dachu nad głową nie jest już tylko abstrakcją dla wykluczonej grupy ludzi. Im głębszy staje się kryzys klasy średniej, im mniej polityka społeczna zajmuje się problemami radzenia sobie z bezrobociem i pomocy wykluczonym, tym szersza część społeczeństwa nieuchronnie staje na krawędzi, z której spadek oznacza różnorako doświadczaną bezdomność. Na 30 tysięcy bezdomnych osób w Polsce aż 2% to osoby z wyższym wykształceniem (są to dane z 2013 roku, kiedy ostatni raz policzono bezdomnych w kraju) (1). Dom, marzenie, jakie chcą zrealizować wszystkie młode osoby, podejmując wyrzeczenia i absurdalnie trudne wybory, stopniowo przestaje być nieuchronnym ukoronowaniem kariery i wysiłku wielu z tych osób. Przy rosnących kosztach życia i malejących możliwościach znalezienia sensownej (a nawet jakiejkolwiek) i dobrze płatnej pracy, wielu młodych nie uratuje przed porażką nawet tytuł inżyniera. Bezdomność stała się mrocznym widmem wiszącym nad tysiącami osób, a strach przed nią utrzymuje wielu młodych ludzi w ryzach neoliberalnego rynku, pełnego frustrujących stanowisk pracy. Mityczny dom staje się mirażem – zbudowanie czy kupienie na własność stu metrów kwadratowych stało się przedsięwzięciem na dekady, dostępnym tylko dla wybranych. Z drugiej strony, ideał posiadania domu, z kilkoma sypialniami i dużą kuchnią (idealnie z garażem), nie słabnie, wywierając tym większą presję na młodej klasie średniej (ale i na robotnikach, którym to samo marzenie spędza sen z oczu). Tym gorzej, że dzieje się to w czasach, w których idea urban sprawl, rozpełzających się przedmieść, została skompromitowana przez dziesiątki naukowców, badaczy, architektów, socjologów i planistów. Ikoną tej krytyki stała się w latach 60-tych Jane Jacobs, wydając klasyczne dzieło Death and Life of Great American Cities, broniące różnorodności w mieście jako źródła jego wzrostu, w przeciwieństwie do destrukcyjnych efektów tzw. euklidejskiego planowania, gdzie każda część miasta ma pełnić bardzo specyficzną rolę [David C. Soul, 2006]. W 2014 roku ukazała się obszerna praca Benjamina Rossa zatytułowana Dead End: Suburban Sprawl and the Rebirth of American Urbanism, w której analizuje on fenomen amerykańskich przedmieść, krytykując ich dysfunkcjonalność i wskazuje przykłady miast, którym udało się zastąpić rozpełzające się osiedla mądrym, demokratycznym planowaniem i przystępnymi mieszkaniami socjalnymi.

W tym kontekście bezdomność, w jej wielu obliczach, może stać się ciekawą lekcją, dotyczącą radzenia sobie z brakiem permanentnego schronienia, opieką zdrowotną, społecznego współistnienia, budowania alternatywnego ekosystemu, rządzącego się nieco innymi zasadami. Schematy, według których funkcjonujemy (np. 30-latek wynajmujący mieszkanie to nieudacznik; dom jako więzienie na okres dekad spłacanego kredytu; klasy średnie przenoszące się do przypominających getta nowoczesnych osiedli) i dylematy w postaci nieosiągalnych i niespłacalnych kredytów dla prekariatu, warto zderzyć z ich absolutnym przeciwieństwem i zobaczyć, jak świat organizuje się na obrzeżach. Bezdomni i mieszkańcy slumsów pokazują radykalnie nowe sposoby nie tylko na mieszkanie, ale na organizowanie się w społeczności – dając bardzo ciekawe lekcje. Świetnym przykładem był tzw. „Najwyższy slums świata” w Wenezueli, wieżowiec okupowany w latach 2007 – 2015 przez bezdomnych, który stał się tematem książek, a nawet Biennale Architektury w Wenecji w 2012 roku (2). Torre David było przykładem okupacji wręcz symbolicznym: setki bezdomnych rodzin wprowadziło się do prestiżowego biurowca, zaprojektowanego przez znanego wenezuelskiego architekta. Budowa obiektu rozpoczęła się w 1990 roku, i została zatrzymana cztery lata później, w związku z bankowym kryzysem w kraju. Do dziś wieżowiec pozostaje pusty – poza tą niespełna dekadą, kiedy dwieście rodzin stworzyło w nim imponujący ekosystem, z nielicencjonowanym dentystą i sklepami. Dając schronienie ponad pięciu tysiącom osób w szczytowym okresie (co stanowiło 40% mieszkańców tzw. nieformalnych społeczności), Torre David było imponującym przykładem energii i zaradności osób bezdomnych (3). Jest to znakomita lekcja dla polityków społecznych, narzekających na nieudacznictwo, lenistwo i bezradność bezdomnych.

Jak opowiadał Łukasz Surowiec w wywiadzie dla „Dwutygodnika”: „Jeżeli jakiś bezdomny ukradnie coś bezdomnemu, to nie ma policji, która go będzie ścigać, ani adwokata, który go wybroni. Dlatego ich relacje muszą być oparte na ścisłej współpracy i zaufaniu. To mi odpowiada” [Zmyślony 2015]. Odrzuceni, zapomniani, samotni ludzie budują od podstaw swój ekosystem wykluczenia, żyjąc na odpadach „normalnego społeczeństwa”. Oto kilka przykładów ciekawych lekcji i projektów, które podeszły do zagadnienia bezdomności z otwartością i zainteresowaniem.

Dzieci Kanału

Grupa Les Enfants du Canal, która postanowiła pomóc bezdomnym, zaczęła działać w 2006 roku w okolicy kanału Saint Martin, w samym sercu hipstersko-burżuazyjnej, kolorowej części Paryża (4). Jednym z ich flagowych projektów było zdobycie od Decathlonu setek namiotów, które następnie rozłożono wzdłuż kanału i pozwolono zagospodarować osobom w potrzebie. Akcja miała miejsce w 2006 roku i każdy, kto spędzi trochę czasu spacerując po Paryżu, przekona się o sile tej akcji – namioty, zamieszkiwane przez bezdomnych, w różnych częściach miasta widać do dzisiaj. Z zaproszenia skorzystało wówczas trzysta pięćdziesiąt osób, w tym rodziny z dziećmi, a schronienia zapewnione przez organizację pomogły im przetrwać zimę.

Organizacji, rzecz jasna, nie udało się rozwiązać gigantycznego problemu bezdomności we francuskiej metropolii. Wymaga to woli politycznej i nakładów, które władze inwestują raczej w przebudowywanie przystanków i obklejanie parapetów szkłem oraz zamykanie parków na noc. Les Enfants du Canal przyjęli inną taktykę: oswoić, udomowić bezdomność i stworzyć dla niej przyjazne warunki. Udomowienie bezdomności odbywa się na wiele sposobów – można zaoferować bezdomnym namioty (jest to forma akceptacji potrzeby bycia poza systemem, jaką niektórzy bezdomni podkreślają), albo alternatywne modele mieszkania.  Wciąż niestety brakuje w miastach odważniejszych i bardziej radykalnych form architektonicznej otwartości i gościnności takich jak tanie schroniska dla wędrujących, przenośne moduły, kempingi i inne,  trudne do wyobrażenia dla większości z nas, alternatywy.

Jednym z flagowych, regularnych projektów stowarzyszenia Les Enfants jest kupowanie i rozdawanie bezdomnym radioodbiorników (partneruje im w tym francuskie radio narodowe RTL). W ubiegłym roku udało się dostarczyć bezdomnym dwa tysiące odbiorników, które działają dzięki baterii słonecznej lub dynamo. To genialny pomysł na to, aby włączyć do regularnego obiegu informacji osoby z niego wykluczone. Choć brakuje badań na temat efektów tej interwencji, nie ulega wątpliwości, że jest to właściwy krok w kierunku włączenia ich do życia społecznego. Radio RTL poszło o krok dalej i w ramach wsparcia dla kampanii zadedykowało całą ramówkę 15 grudnia 2014 roku problemowi bezdomności – w tym skandalicznie wczesną audycję, między 4:30 a 7:00, w której bezdomni opowiadali o swoim życiu i o tym, w jaki sposób radio dało im na nowo kontakt ze społeczeństwem (5).

Les Enfants prowadzą ponadto The Marauding – regularne patrole w kilku dzielnicach miasta i na przedmieściach, których misją jest nawiązanie przyjaznych relacji z napotkanymi bezdomnymi. Idea jest prosta: znając konkretne przypadki i historie, stowarzyszeniu łatwiej jest z nimi pracować. W niesieniu pomocy bezdomnym indywidualne podejście wydaje się kluczowym, a jednak wyjątkowo zaniedbanym, elementem. Dopiero znając historie, potrzeby i problemy każdej z tych osób można zwrócić się do nich z odpowiednim schronieniem, pomocą medyczną, możliwością podjęcia pracy. Chociaż statystyki i badania coraz częściej dostarczają bardziej specyficznej wiedzy na temat płci, wieku, wykształcenia, sytuacji rodzinnej osób niemających domu, wciąż brakuje politycznej i społecznej woli traktowania bezdomności nie jako abstrakcyjnego, ogólnego zjawiska, obejmującego leniwe i/lub „patologiczne” osoby, ale raczej jako wyniku skomplikowanego splotu okoliczności i decyzji, problemów ekonomicznych i niedostatecznie odpowiadającej na nie polityki społecznej.

Busarbi – przez cztery dni w tygodniu Stowarzyszenie otwiera swoje progi dla bezdomnych właścicieli zwierząt (i nie tylko). Świetlica, która ma dawać schronienie i możliwość relaksu w ciągu dnia, oferuje też darmową kawę i pomoc pracowników społecznych. Fakt, że każdy może przyjść ze swoim zwierzęciem, wydaje się banalnie prostym i genialnym zarazem pomysłem – do budowania zaufania w miejscu odpoczynku konieczna jest otwartość i akceptacja. Z polskiej rzeczywistości znamy przede wszystkim miejsca, w których szereg rzeczy (takich jak zwierzęta czy alkohol), będących częścią codzienności bezdomnych, jest zabraniana – skutecznie zniechęcając ich w ten sposób do korzystania z pomocy, a więc spychając głębiej w biedę i niemoc, i jeszcze bardziej ich piętnując.

W ramach akcji Romcivic wolontariusze pracują i mieszkają w slumsach pod Paryżem; organizują tam zajęcia dla dzieci, myją naczynia oraz pomagają w codziennych zajęciach rodzinom. Organizacja przygotowała też specjalne schroniska, które mają zachęcić bezdomnych do wyjścia z trudnej sytuacji – oferując im albo osobne pokoje z możliwością mieszkania ze zwierzętami i przyjmowania gości (co jest niemożliwe w innych schroniskach), albo mieszkania dla rodzin z dziećmi. Od czasu do czasu prowadzą też nabór pomysłów na mobilne pralnie, modularne domy i alternatywne rozwiązania dla problemu braku dachu nad głową (ale nie w formie tradycyjnego m2 albo m3, ale zaskakujących, nieoczywistych architektonicznych interwencji, odpowiadających nomadycznym potrzebom i poczuciu niezależności tych osób).

 

HomelessParis_7032101
Bezdomny w Paryżu. Autor: Eric Pouhier, źródło.

 

Wystawa Wózki

Bezdomnym należy się także inna forma indywidualnego podejścia: spojrzenie w twarz. Zamiast budować kontrproduktywny system, oparty na zniechęcających i wykluczających zasadach, bazujący na wypaczonym i szkodliwie uogólnionym obrazie bezdomności, konieczne jest  nadanie każdej z historii „życia na ulicy” wyrazistych, indywidualnych rysów. Należy przyglądać się bezdomności jako źródłu narracji, tożsamości i historii, przestać tę tożsamość stygmatyzować i krytykować. Jednym z ciekawych projektów podejmujących ten problem jest praca artystyczna Łukasza Surowca Wózki, którą widziałam w 2014 roku w Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Warszawie. Trzydzieści wózków – artefaktów kojarzących się z bezdomnym stylem życia – zostało zestawionych z trzydziestoma portretami ich właścicieli.

Wiszące na ścianach zdjęcia, z jasnym filtrem i dużym zbliżeniem, przemawiają do widza – dzięki nim każda z tych twarzy, na co dzień omijanych i szybko zapominanych, staje się charakterystyczna, niepowtarzalna, opowiada własną historię. Przesadne zbliżenie na tych portretach kontrastuje ze sposobem w jaki na co dzień wchodzimy z bezdomnymi w interakcje. Strategia Łukasza Surowca polega na hiperbolicznym wystawieniu widza na cierpienie i urodę tej niewidzialnej części społeczeństwa; zmusza przechodnia do zagłębienia się w emanujące z tych obrazów historie. Moim zdaniem jest to, przede wszystkim, krok w kierunku rozpoznania cech wspólnych, empatycznego zrozumienia „normalności” tych historii – jakkolwiek „nienormalne” się one wydają. Tymczasem wózki, prezentowane w instytucji artystycznej jako rzeźby są prowokacją: oto zużyte, kojarzone z wykluczeniem, biedą, peryferiami społecznymi przedmioty wnoszone są do przestrzeni goszczącej sztukę wyższą.

Jednym z osiągnięć tej wystawy jest w pewnym sensie nobilitacja bezdomności przez ukazanie jej jako stylu życia, posługującego się konkretnymi artefaktami, narzędziami i spełniającego ważną rolę społeczną. To na tych wózkach przewożone są odpady nowoczesnego konsumpcjonizmu, niepotrzebne resztki, którym często bezdomni nadają drugie życie – ich pożyteczność kontrastuje z rozrzutnością reszty świata, choć niewielu chciałoby zgodzić się z uznaniem w ten sposób bezdomnych za ważny fragment społecznej układanki. Funkcjonowanie na obrzeżach tego, co uznawane za normalne i akceptowalne, daje bezdomnym krytyczny dystans, którego większość z nas nie posiada albo tłumi go na potrzeby przetrwania w zgubnym status quo.

Życie na peryferiach świata, jako nomad/ka, uchodźca/czyni, czy osoba bezdomna, pozwala na zdobycie innej – w życiu pełnym ogólników i pewników – perspektywy. Nie chciałabym tu sugerować, że bezdomność jest pożądaną sytuacją – to jeden z najbardziej palących i gwałtownie rosnących problemów współczesnego świata, w którym dach nad głową staje się coraz większym luksusem, a dom jako państwo, miejsce, do którego należymy ze względu na krew, język, kulturę, pochodzenie, traci na znaczeniu. Niektórzy z nas wybierają życie w ruchu jako część profesji, inni zmuszeni są do opuszczenia ogarniętych chaosem terytoriów. Toczące się obecnie wojny, ekonomiczne problemy, głód czy wreszcie zmiany klimatyczne są kolejnymi przyczynami rosnącej bezdomności – nawet jeśli w tym przypadku niekoniecznie będzie ona oznaczać brak dachu nad głową, ale raczej poczucie wyobcowania i niepewności związane ze zmianą miejsca zamieszkania. Kompromitacja państwa narodowego jako źródła stabilizacji, pokoju i tożsamości (w pozytywnym, afirmatywnym sensie) też odgrywa tutaj niemałą rolę. Podczas gdy część młodych ucieka do symboli narodowych i mitologii, inna część nieuchronnie dryfuje w stronę kosmopolitycznej emancypacji, szczątkowo i wybiórczo traktując swoje korzenie jako element definiujący tożsamości – zlepiając rodzaj dumy związanej z pochodzeniem z ulubionych filmowców, pisarzy i krajobrazów. Świadome budowanie tożsamości nowoczesnych bezdomnych/nomadów to jednak znacznie mniej oczywisty proces. Bezdomni, nomadzi i migranci są najlepszymi przykładami tego, w jaki sposób grupy marginalne, narażone na wykluczenie, w obliczu zagrożenia integralności i tożsamości, uczą się korzystania z zupełnie innej materii, narracji, elementów, taktyk. Jak pisali David Snow i Leon  Anderson, jednym z pierwszych etapów budowania tożsamości wśród bezdomnych jest dystansowanie się, jako sposób na odseparowanie samego siebie od świadomości bycia bezdomnym, ale też od innych bezdomnych i przypisywanych im ról. Następnie bezdomni akceptują i doceniają ten stan i związane z nim role, by wreszcie zająć się budowaniem narracji, głównie opartej na wizji przyszłości [Snow, Anderson 1987]. Jest to prawdopodobnie strategia, z którą wielu z nas zmierzy się w przyszłości – pełnione przez ludzi role i zajmowane w społeczeństwach miejsca stopniowo oddalają się od powszechnie znanych norm, wobec czego ich internalizacja domaga się nowych strategii, mitów i narracji. Jak pisały Katherine Boydell, Paula Goering i Tammy Morell-Bellai, nacisk na „nienormalność” tego, co robią bezdomni jest problematyczny, bo skupia się na negatywnych aspektach ich funkcjonowania w społeczeństwie [Boydell, Goering, Morell-Bellai 2000]. Tymczasem „nienormalne” staje się nieodłącznym elementem ponowoczesnego społeczeństwa, które niewątpliwie zyska na adaptacji do nowych sposobów życia i postrzegania świata. Społeczeństwa gotowe do asymilacji czeka fascynująca podróż w stronę coraz bardziej skomplikowanych i złożonych narracji. To w wielokulturowych, otwartych społecznościach mamy szansę odnaleźć receptę na lepszy świat, autentyczną gościnność, akceptację i wkluczenie. Świat hybryd, wystający poza tradycyjne normy, to miejsce, gdzie ludzie kierują się zasadami współpracy i zaufania. To świat doceniający pożyteczną, niespektakularną pracę, traktujący dach nad głową jako prawo człowieka.

 


(1) Jesteś młody i wykształcony? I tak możesz trafić na ulicę. Przybywa bezdomnych magistrów

http://www.tvp.info/19648448/jestes-mlody-i-wyksztalcony-i-tak-mozesz-trafic-na-ulice-przybywa-bezdomnych-magistrow, dostęp 17 kwietnia 2016.

(2) Centro Finanziero Confinanzas, https://en.wikipedia.org/wiki/Centro_Financiero_Confinanzas

(3) A 45-Story Walkup beacons the desperate, http://www.nytimes.com/2011/03/01/world/americas/01venezuela.html , dostęp 19 kwietnia

(4) Qui Sommes Nous, http://www.lesenfantsducanal.fr/non-classe/qui-sommes-nous/, dostęp 17 kwietnia 2016.

(5) 2,000 Radios for the Homeless, http://www.bertelsmann.com/corporate-responsibility/projects/project/2-000-radios-for-the-homeless.jsp , dostęp 17 kwietnia 2016.

Bibliografia:

Katherine M. Boydell, Paula Goering, Tammy L. Morrell-Bellai, Narratives of identity: Re-presentation of self in people who are homeless [w:] Qualitative Health Research, 10/2000, s. 26-38

David C. Soul , Urban Sprawl: A Comprehensive Reference Guide, Greenwood Press, London, 2006s. 34

David A. Snow, Leon Anderson, Identity work among the homeless: The verbal construction and avowal of personal identities [w:] American Journal of Sociology, 92/1987, s. 1336-1371

Iwo Zmyślony, Zakaz Spożywania, „Dwutygodnik” 8/2015, http://www.dwutygodnik.com/artykul/6048-zakaz-spozywania.html, dostęp 16 kwietnia 2016.

***

natalia skoczylas – dziennikarka zainteresowana architekturą i planowaniem przestrzennym oraz napięciami między ideologią, polityką i interesami różnych grup społecznych i sposobami, w jaki wpływają one na ostateczny kształt miasta i podejmowane decyzje. Prywatnie nomadka i kompulsywna czytelniczka długich artykułów.

 

Zdjęcie tytułowe: Tents along the Canal St Martin. Autor: Aleske from Paris, źródło, https://creativecommons.org/licenses/by/2.0/.

 

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: