karolina ćwiek-rogalska: w interesie prawdy. tomáš garrigue masaryk – łowca wampirów

W przyjętym dość chłodno przez krytykę filmie Abraham Lincoln: łowca wampirów (reż. Timur Bekmambetov, 2012) słynący z prawości amerykański prezydent dowiaduje się, że Stanami Zjednoczonymi chcą zawładnąć wampiry. Rusza więc do walki, uzbrojony w posrebrzaną siekierę, aby poskromić nieumarłych. Abstrahując od znikomej wartości artystycznej filmu, chciałabym posłużyć się nim jako punktem wyjścia do własnej analizy. Uważam, że choć projekt, jakim Abraham Lincoln: łowca wampirów był, zakończył się fiaskiem – a połączenie opowieści historycznej z motywem walki z nieumarłymi okazało się niestety w tym wypadku mało trafionym zabiegiem – może on stanowić ciekawy punkt wyjścia do przeprowadzenia myślowego eksperymentu z zakresu kultury czeskiej. W czeskim panteonie znajduje się bowiem postać zbliżona wielkością i sposobami upamiętniania do amerykańskiego Lincolna. Ta postać to pierwszy prezydent niepodległej od 1918 roku Czechosłowacji, Tomáš Garrigue Masaryk, filozof, moralista, głosiciel idei humanizmu.

Film Timura Bekmambetova otwiera plansza z napisem: „Your name will be Abraham, for I have made you a father of many nations… “ [„Imię twoje będzie Abraham, bo uczynię ciebie ojcem mnóstwa narodów”] [Rdz 17, 5]. Spróbujmy zatem, naśladując twórców Abrahama Lincolna, zakreślić na samym początku wielki kontekst: biblijny. Pomoże on nam wydobyć potencjał Masaryka jako figury zbiorowej wyobraźni. Imię „Tomáš“, czyli polski „Tomasz”, również występuje w Biblii, w Nowym Testamencie. Nazwany jest tak jeden z uczniów Chrystusa, który pechowo nie znalazł się z innymi w odpowiednim miejscu i czasie, kiedy Jezus przyszedł do apostołów po zmartwychwstaniu. Tomasz, któremu o tym opowiedziano, wątpił, że coś takiego miało miejsce. Zadeklarował, że póki sam nie zobaczy zmartwychwstałego, nie uwierzy. Biblijna historia ma swój happy end: kiedy Chrystus nawiedził uczniów po raz kolejny, Tomasz był razem z innymi i mógł się empirycznie przekonać, że nauczyciel wrócił z martwych [J 20, 24-29]. A jednak zapamiętano go jako niedowiarka, „niewierny Tomasz” to przecież jedno ze sformułowań, których używamy na co dzień. Niedowiarkiem – jak się okazało – był również Tomáš Garrigue Masaryk.

W momencie, który stanowi początek akcji filmu Abraham Lincoln: łowca wampirów pod inną szerokością geograficzną 26-letni poeta i slawista, Václav Hanka, ogłasza, że w wieży kościoła w mieście Dvůr Kralové odnalazł średniowieczny rękopis, świadczący o starodawności języka czeskiego i czeskiej literatury. Jest rok 1817. „Odnalezienie” rękopisu stanowi kolejny etap tak zwanego czeskiego odrodzenia narodowego, procesu tworzenia i emancypacji nowożytnej kultury narodowej. Jak pisał znawca epoki, Vladimír Macura, głównym celem animatorów czeskości – nazywanych budzicielami – było stworzenie takiego modelu kultury, który nie tylko odpowiadałby dominującej wówczas na ziemiach czeskich kulturze niemieckojęzycznej, ile ją przewyższał [Macura 1995]. Co to oznaczało? Budziciele skupili się przede wszystkim na kwestiach związanych z językiem: czeszczyzna, po roku 1620 i przegranej przez panów czeskich bitwie na Białej Górze oraz następujących po niej represjach (karach śmierci, emigracji) i postępującej germanizacji wyższych klas społecznych, zepchnięta głównie na wieś i używana sporadycznie, wymagała gruntownego odnowienia. Powstawały co prawda dzieła takie jak Obrona języka czeskiego Bohuslava Balbína, jednakże sam język rozwijał się w taki sposób, że trudno było o nim na początku wieku XIX mówić, że w opinii większości spełnia światowe standardy. Istniały wątpliwości, czy czeszczyzna nadaje się, by wyrażać w niej wszystkie treści: nie tylko prywatne (by prowadzić w niej korespondencję) czy rozrywkowe (by wystawiać w niej sztuki sceniczne czy pisać powieści), ale również publiczne, jak tworzenie tekstów i klasyfikacji naukowych, wybitnej poezji – także tej na czeski przekładanej. Pierwsi budziciele zajmowali się właśnie czeszczyzną: jak językoznawca Josef Dobrovský, który zestawił jej zasady gramatyczne, czy Josef Jungmann – jego uczeń, a później przeciwnik – który stworzył wielki słownik niemiecko-czeski i aktywnie tłumaczył dzieła z innych języków europejskich (jest twórcą przekładu m.in. Raju utraconego Johna Miltona). Podstawowym celem budzicieli było udowodnienie, że język czeski jest równie dobry co niemiecki w każdej dziedzinie kultury, a w niektórych może mieć nad nim przewagę: opiewano na przykład możliwości przekładania poezji starożytnej i dobrego oddania iloczasu oraz przyjemną dla ucha melodię. Ta językocentryczność odrodzenia narodowego przekładała się jednak na inne sfery kultury: wszędzie należało udowadniać, że ta czeska dorównuje – a najlepiej przewyższa – niemiecką, także jeśli chodzi o dawne, historyczne korzenie. Odkrycie rękopisu pozwalało zatem na przekroczenie bariery, od której bezskutecznie odbijali się dotychczas budziciele: usytuowanie tradycji językowych, wiązanych z narodowością, w dalekiej przeszłości. „Naród czeski” nie rodził się jako taki w ogóle – ale odradzał, nie tworzono go od podstaw – ale odtwarzano. Palącą potrzebę legitymizacji dążeń budzicieli potwierdziła wkrótce kolejna, anonimowa przesyłka, w której znajdował się inny, rzekomo równie starodawny rękopis, „odkryty” w zamku Zelená Hora, niedaleko Pilzna.

Pierwszy ze wspomnianych rękopisów, nazywany królowodworskim, składał się z czternastu pieśni: częściowo opiewających piękno przyrody, częściowo poruszających wątki mitycznych początków państwowości czeskiej. W pieśniach tych przedstawiano walkę z Frankami i przeciwstawiano się niemieckim barbarzyńcom, chcącym zalać ziemie czeskie, za pomocą siły zbrojnej i kultury. Oprócz wodzów, wiodących ku zwycięstwu nad wrogiem, takich jak Záboj i Slavoj, pieśnią do boju zagrzewał bard Lumír. W rękopisie zielonogórskim, krótszym od królowodworskiego i rzekomo jeszcze starszym, a składającym się zaledwie z dwóch urywków, Sejmu oraz Sądu Libuszy, publika dostała obraz starosłowiańskiego sejmu, zgodnie z zasadami demokracji radzącego wspólnie nad problemem i fragment sceny, w której legendarna władczyni Libusza stara się rozsądzić zwaśnionych mężczyzn. Odbiorcami obu rękopisów były początkowo wąskie, a potem coraz szersze kręgi entuzjastów odradzającej się czeskości: im więcej osób wybierało ją jako swoją komponentę narodową – rekrutowały się one głównie spośród mieszczaństwa – tym więcej odbiorców zyskiwały rękopisy. A rękopisy były niewątpliwie źródłami atrakcyjnymi dla czytelników spragnionych dowodów dowartościowujących kulturę czeską. Pokazywały tę dobrą stronę Czechów: dzielnych, rozsądnych, kochających pokój, ale umiejących się bronić w wypadku agresji. Zgadzało się to z popularnymi wówczas ideami niemieckiego filozofa Johanna Gottfrieda Herdera, wieszczącego nadejście „godziny Słowian”, którzy po latach zdominowania przez żywioł germański mieli wybić się na niepodległość właśnie dzięki swoim wyjątkowym cechom. „Umiłowanie pokoju” było jedną z nich. W odrodzeniowym panteonie wyobrażeń, jak można się domyślać, większość z tych cech posiadała swój kontrapunkt w kulturze niemieckiej. To, co czeskie było przez samych Czechów asocjowane z „miękkością” i chęcią zgody, to co niemieckie – z „twardością” i „nieustępliwością”; czeskie było umiłowanie pokoju – niemiecka zaś agresja; Czesi byli pracowici – Niemcy umieli tylko korzystać z dorobku innych itp. [Macura 1995: 92].

Kościół św. Jana Chrzciciela w miejscowości Dvůr Králové, gdzie „odnalazł się” pierwszy rękopis // źródło

Odkrycie rękopisów wprowadziło do zbiorowej wyobraźni postacie, które – choć wcześniej nigdy nie zaistniały – trafiły do treści oper, przedstawień teatralnych i utworów poetyckich, a tym samym do wczesnohistorycznego (a nie już wyłącznie legendarnego) narodowego panteonu. Doszło zatem do paradoksalnej sytuacji: w momencie narodzin nowoczesnego narodu czeskiego powołane w nim zostały do życia widma dawnych bohaterów – nie tylko nieistniejących, bo legendarnych, ale nieistniejących również dlatego, że, jak po prawie siedemdziesięciu latach wyszło na jaw, zdolny archiwista Hanka wraz ze wspólnikami obu rękopisów nie odkrył, ale je stworzył. Dawność czeskiej kultury stała się zatem nie tyle kotwicą mocującą to, co nowe, w tym, co stare – zgodnie z mechanizmem działania tradycji wymyślonych, które by być skutecznymi, muszą przekonać swoich odbiorców, że posiadają długotrwałe umocowanie w przeszłości [Hobsbawm 2008: 9-23] – ile hamulcem nie pozwalającym w pełni ruszyć do przodu. Na progu emancypacji narodowej i w momencie wytworzenia się nowożytnego narodu czeskiego wszelkim innym działaniom stało bowiem na przeszkodzie to, że w tak silny sposób oparte były na wyobrażonej, dawnej przeszłości – powstałej w wyniku fałszerstwa. Raz przywołane widma nie pozwalają się bowiem w prosty sposób odesłać w zaświaty. Jak pisze Jakub Momro:

nowoczesność daje się pomyśleć […] nie jako modernizacyjna, perspektywna narracja, niemogąca się – z istoty swojej – zakończyć, ale jako proces, który nie może ani się zacząć, ani dosięgnąć własnego kresu. […] w tej perspektywie można potraktować nowoczesność jako widmo, które bez końca nawiedza jednostki i zbiorowości w różnych postaciach niepełnych, nietrwałych, radykalnie niespójnych czasowo, asynchronicznych, przejściowych form ontologicznych [Momro 2014: 8]

Gdyby w ten sposób spróbować pomyśleć o czeskiej nowoczesności, można dojść do zaskakującego wniosku: nowoczesność nawiedza czeską kulturę od czasów odrodzenia narodowego w podwójnej, widmowej postaci – jako coś nowego, mającego być odpowiedzią na problemy trapiące tę społeczność i jako coś starego, dawnego, sprzed początku właściwego czasu historycznego.

Każda wspólnota narodowa posiada pewnego rodzaju widma. Co takiego stało się w kulturze czeskiej, że proponuję ją badać jako osobny przypadek? Przydarzył się jej Tomáš Garrigue Masaryk – a gdyby za jego filmową biografię, wzbogaconą o nadnaturalne wątki, zabrałby się twórca Abrahama Lincolna, w tym właśnie miejscu Masaryk wkroczyłby wyposażony w posrebrzaną siekierę. Oto bowiem, zanim został pierwszym prezydentem Czechosłowacji, uwielbianym przez Czechów „tatusiem narodu”, a jego wizerunek ozdobił najwyższy nominał czeskiego banknotu, był „niewiernym Tomaszem”, którego nawiedzające czeską nowoczesność widma niepokoiły w najwyższym stopniu. I chociaż bój o rękopisy – jak nazywa się ten etap w czeskiej historii – trwał na dobrą sprawę od momentu ich „odnalezienia”, a różne naukowe autorytety podważały znaleziska Hanki właściwie od lat 20. XIX wieku, to w roku 1886 rozgorzał na nowo, a sam Masaryk odegrał w nim jedną z głównych ról.

Staroczeskie widma zaczynające swoje życie w nowożytnej kulturze narodowej miały już wówczas na sumieniu pierwsze ofiary. Kiedy zaraz po „odkryciu” rękopisu zielonogórskiego swoją opinię o nim wyraził nestor slawistyki, Josef Dobrovský, nazywając go „afektowanymi gryzmołami” [Opat 1990: 138], jego uczniowie oskarżyli go o niezdolność do wydawania sądów. Dobrovský cierpiał bowiem na chorobę psychiczną. W stosunku do innych krytyków prawdziwości rękopisów również sięgano po argumenty ad personam, nierzadko zahaczające o antysemityzm (jak stało się w latach 50. XIX wieku w przypadku Maxa Büdingera) i oskarżenia o brak patriotyzmu. Każdemu, kto występował przeciwko rękopisom, zarzucano sprzyjanie Wiedniowi, a wszystkie wystąpienia starano się zdyskredytować jako prowokacje tajnej policji. Niektórzy przeciwnicy rękopisów byli oficjalnie sądzeni za szkalowanie dobrego imienia znalazcy (jak David Kuh po publikacji w prowadzonym przez siebie „Tagesbote aus Böhmen” artykułu o fałszerstwie w 1858 roku). Kiedy Hanka umarł w 1861 roku, jego pogrzeb stał się patriotyczną manifestacją, a on sam dołączył do panteonu czeskich widm, nawiedzających tę kulturę, stojącą w rozkroku pomiędzy tym, co nowoczesne, a przekonaniem o własnej starodawności. A może to wcale nie rozkrok, ale charakterystyczne, janusowe oblicze nowoczesności?

W latach 80. XIX wieku nastąpił przełom, który miał pewną szczególną cechę: oto bowiem przeciwko rękopisom wystąpiła wspólnie grupa profesorów z praskiego uniwersytetu, a osobą stojącą na czele tej grupy był właśnie Masaryk. Pod ich adresem padły oskarżenia o elitaryzm, który wyrzeka się patriotyzmu i zrozumienia dla potrzeb warstw niższych. Profesorów te oskarżenia jednak nie zniechęciły, podobnie jak narastające konflikty i podziały w obrębie ich własnej grupy. Początek walki z upiorami, które zrodziły się u podstaw formowania nowożytnej czeskości, stanowiła rozłożona na wiele głosów dyskusja w czasopismach. Zwolennicy prawdziwości rękopisów, w tym najbardziej aktywny spośród nich, filolog Martin Hattala, przekonywał początkowo, że prezentowanie argumentów naukowych nie ma większego sensu w sytuacji, w której skierowane są one do niewyedukowanego odbiorcy, za absurdalne uważał także sadzanie na ławie oskarżonych wybitnych postaci czeskiej historii – w tym wspomnianego Václava Hanki [Opat 1990: 140-141]. Doszło zatem do sytuacji, w której panteon widm był już na tyle szeroki, że postaci zmyślone i historyczne ustawiono w zbliżonym do siebie porządku. Jak chce Jakub Momro: „nowoczesność stanowi […] oparty na nowatorstwie ruch pojęcia nieuchronnie przechodzącego w stan permanentnego kryzysu, ruch od odczarowania do emancypacji, od podmiotowej autorefleksji do zaprzeczenia jednostkowej odrębności” [Momro 2014: 23]. Faktycznie zatem walka z rękopisami oznaczała walkę z ich bohaterami – władającymi już zbiorową wyobraźnią: wszak pieśni uczono się na pamięć i deklamowano publicznie oraz w kręgach znajomych. Oznaczała również walkę z tymi, którzy rękopisy stworzyli i upowszechnili. Paradoksalne nowatorstwo „starodawnych” rękopisów – osadzające czeską kulturę w przeszłości, co miało przysparzać jej blasku w teraźniejszości – a także sam sposób ich wytworzenia, inny od znanych fałszerstw preromantyzmu i romantyzmu, tak samo jak walka o potwierdzenie ich fałszywości, stają się znakami czeskiej nowoczesności. Spór jednak prowadzi do kryzysu, a kryzys, jak wkrótce ogłosi Masaryk, można pokonać, ale aby to zrobić należy poznać jego przyczyny. W swoich dwóch najważniejszych pracach z końca stulecia (Česká otázka [Czeskie pytanie] oraz Naše nynějši krize [Nasz obecny kryzys]), do których wnioski czerpał m.in. z boju o rękopisy, Masaryk wysunie teorię, że kultura czeska znajduje się w kryzysie, ponieważ nie umie w twórczy sposób kontynuować dobrych założeń swoich protoplastów, zamiast tego sprowadzając myśli budzicieli do nośnych haseł bez pokrycia. Podstawą do pokonania kryzysu byłoby stanięcie w prawdzie o sobie – do tego wątku jeszcze powrócę.

Grób Václava Hanki // źródło

Masaryk staje się więc kimś w rodzaju dialektycznego Don Kichota. W jaki sposób? Jego próba obalenia prawdziwości rękopisów oparta jest na mocnych argumentach i z racjonalnego punktu widzenia jest dla wielu bardzo sugestywna. Jednak, nawet gdyby przekonała wszystkich, nie jest w stanie zaprzeczyć temu, co się już wydarzyło: sięgnięcie do „starodawności” wykonało swoją pracę formacyjną, stało się częścią czeskiej nowoczesności. W tym sensie, prawdopodobnie nieświadomie, Masaryk posłużył się moim zdaniem heglowską dialektyką. Wydawało mu się, że walczy z prawdziwością rękopisów – a tak właściwie przy istniejącej wcześniej tezie „rękopisy są prawdziwe”, wzmacniał istniejącą również wcześniej antytezę: „rękopisy prawdziwe nie są”. Co z tego wyniknęło? Synteza obecna w czeskiej kulturze, wyznaczająca horyzont czeskiej nowoczesności: owszem, może i rękopisy nie są prawdziwe (pewnie nie są), ale przecież istnieją i już wpłynęły na uformowanie się nowoczesnego Czecha w sposób nieodwracalny. Czeska nowoczesność byłaby więc, zgodnie z uwagami Jakuba Momro, równocześnie wychylona do przodu i anachroniczna, nawiedzana przez widma.

Wróćmy jednak do boju o rękopisy. Po odpowiedzi Hattali oskarżony przez niego o elitaryzm profesor Jan Gebauer nie chciał przemilczeć sprawy, zwrócił się więc do poważanego wśród akademickich kręgów innego uczonego – Jana Kvíčaly, redaktora czasopisma Filologické listy. Odmówił on co prawda wydrukowania polemiki Gebauera, zwrócił jednak jego uwagę na człowieka „stworzonego do walki” [Opat 1990: 141], redaktora Atheneum, filozofa Masaryka. Masaryk, jak już pisałam, od dawna interesował się sprawą rękopisów i bez wahania zwierzył się Gebauerowi, że cieszy go szansa dotarcia do źródeł całego zjawiska. W tym czasie Masaryk wyrażał bardzo krytyczną opinię w stosunku do autorytetów publicznych, które dały się zakneblować krzykami o „zdrajcach narodu” i przestały się wypowiadać na temat autentyczności rękopisów. Stał bowiem na stanowisku, że dopiero poznanie prawdy – i zmierzenie się z nią, jeśli rękopisy okazałyby się tylko zręcznymi falsyfikatami – powinno stać się podstawą bytu narodowego Czechów. Istniały bowiem inne momenty historyczne, z których Czesi mogli i powinni być dumni. Dla Masaryka takimi wydarzeniami były wszelkie przejawy humanizmu – być Czechem oznaczało bowiem  dla niego w dużym skrócie być dobrym, prawym człowiekiem – które znajdował zarówno w nowszej przeszłości (sam wysiłek podjęcia odrodzenia narodowego), jak i tej dawniejszej (reformacja czeska, której największych zalet filozof upatrywał w epoce rozwoju tradycji czeskobraterskiej, już po wyniszczających wojnach husyckich).

Masaryk aktywnie uczestniczył w sporze: publikował, bronił atakowanych i wskazywał, że jego przeciwnicy postępują niewłaściwie, także pod względem etycznym. W debacie unikał argumentów ad personam, skierowanych przeciwko zwolennikom tezy o prawdziwości rękopisów, od czego nie stronili jego przeciwnicy. Mimo że uderzano w niego osobiście, nie oddawał nieczystych ciosów. Jego korespondencja z tego okresu wskazuje, że chociaż plotki mówiące o tym, że w gruncie rzeczy mści się za nieotrzymanie katedry lub jest po prostu pozbawionym patriotyzmu wychowankiem niemieckich uniwersytetów (studiował m.in. w Wiedniu i w Lipsku), rozpowszechnianie m.in. przez Hattalę, nie pozostawiały go obojętnym, starał się jednak podtrzymywać linię obrony przyjętą na początku: naukowe udowodnienie, że rękopisy są zręcznymi falsyfikatami (na co wskazywać miała analiza językowa, historyczna i socjologiczna). Owa linia obrony dawała się streścić w słynnych słowach Jana Husa: „prawda zwycięży”. Choć, jak miało się okazać także później, zwycięstwo to nie było ani szybkie, ani jednoznaczne.

Tak rozumiany bój o rękopisy, toczący się z przerwami do końca lat 90. XIX wieku, to nie tylko polemika obrońców ich prawdziwości z osobami uważającymi je za falsyfikaty. To immanentny kryzys nowoczesności, będącej nie tylko ruchem w przód, ale posiadającej również swoją ciemną, irracjonalną stronę. W gruncie rzeczy bowiem postaci z pieśni rękopisów, włączone przez opinię publiczną do narodowego panteonu oraz ich apoteozowani twórcy i obrońcy, to widma zaludniające początki czeskiej nowoczesności. W czeskie doświadczenie źródłowo zostaje wpisana krzywda – wykorzenienie kulturowe, na które odpowiedzią było tzw. odrodzenie narodowe – zapisana w tekstach rękopisów jako walka z niemieckością zalewającą ziemie czeskie. W tym samym tonie utrzymane są również zniekształcone, popularne interpretacje głównej myśli historiozoficznej jednego z budzicieli, Františka Palackiego – wybitnego historyka, a przy okazji jednego ze zwolenników tezy o autentyczności rękopisów – który twierdził, że czeska historia jest nieustannym stýkání a potykání (w wolnym tłumaczeniu: spotkaniem i zmaganiem) z różnie rozumianą niemieckością [Křen, Broklová 1998]. Palacký w swojej monumentalnej pracy o historii Czech i Moraw uczynił z owych spotkań i zmagań machinę napędową całej czeskiej historii: zarówno etapy rozwoju, jak i degrengolady, wynikały z wygranych lub przegranych potyczek, z zasilającego czeską kulturę zetknięcia z jej swoistym doppelgangerem, rozwijającą się na ziemiach czeskich kulturą niemiecką/niemieckojęzyczną. Druga formacja – rozwijająca się równolegle od XIII wieku, kiedy to Przemyślidzi zaprosili kolonistów niemieckich do zasiedlania trudnych, słabo zaludnionych terenów swojego państwa – sprawiła, że nawet to, jak identyfikowano swoją „czeskość”, bywało problematyczne. Wystarczy wspomnieć o tym, że nim ostatecznie zwyciężył pomysł Josefa Jungmanna, że być Czechem oznacza mówić po czesku, niemieckojęzyczny profesor praskiego uniwersytetu, Bernard Bolzano, w trakcie swoich popularnych wykładów proponował, że może bycie Czechem związane jest nie z używanym językiem, ale z zamieszkiwaniem na ziemiach czeskich. Warto tu jeszcze zwrócić uwagę, że Palacký podszedł do rękopisów bardzo entuzjastycznie nie tylko dlatego, że mocowały jego teorię historiozoficzną w najdawniejszej przeszłości, ale także z przyczyn osobistych. Jako dwudziestokilkulatek, świeżo przybyły do Pragi, był świadkiem tryumfu, jakim dla jej mieszkańców było „odnalezienie” rękopisów i dał się ponieść fali entuzjazmu.

Pozostaje pytanie, czy czeskie widma musiały zostać wywołane i były nieuniknionym etapem w formowaniu się nowożytnej kultury narodowej. Jak zwracał uwagę Jaroslav Opat, badacz spuścizny Masaryka, specyfika czeskich fałszerstw polegała nie tylko na tym, że miały miejsce stosunkowo późno (przez Europę zdążyły się już przetoczyć rozczarowania m.in. tzw. Pieśniami Osjana, rzekomo średniowiecznym zbiorem celtyckich poematów), ale szczególny był także sposób wytworzenia służących oszustwu artefaktów. Hanka i jego współpracownicy spodziewali się bowiem, że rękopisy zostaną poddane krytyce – chodziło o takie ich opracowanie, by nigdy do końca nie udało się pozbyć wątpliwości, czy są prawdziwe, czy fałszywe. Warto zauważyć, że zamiar ten częściowo się powiódł: do dzisiaj istnieje stowarzyszenie obrońców rękopisów, Česká společnost rukopisná, obstające za ich prawdziwością.

Karykatura z czasów hilsneriady // źródło

W tej sytuacji udział Masaryka w sporze o rękopisy – choć przeciwnicy, po obaleniu postulatów o nieodwoływaniu się do nauki, wytykali mu brak właściwych kompetencji, nie był bowiem ani historykiem, ani literaturoznawcą czy językoznawcą, jak pozostali członkowie profesorskiego dream teamu (jak językoznawca Jan Gebauer, historycy literatury Jindřich Vančura i Jaroslav Vlček, historyk Jaroslav Goll) – staje się walką z tą ciemną stroną czeskiej nowoczesności. Przyszły prezydent raz jeszcze stanie do walki z tym, co wyparte i związane z poczuciem krzywdy: na sam koniec wieku ujmie się za skazanym na karę śmierci za rzekomy mord rytualny Leopoldem Hilsnerem. Kiedy w roku 1899, w okolicach Wielkanocy, niedaleko miejscowości Polná zostaje znaleziona martwa chrześcijanka Anežka Hrůzová, na podstawie braku wystarczającej ilości krwi wokół ciała, śledczy oskarżają żyda Leopolda Hilsnera o mord rytualny i użycie krwi dziewczyny do rytuałów religijnych. Hilsner, mimo że dowody nie były przekonujące, zostanie skazany na karę śmierci – ujmie się za nim jednak Masaryk i wspierając adwokata skazańca, doprowadzi do ponownego otwarcia sprawy i choć Hilser znów zostanie skazany (ostatecznie wyjdzie z więzienia dopiero po amnestii w 1918 roku), to z aktu oskarżenia zniknie zabobon, jakim był mord rytualny. „Niewierny Tomasz” ponownie poddał w wątpliwość to, co „wiedzieli wszyscy”. Te dwa wydarzenia, bój o rękopisy i tzw. hilsneriada sprawią, że zacznie rozważać wyjazd z kraju, stanie się bowiem jedną z najbardziej znienawidzonych postaci w Czechach. Dopiero wojenna zawierucha, rozpędzająca duchy przeszłości, pozwoli mu na tryumfalny powrót i objęcie najwyższego stanowiska w odrodzonym kraju, który nawiedzać wówczas zaczęły zupełnie inne upiory.

 

Bibliografia:

Eric Hobsbawm, Wynajdywanie tradycji, w: Tradycja wynaleziona, red. E. Hobsbawm, T. Ranger, Wydawnictwo Uniwersytetu Jagiellońskiego, Kraków 2008.

Księga Rodzaju, w: Pismo Święte Starego i Nowego Testamentu (Biblia Tysiąclecia), Poznań 2003.

Jan Křen, Eva Broklová (red.), Obraz Němců, Rakouska a Německa v české společnosti 19. a 20. století, Karolinum, Praha 1998.

Vladimír Macura, Znamení zrodu – české národní obrození jako kulturní typ, H&H, Jinočany 1995.

Jakub Momro, Widmontologie nowoczesności. Genezy, Instytut Badań Literackich PAN, Warszawa 2014.

Jaroslav Opat, Filozof a politik T.G. Masaryk (1882-1893), Československá akademie věd, Praha 1990.

 

***

karolina ćwiek-rogalska – bohemistka, etnolożka, adiunkt w Instytucie Slawistyki PAN. Pracę doktorską napisała o przemianach krajobrazu kulturowego na czeskim pohraničí. Interesuje się relacjami czesko-niemieckimi, historią mówioną, czeskim odrodzeniem narodowym, postacią Tomáša Garrigue Masaryka i wysiedleniami ludności niemieckojęzycznej z Polski i Czechosłowacji. Publikowała m.in. w „Przeglądzie Zachodnim”, „Kulturze Liberalnej” i „Bohemii”.

ilustracja główna: Pomnik T. G. Masaryka na Hradczanach // źródło

 
1 komentarz do tekstu “karolina ćwiek-rogalska: w interesie prawdy. tomáš garrigue masaryk – łowca wampirów”

Dodaj komentarz

%d bloggers like this: